JAROSŁAW SAK

 

OD NIEŚWIADOMOŚCI CIAŁA DO ŚWIADOMOŚCI CHOROBY I CIERPIENIA

 

Treść artykułu: Wstęp. Naturalna i naturalistyczna postawa wobec choroby. Fenomenologiczny model: choroba jako przedreflekyjna sfera odczuć. Biomedyczny model: doświadczenie choroby jako „obiektywne” fakty. Model biopsychospołeczny: unifikacja postrzegania człowieka. Choroba jako utrata panowania nad ciałem. Choroba jako „okrajanie” codziennego doświadczenia człowieka poprzez ból, cierpienie, niesprawność. Zakończenie. Przypisy. Bibliografia.

 

    Współczesna refleksja filozoficzna nad medycyną za jedno z najważniejszych zagadnień teoretycznych uważa problem różnorodności pojmowania choroby rozpatrywany zwłaszcza w perspektywie relacji lekarz – pacjent. Z wielu ujęć tego problemu warto zwrócić uwagę zwłaszcza na fenomenologiczne inspiracje wykorzystywane we współczesnej filozofii medycyny. Fenomenologiczne rozróżnienie, bowiem pomiędzy własnym, subiektywnym światem a światem wspólnym w obszarze poznawanej rzeczywistości ma kluczowe znaczenie dla określenia specyfiki znaczeń funkcjonujących w relacji lekarz – pacjent.

 

    S. Kay Toombs, współczesna amerykańska lekarka uprawiająca filozofię medycyny, korzysta z tradycji fenomenologicznej, podkreślając, że choroba jest poznawczo doświadczana niemal zupełnie inaczej przez lekarza i przez pacjenta, stanowiąc dwie dystynktywne „rzeczywistości”. Lekarz jest wyszkolony do postrzegania istoty choroby jako zbioru manifestujących się w sferze fizycznej oznak i symptomów, określających konkretny stan chorobowy. „Szufladkuje” on zwykle danego pacjenta, jako konkretny przypadek określonej jednostki chorobowej, na przykład jako kolejny przypadek cukrzycy, nadciśnienia tętniczego czy choroby wrzodowej.

 

    Pacjent natomiast koncentruje się na zupełnie innych aspektach rzeczywistości, wyrażając chorobę zwykle przy użyciu terminów opisujących jej uciążliwość, dolegliwość, wpływ na jego codzienne życie (Toombs, 2003, s. 10-11). Doświadcza on chorobę w jej jakościowej bezpośredniości. Lekarz zmierza zaś do określenia choroby w sposób stosunkowo wyraźny, terminologicznie ostry, sprecyzowany, zwłaszcza, gdy występują w wywiadzie, badaniach fizykalnych czy laboratoryjnych obiektywne kryteria ujęte w skonstruowanych przez medycynę modelach różnych jednostek chorobowych.

 

    W praktyce medycznej lekarz zwykle nie uświadamia sobie, że to, co sądzi o stanie zdrowia pacjenta, jest w sensie poznawczym i egzystencjalnym niezwykle różne od sfery percepcji i odczuć pacjenta (Toombs, 2003, s. 12-13). Istnienie tej „zdecydowanej różnicy” zwykle dostrzega dopiero wtedy, kiedy sam wchodzi w rolę pacjenta, tak jak na przykład Edward E. Rosenbaum, amerykański reumatolog, stwierdzający: „Perspektywa jest całkowicie odmienna, kiedy stoisz przy łóżku chorego od tej, kiedy na nim leżysz” (Rosenbaum,1988, s. viii).

 

    Rozgraniczenie pomiędzy bezpośrednim doświadczeniem choroby a wyjaśnianiem jej w sferze naukowej zyskuje szerszy kontekst interpretacyjny dzięki rozróżnieniu poczynionemu przez Edmunda Husserla na postawy poznawcze człowieka: naturalną i naturalistyczną. Postawa naturalna wyprzedza postawę naturalistyczną. Najpierw, bowiem podmiot poznający ujmuje świat w sposób subiektywny i selektywny (również w odniesieniu do indywidualnych dążeń), później zaś, w postawie naturalistycznej dokonuje się „tematyzacja” świata jako „obiektu” i rozwija się, bazująca na tym, działalność naukowa.

 

    Celem postawy naturalistycznej jest, zatem ujęcie natury „rzeczywistości” w kategoriach „obiektywnego” opisu, który będzie charakteryzował „rzecz samą w sobie” niezależnie od sfery, w jakiej jest ona indywidualnie, subiektywnie doświadczana. W praktycznym konceptualizowaniu choroby przy pomocy obiektywnych, naukowych terminów lekarz pozostaje w granicach postawy naturalistycznej, reifikując i przedstawiając chorobę zwykle jako stan chorobowy.

 

    Celem postawy naturalistycznej w medycynie jest, co podkreśla Toombs, ujmowanie dolegliwości i odczuć pacjenta w formę „faktów” patologicznych. Pacjent jest postrzegany jako rodzaj „półprzezroczystego ekranu” („translucent screen”) na którym dokonuje się projekcji obiektywnie pojmowanej choroby. Postawa naturalistyczna prowadzi zwykle do ignorowania subiektywnego doświadczania choroby przez pacjenta na korzyść ilościowego i obiektywnego wyjaśniania stanu chorobowego (Toombs, 2003, s. 13-14).

 

    Istotnym elementem fenomenologicznej interpretacji pojęcia choroby i relacji lekarz-pacjent jest pojęcie czasowości w procesie „rozpoznawania” rzeczywistości. Doświadczanie choroby przez pacjenta w jej bezpośredniości jest wyrażane w kategoriach nieustannie płynącego (a także upływającego) czasu „życiowego”. Kiedy pacjent odczuwa powtarzające się epizody chwilowego, krótkotrwałego bólu, to odczuwanie przez niego tej dolegliwości nie stanowi prostej sumy doznanych przeżyć, lecz raczej jest wyrażane jako kontinuum dyskomfortu w którym przeszłość i przyszłość (jako obawa przed nawrotem dolegliwości, a nawet obawa o swoje losy) zlewają się z obecną, teraźniejszą chwilą. Choroba jako to, co jest „przeżywane” stanowi utrwalającą się świadomość zaburzenia własnego życia i jako taka opiera się próbom wymierzenia jej kategoriami czasu w wymiarze obiektywnym.

 

    Lekarz i pacjent, zatem temporalność choroby konstytuują według dwóch niewspółmiernych wymiarów czasowych. Toombs przytacza pogląd Calvina Schraga wskazującego na to, że czas obiektowy, zewnętrzny posiada naturę „izotropową”, zaś czas człowieka odczuwającego dolegliwości jest „anizotropowy”, nierównomiernie wartościowany, w zależności od jakości i natężenia odczuć i przeżyć (Toombs, 2003, s. 15). Konieczność, narzucana pacjentowi w systemach medycznych, wyrażania własnych odczuć w kategoriach czasu obiektywnego często stwarza istotne problemy komunikacyjne w relacji lekarz-pacjent (por. Toombs, 2003, s. 10-24) warto, zatem w refleksji nad ogólnym pojęciem choroby uwzględnić również i ten istotny aspekt. Należy, bowiem podkreślić, że o ile czas osobowy jest wewnętrzną rzeczywistością ludzkiej egzystencji o tyle czas fizyczny współtworzy perspektywę patrzenia na tą egzystencję z zewnątrz (Sak, 2005).

 

    Lekarz zajmuje się dolegliwościami pacjenta i sferą jego odczuć zgodnie z systemem znaczeń będącym funkcją wyszkolenia naukowego oraz celów do realizacji, których zmierza praktyka medyczna. Często abstrahuje on jednocześnie od niepokoju i lęku pacjenta, koncentrując się na danych klinicznych, aby określić, jaki rodzaj medycznego działania może być w danym przypadku zastosowany. Dla lekarza dane kliniczne zwykle posiadają największe znaczenie, dla pacjenta najczęściej znaczenia takiego nie mają, chyba, że na przykład pacjentem jest inny lekarz. Dane kliniczne stanowią dla lekarza fragment „wiedzy”, dla pacjenta są „kawałkiem informacji”, „newsem” (Toombs, 2003, s. 16-19). Zaznacza się tu wyraźny dystans pomiędzy sferą znaczeń profesjonalnych a sferą znaczeń potocznych, a także pomiędzy celami nauki a potocznymi celami życiowymi.

 

    Jak podkreśla bowiem Eric J. Cassell znaczenia jakie dany pacjent przypisuje chorobie są zależne od „kolektywizacji znaczeń”, czyli zależności i uwarunkowań będących konieczną funkcją sytuacji biograficznej zwłaszcza w wymiarze społecznym i kulturowym. Pacjent jest zarówno tym, który doświadcza choroby, jak i tym, który ustala rozumienia znaczeń czerpiąc z własnych doświadczeń społecznych i przeżyć psychologicznych (Cassell, 1979, s. 202). Zgodnie z tym odczuwanie dolegliwości bólowych w okolicy klatki piersiowej może być przez jednego pacjenta interpretowane jako choroba serca, czy nawet zawał serca, przez innego zaś tylko jako niestrawność. Człowiek, którego bliscy (rodzice lub współmałżonek) cierpią na choroby układu sercowo-naczyniowego może interpretować odczuwany ból w klatce piersiowej jako „atak serca” czy „zawał”, ktoś inny nie „obciążony” rodzinnymi doświadczeniami z chorobami serca może podobne dolegliwości, jeżeli u niego wystąpią, interpretować jako konsekwencję zaburzeń w zakresie układu pokarmowego. Diagnoza postawiona przez lekarza w warunkach klinicznych, przez jednego pacjenta może być postrzegana jako „straszna”, przez innego to samo rozpoznanie będzie traktowane tylko jako „uciążliwe”.

 

    Reakcje pacjentów na dany im w rozpoznaniu „kawałek informacji” są uzależnione od specyfiki znaczeń przypisywanych przez pacjenta rozpoznaniu, które to są związane z jego doświadczeniami, przeżyciami oraz planami na przyszłość (Toombs, 2003, s. 17). Konstytuowanie znaczeń, jakie dany pacjent przypisuje odczuwanym dolegliwościom jest wynikiem jego własnych doświadczeń, mówiąc językiem fenomenologicznym jest pochodną „horyzontu” jego własnego świata, jak i znaczeń, które dolegliwościom chorobowym przypisuje społeczność i krąg kulturowy, do którego przynależy pacjent. Dlatego też Cassell dokonuje rozróżnienia pomiędzy pacjentem jako podmiotem doświadczającym a pacjentem jako podmiotem wyznaczającym rozumienie (Cassell, 1979, s. 203).

 

    W fenomenologicznej refleksji nad pojęciem choroby S. Kay Toombs przytacza poglądy Jeana Paula Sartre’a, który wskazywał na przedrefleksyjną sferę odczuć jako na podstawowy poziom konstytuowania się sensów związanych z chorobą. Na tym poziomie pacjent rejestrujący poprzez własną świadomość ból, nie kategoryzuje go jako coś niepożądanego o określonej lokalizacji, coś, co jest czymś obcym i zlokalizowanym na przykład w oku, czy w klatce piersiowej. To pierwotne doświadczenie bólu przybiera równie pierwotną postać uświadomienia człowiekowi istnienia jego ciała: ból nie jest w oku, lecz „oko jest bólem”, pacjent wyraźnie „odczuwa” istnienie tej części swojego ciała, która jest poddana bólowi, w pierwszej chwili doznając silnego bodźca bólowego chwyta się na przykład za okolicę oczodołową wykrzykując: „moje oko!” [1].

 

    Kiedy zaś pacjent zastanawia się nad odczuwanymi dolegliwościami bólowymi, próbując uchwycić ich istotę, niejako „zatrzymuje” (utrwala) odczuwany stan w postaci kategorii „obiektu” bólowego, stwierdzając na przykład, że „ból wszedł mi w oko”. Refleksja człowieka nad bólem, przez niego samego odczuwanym, implikuje jego umiejscowienie i pewnego rodzaju psychologiczne oddzielenie od ciała: ból staje się obiektem, subiektywnie doświadczaną chorobą, itp. Na tym drugim refleksyjnym poziomie choroba istnieje w świadomości człowieka skategoryzowana jako „oddzielna” od ciała i posiadająca swoją własną formę, naturę. Jak podkreślał Sartre: „[…] każdy konkretny ból tak jak nuta w melodii: jest jednocześnie całą melodią i „czasem” melodii” (Sartre, 2007, s. 426).

 

    Odmiennym poziomem namysłu nad dolegliwościami pacjenta jest poziom obiektywizowania choroby. Subiektywne odczuwanie choroby przez pacjenta jest kategoryzowane w postaci zwykle tego, co medycyna określa jednostką chorobową. Poziom ten, czyli poziom „stanu chorobowego” jest zwykle dziedziną konceptualizacji lekarskiej, w ramach, której występują kategorie medyczne, zupełnie obce człowiekowi doświadczającemu bólu, czy innych dolegliwości chorobowych. Kiedy pacjent bowiem odczuwa, a chwilę później kategoryzuje odczuwane dolegliwości, nie ujmuje ich przy pomocy takich terminów jak: zakończenia nerwowe, bodźce bólowe, układ nerwowy itp.

 

    Obiektywizacja odczuć pacjenta jest możliwa w wyniku próby przetworzenia tego co jest on w stanie wyrazić werbalnie i niewerbalnie oraz tego co jest możliwe do „wybadania” przez lekarza (fizykalnie i w badaniach dodatkowych) i co może być wyrażone językiem medycznej patologii. Stąd też, co podkreśla J. P. Sartre, choroba odczuwana przez pacjenta przybiera modelową postać rzeczywistości, której wystąpienie jest „kwestią bakterii czy tkankowych zmian patologicznych”.

 

    Należy podkreślić, że J. P. Sartre, którego poglądy stanowią dla S. K. Toombs inspirację, uważał, że podstawowym poziomem konstytuowania się znaczenia pojęcia choroby jest poziom przedrefleksyjny ludzkiego doświadczenia. To właśnie pacjent poszukuje pomocy medycznej zaniepokojony swoimi odczuciami (na przykład bólem), lub niemożliwością funkcjonowania na dotychczasowym poziomie, z dotychczasową sprawnością, i to właśnie odczucia pacjenta stanowią „macierz” lekarskich działań (Sartre, 2007, s. 421-428).

 

    Mogą również występować sytuacje, gdy pacjent ani nie oczekuje pomocy, ani nawet nie uświadamia sobie występowania pewnych nieprawidłowości, zaburzeń. Przykładem, jaki wymienia Toombs jest kaszel palacza. Pacjent, który pali papierosy w dużych ilościach, często akceptuje, a nawet wypiera ze świadomości pojawiające się w wyniku tego dodatkowe, chociaż być może niezbyt uciążliwe dolegliwości. Dlatego też na pytanie lekarza, słyszącego jak pacjent kaszle, o czas trwania tej dolegliwości, pacjent często odpowiada negatywnie: „Przecież ja wcale nie kaszlę”. W tych przypadkach, bowiem dolegliwość najczęściej nie wykracza poza poziom przedrefleksyjny lub jest wypierana z poziomu refleksyjnego (Toombs, 2003, s. 33).

 

    Tristam H. Engelhardt podkreśla, że, aby odczucia człowieka były przez niego samego kategoryzowane na poziomie refleksyjnym muszą być przedrefleksyjnie odczuwane jako dysfunkcjonalne lub związane z bólem niebędącym częścią właściwego funkcjonowania jego egzystencji (Engelhardt, 1976, s. 260). Z tym wiąże się również problem przystosowywania się pacjenta do choroby: jego „przywykanie” do pierwotnie odczuwanych dolegliwości i zmienionej sytuacji egzystencjalnej.

 

    S. Kay Toombs podkreśla, że fenomenologiczna analiza pojęcia choroby i wnioski z niej płynące wyraźnie wskazują na niewystarczalność modelu biomedycznego dominującego we współczesnej sztuce lekarskiej. Zgodnie z modelem biomedycznym, bowiem odczucia pacjenta i jego doświadczenie choroby są nieuchronnie przetwarzane i identyfikowane jako anatomopatologiczne, patofizjologiczne czy mikrobiologiczne, „obiektywne” fakty. I fakty te w modelu biomedycznym tworzą macierz choroby, są utożsamiane z chorobą, podczas, gdy stanowią tylko obrazy choroby, są wynikiem lekarskiego „podglądania” choroby, którą odczuwa i która dotyczy pacjenta: jego egzystencji i jego świadomości. Podczas gdy dla pacjenta rzeczywistością fundamentalną jest jego „bolące ciało”, dla lekarza rzeczywistością podstawową jest stan chorobowy oznaczający stwierdzenie wystąpienia kolejnego przypadku określonej jednostki chorobowej, która jednocześnie staje się dla lekarza „obiektem” działań medycznych.

 

    Poziom „stanu chorobowego” stanowi znacznie szersze zobiektywizowanie choroby aniżeli jest w stanie uczynić to pacjent w ramach nawet najbardziej wysublimowanego poziomu werbalizowania choroby. W tym kontekście Toombs w teoretyczne rozważania włącza opis osobistych doświadczeń choroby ponownie zwracając uwagę na odmienność perspektyw w postrzeganiu choroby przez pacjenta jej doświadczającego, a lekarza realizującego cele diagnostyki i terapii biomedycznej. Wspomina ona, jak jakiś czas po zdiagnozowaniu u niej stwardnienia rozsianego, była hospitalizowana z powodu poważnego osłabienia siły mięśniowej i bólów mięśni, mając bardzo duże trudności ze sprawnym poruszaniem się po schodach czy pokonywaniem pieszo nawet niedużego dystansu.

 

    Dolegliwości bólowe, w przekonaniu lekarza prowadzącego, były objawem na tyle nietypowym dla klinicznego obrazu stwardnienia rozsianego, że zlecono wykonanie badań diagnostycznych łącznie z biopsją, w kierunku pierwotnej choroby mięśni. Wstępne rozpoznanie histopatologiczne wskazywało na pierwotną miopatię. Wyniki innych z przeprowadzonych badań nie przyczyniały się jednak do potwierdzenia tej wstępnej diagnozy. Toombs wspomina, że właśnie te kolejne wydarzenia wprawiły ją w krańcowe zniechęcenie, co do jej wcześniejszych oczekiwań wobec medycyny klinicznej.

 

    Komentując swoje położenie zwróciła się z pewnym wyrzutem do lekarza prowadzącego, że nie zaproponowano jej dotychczas leczenia przyczynowego, a dolegliwości bólowe wciąż uniemożliwiają sprawne codzienne funkcjonowanie. Wtedy usłyszała od niego odpowiedź: „Oh, coś mamy! Wiemy teraz, że coś jest nie tak.” Toombs podkreśla, że dla niej jako pacjentki wiedzieć, że „coś jest nie tak” oznaczało posiadanie „dotkliwej” świadomości cielesnej dysfunkcji i dyskomfortu oraz niemożności wykonywania większości codziennych czynności.

 

    Dla lekarza wiedzieć, że „coś jest nie tak” oznaczało posiadać „obiektywne” potwierdzenie istniejących nieprawidłowości w badaniu histopatologicznym (Toombs, 2003, s. 39-40). „Stan chorobowy” stanowi wynik poznawczej postawy naturalistycznej, której celem jest reklasyfikacja doświadczeń pacjenta w kategoriach charakterystycznych dla medycznych nauk podstawowych. To zjawisko jest charakterystyczne dla biomedycznego modelu współczesnej medycyny. Stan chorobowy, jako konstrukt medyczny, jest, co dobitnie stara się podkreślić Toombs, czymś nieco innym aniżeli pojęcie choroby istniejące w świadomości pacjenta (Toombs, 2003, s. 41).

 

    W praktyce klinicznej można obserwować w relacji lekarz-pacjent istotne rozbieżności, a nawet nieporozumienia z tego wynikające. Cierpi, bowiem pacjent, lekarz zaś w pewnym, wypracowanym przez profesjonalną praktykę, dystansie „interpretuje” to doświadczenie. Cierpienie będące doświadczeniem pacjenta jako osoby, a nie tylko jako uprzedmiotowionego ciała, i przejawiające się w subiektywnym kategoryzowaniu osobistych przeżyć człowieka jest w bezpośredniej, bliskiej relacji ze sposobami ujmowania i werbalizowania przez pacjenta jego choroby.

 

    Z drugiej zaś strony źródłem cierpienia dla pacjenta mogą być również uwarunkowane kulturowo sposoby racjonalizowania pojęcia choroby w ogóle, czy też konkretnych chorób w szczególności. Normy wypracowane na gruncie społecznym i kulturowym mogą być przyczyną nieakceptacji, a nawet odrzucenia człowieka chorego. Przeżywanie choroby przez pacjenta nie zawsze wynika tylko z „przesłanek” cielesnych, równie istotne, a w niektórych przypadkach, nawet istotniejsze mogą się okazać uwarunkowania psychospołeczne.

 

    Lekarz musi mieć, zatem świadomość, że adekwatna interwencja medyczna, i w pełni skuteczna, co do rozpoznanego problemu somatycznego, nie zawsze musi być równoznaczna z uwolnieniem pacjenta od cierpienia, czasem sama może być wręcz źródłem cierpień. Toombs, jako przykłady takich właśnie „cierpieniotwórczych” wyników skutecznej terapii medycznej podaje radykalną mastektomię wykonaną u pacjentki chorej na raka piersi oraz radykalną prostatektomię jako sposób leczenia pacjenta ze złośliwym nowotworem prostaty, skutkujący impotencją. W tych przypadkach często zadowolenie lekarza z odniesionego tryumfu nad chorobą: radykalne leczenie skutkuje pełnym wyleczeniem, nie jest podzielane przez pacjenta, który, co może się niestety zdarzyć może nawet stwierdzić, że wolałby nie żyć, aniżeli nie byś w pełni sprawny seksualnie.

 

    To rozmijanie się oceny skutków działalności leczniczej w oceanach lekarza i pacjenta może oczywiście mieć znacznie łagodniejszy wymiar, lecz również powodować cierpienie, w sytuacjach, gdy lekarz jest przekonany, że określony lek, którego przyjmowanie zaleca pacjentowi posiada przy przewidywanej dużej skuteczności, stosunkowo niewielkie i nieuciążliwe, według niego, działania uboczne. Jednak to, co dla lekarza jest „nieuciążliwe”, na przykład zwiększona senność po zażyciu przepisanej dawki leku, dla pacjenta, który jest studentem w czasie sesji egzaminacyjnej lub kierowcą ciężarówki chcącym nadal aktywnie pracować, może być całkowicie nie do zaakceptowania i nie do pogodzenia ze sposobami realizacji ich doraźnych celów życiowych.

 

    Toombs sugeruje, że różnice w rozumieniu tych samych działań medycznych, czy też nawet różnice w pojmowaniu tych samych pojęć mogą skutkować występowaniem niezamierzonych, a czasem nawet trudnych do przewidzenia „skutków ubocznych” w relacji lekarz-pacjent (Toombs, 2003, s. 42-44). Na różnorodność kulturową w aspekcie rozumienia choroby nowotworowej i AIDS oraz związaną z tym społeczną stygmatyzację zwracała uwagę również Susan Sontag (1988 s. 32, 88-89).

 

    Toombs podkreśla, że główną przyczyną, dla której lekarz powinien starać się zrozumieć specyfikę ujmowania choroby przez danego pacjenta, jest możliwość podniesienia skuteczności prowadzonej diagnostyki i terapii. To zrozumienie powinno zmierzać do rozpoznania różnicy pomiędzy naturalną koncepcją „choroby” ukształtowaną w świadomości pacjenta a naturalistycznym ujęciem „stanu chorobowego” w medycynie klinicznej (Toombs, 2003, s. 46).

 

    Już w latach siedemdziesiatych dwudziestego wieku George L. Engel wskazywał na to, że ignorowanie znaczeń, jakie pacjent, w subiektywnym wymiarze, przypisuje chorobie i jej konsekwencjom może skutkować błędnymi decyzjami w zakresie diagnostyki lub terapii medycznej. Zdając sobie sprawę że jest to istotny problem dla praktyki medycznej G. L. Engel zaproponował nowy wzorzec postępowania lekarskiego, konkurencyjny dla dotychczasowego paradygmatu biomedycznego.

 

    Punktem wyjścia dla tej nowej propozycji miała być analiza podstaw konstytuowania się relacji pomiędzy lekarzem a pacjentem. Engel jako praktykujący lekarz wielokrotnie dostrzegał niepokój pacjenta dotyczący jego odczuć i dolegliwości oraz doskonale rozumiał konieczność przyjęcia przez lekarza odpowiedzialności za ocenę i ewentualne przeciwdziałanie tym obawom. Obserwacje te łączyły się z przekonaniem Engela o psychobiologicznej jedności człowieka.

 

    Był więc on przekonany, że już nawet wstępna ocena lekarska musi obejmować nie tylko problemy natury ściśle biologicznej, ale jednocześnie również, jako o takim samym statusie istotności, problemy psychologiczne i społeczne pacjenta. Przesłanki te stały się punktem wyjścia dla sformułowania przez George L. Engela zasad modelu biopsychospołecznego (Engel, 1977, 129-136).

 

    Kluczowym elementem modelu biopsychospołecznego jest dążenie do zunifikowanego postrzegania człowieka: bez rozgraniczania na elementy istotniejsze i mniej istotne (jak postrzegano w tradycyjnym biomedycznym paradygmacie aspekty psychiczne i społeczne). G. L. Engel zmierzając do unifikacji sfery biologicznej i psychospołecznej w medycynie dostrzega podobieństwo swoich wysiłków do wysiłków niektórych biologów dostrzegających w paradygmacie biologii molekularnej podobne ograniczenia do problemów modelu biomedycznego w medycynie.

 

    Już w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku Ludwig von Bertalanffy argumentował na rzecz potrzeby reorientacji i poszerzenia perspektywy naukowej o holistyczny punkt postrzegania rzeczywistości biologicznej (Von Bertalanffy, 1952, 1972). Ten holistyczny punkt widzenia to przede wszystkim przekonanie o istnieniu rzeczywistości biologicznej jako hierarchicznie uorganizowanego kontinuum, obejmującego swoim zakresem przedział od poziomu molekularnego do biosfery włącznie, co wyraźnie podkreślał również Paul Weiss (1977).

 

    Idee prezentowane przez von Bertalanffy’ego oraz Weissa stanowią zatem kolejny istotny aspekt teoretyczny wykorzystywany przez Engela do konstrukcji modelu biopsychospołecznego. Uznaje on bowiem nie tylko biopsychospołeczną jedność człowieka, ale również akceptuje przekonanie, że różne systemy naturalne tworzą hierarchiczną i kontynualistycznie powiązaną całość, w zakresie od poziomu molekularnego (nawet subatomowego) do biosfery włącznie. Każdy poziom w hierarchii systemów naturalnych jest jednocześnie funkcjonalną całością, możliwą do identyfikacji i funkcjonalnego oraz strukturalnego określenia.

 

    Według Engela zarówno komórka, organ, osoba czy rodzina charakteryzuje się poziomem złożoności organizacji takim, który zapewnia im podtrzymanie ich właściwej egzystencji. Każdy z systemów wypracowuje odrębne relacje i jakości, które wymagają przyjęcia określonych kryteriów w badaniu naukowym, aby móc uchwycić ich swoistość, wręcz unikalność. Postrzeganie zatem systemów naturalnych niejako na jednej płaszczyźnie powiązań funkcjonalnych nie jest tożsame z wymogiem badania tych wszystkich układów przy pomocy jednego, jakiegoś uniwersalnego i koherentnego kompleksu metod badawczych, wręcz przeciwnie inspirator modelu biopsychospołecznego wyraźnie podkreśla, że musi być zachowana odrębność metodologiczna w dążeniu do zgłębiania prawdy naukowej o różnych poziomach rzeczywistości, stwierdzając: „W żaden sposób nie można metod i zasad, które są odpowiednie do badania i wyjaśniania komórki jako komórki, stosować do badania osoby jako osoby czy rodziny jako rodziny” (Engel, 2003, s. 5).

 

    Jednocześnie jednak wszystkie te systemy są jednoczasowo komponentami systemów wyższego rzędu. System komórkowy stanowi element zarówno systemu tkankowego, jak i organów oraz osoby. Osoba zaś jest komponentem rodziny oraz społeczności. Osoba reprezentuje jednocześnie najwyższy poziom w hierarchii organizmalnej i najniższy w hierarchii społecznej, jak podkreślał, bowiem Engel: „Nic nie istnieje w sposób izolowany. […] ani komórka ani osoba nie mogą być w pełni określone jako systemy dynamiczne bez dokonania charakterystyki szerszego systemu/systemów (środowiska) którego są elementami. Jest to ukryte w używanych określeniach” (Engel, 2003. s.6).

 

    Zarówno, więc w ujęciu fenomenologicznym, jak i w modelu biopsychospołecznym choroba oznacza dla pacjenta znacznie więcej aniżeli zwykłą tylko sumę fizycznych oznak i symptomów odczytywanych wyłącznie z ludzkiego ciała, ustalenie, których stanowi podstawę do medycznego definiowania stanu chorobowego. S. K. Toombs podkreśla, że choroba jest doświadczana przez pacjenta pierwotnie, fundamentalnie jako „[…] globalne poczucie zaburzenia - zaburzenia obejmującego naruszenie ludzkiego żyjącego ciała (z jednoczesnym zakłóceniem własnego ja i odbierania świata) oraz zmienioną relację pomiędzy ciałem i własnym ja (manifestującą się poprzez obiektywizację i alienację względem swojego ciała)” (Toombs, 2003, s. 90).

 

    Toombs wyjaśniając i rozszerzając to definicyjne ujęcie choroby stwierdza, że pogłębiona refleksja nad „globalnym poczuciem zaburzenia” wskazuje, że jest ono życiowym doświadczeniem choroby w jej jakościowej bezpośredniości, doświadczeniem związanym z typowym sposobem bycia, które uwzględnia takie cechy jak utratę jedności, utratę pewności, utratę kontroli, utratę wolności w działaniu, a także utratę życia rodzinnego. S. K. Toombs wyraźnie wskazuje na element świadomości braku pełnej kontroli, panowania w pełni nad własnym ciałem, jako na konstytutywny element świadomości choroby.

 

    Utrata panowania nad ciałem, która jest, według Toombs czymś naturalnym dla zjawiska choroby jest związana również z dostrzeganiem zależności od innych, często brakiem samodzielności i koniecznością polegania na innych. Konieczność polegania na wiedzy i umiejętności lekarza jest jedną z fundamentalnych przesłanek do tworzenia relacji pomiędzy pacjentem i lekarzem. Zaufanie jest elementem fundamentalnym dla relacji lekarz – pacjent, bowiem to właśnie ono „równoważy” niewiedzę pacjenta na temat zalecanych przez lekarza czynności diagnostycznych i leczniczych (Toombs, 2003, s. 94-95).

 

    Jeżeli bowiem w najbardziej zoptymalizowanym typie relacji lekarz – pacjent, ten ostatni uzyskuje istotny wpływ na podejmowane przez lekarza decyzje, zawsze będzie miał świadomość asymetrii, a nawet niewspółmierności własnej wiedzy na temat odczuwanych dolegliwości a wiedzą i doświadczeniem lekarskim. Często asymetrię tą pacjent stara się intuicyjnie przezwyciężyć poprzez wartościowanie różnorodnych wyobrażeń, sytuacji, sygnałów pozawerbalnych i całej sfery komunikacyjnej, na której nabudowuje się zaufanie wobec lekarza. Toombs zauważa, że najczęściej pacjent intuicyjnie zakłada, że lekarz zna i rozumie jego system wartości i w podejmowaniu decyzji klinicznych uwzględnia nie tylko kliniczne dane empiryczne, ale również oczywisty dla pacjenta jego osobisty system wartości.

 

    Jest to zwykle dla pacjenta tak oczywiste, że nawet nie jest w stanie wyobrazić sobie, że lekarz może kierować się innym systemem wartości, stąd nie instruuje lekarza na temat tego, co on uważa za najistotniejsze w sferze normatywnej. Lekarz zaś jednak najczęściej w praktyce klinicznej nie stara się dociekać istnienia odmienności przekonań pacjenta względem własnego systemu wartości, nierzadko również pytanie pacjenta o jego system wartości uważa za niestosowne i nieuprawnione ingerowanie w sferę jego osobistych przekonań. Dlatego też, w takich sytuacjach, decyzje, które są podejmowane przez lekarza, ewentualnie proponowane pacjentowi do zaakceptowania abstrahują od systemu wartości, który przyjmuje pacjent. Zjawisko takie stwarza niebezpieczeństwo działania lekarskiego nie zawsze w zgodzie z jak najlepiej pojmowanym interesem pacjenta (Toombs, 2003, s. 96).

 

    Choroba (illness), jak stwierdza S. K. Toombs, jest stanem dysharmonii („disharmony”), nierównowagi („disequilibrium”), niezdolności („dis-ability”) oraz niewygody („dis-ease”) [2], który uwzględnia „utratę świata rodzinnego”. Analizy fenomenologiczne ujawniają, bowiem, że choroba stanowi zmieniony stan egzystencji, istotnie zmieniony w swoim „byciu w świecie”, który może być ograniczony w czasie lub trwać już do końca życia człowieka (jak chociażby w wielu nieuleczalnych chorobach przewlekłych). W tym zmienionym stanie egzystencji chory człowiek jest zwykle niezdolny do kontynuowania normalnej życiowej aktywności, wykonywania pracy, oddawaniu się rozrywkom, itp. Toombs wskazuje na wynikającą stąd pewnego rodzaju „izolację” pacjenta od społeczności, w której dotąd pracował, uczył się, dążył do osiągnięcia celów życiowych, a nawet od własnej rodziny, ponieważ jej członkowie dalej pozostają w zasadniczym nurcie aktywności życiowej.

 

    Egzystencjalna samotność jest z konieczności elementem choroby, zwłaszcza tej, która w poważnym stopniu dotyka pacjenta. Toombs podkreśla również, co jest niezmiernie istotne, że zmieniony stan egzystencji nie oznacza tylko naruszenia codziennej aktywności życiowej czy mniejszego zaangażowania w realizację określonych celów, ale również oznacza on istotne zmiany w zakresie zwyczajnego doświadczania rzeczywistości: zmienionego doświadczania czasu i przestrzeni.

 

    Choroba „okraja” codzienne doświadczenie człowieka poprzez ból, cierpienie, niesprawność oraz poprzez niejasność lub wręcz nawet brak perspektyw. Zaburzenie zdolności cielesnych i ich ograniczenie prowadzi nieuchronnie do ograniczenia przestrzeni, w jakiej funkcjonuje pacjent. Choroba „okraja” przestrzeń życiową człowieka, ograniczając ją często do łóżka, domu, czy szpitala i to skutkuje wspomnianym ograniczeniem w doświadczaniu rzeczywistości, chociaż nie tylko w ten właśnie sposób. W chorobie, bowiem również wrażenia zmysłowe są zwykle powiązane z innymi znaczeniami, sensami, wartościami aniżeli w stanie zdrowia i to również powoduje przeorganizowanie przestrzeni życiowej człowieka (Toombs, 2003, s. 96-97).

 

    Odnosząc się do przytoczonych rozważań na temat zdrowia i choroby można podjąć próbę oryginalnej konceptualizacji ogólnego pojęcia choroby. Ludzką egzystencję można, w sensie metaforycznym, przyrównać do paleniska, w którym płonie ogień o, w sposób naturalny, ograniczonym czasie spalania, czyli czasie zamierania życia w aspekcie biologicznym. Jednak wypalanie się paleniska nie jest fenomenem jedynym, a tym bardziej izolowanym. Wypalanie „paliwa” biologicznego jest związane z uzyskiwaniem „energii”, która może stanowić „kapitalizację” w innych nieujmowanych przez biologię aspektach ludzkiej egzystencji.

 

    Wskazać tu należy przede wszystkim na powszechnie dyskutowany problem znaczenia cierpienia w życiu człowieka. Być może fenomen cierpienia jest związany z możliwością „przetworzenia” doświadczenia cielesności na aspekty psychiczne i duchowe. Warto w tym kontekście postawić pytania: Czy cierpienie posiada jakikolwiek sens? Czy z cierpieniem należy walczyć wszystkimi dostępnymi metodami? Jestem przekonany, że na pierwsze z tych pytań należy odpowiedzieć pozytywnie, na drugie zaś negatywnie [3]. Taka struktura udzielonych odpowiedzi na postawione pytania jest koherentna z psychologiczną koncepcją cierpienia V. E. Frankla, poddającego ostrej krytyce psychologię redukcjonistyczną. Jak podkreśla bowiem Małgorzata Opoczyńska, przyznając się do inspiracji franklowską koncepcją cierpienia, być człowiekiem – to być „homo patiens: „To być pytanym o sens cierpienia i odpowiadać na to pytanie swą postawą. To stać w cierpieniu przed szansą realizacji najwyższych wartości i wartości te realizować”.

 

    Według M. Opoczyńskiej cierpienie posiada charakter egzystencjalny, czyli jest na stałe związane z egzystencją człowieka (Opoczyńska, 2002, 52-53). Spostrzeżenie o koniecznym związku życia człowieka i doświadczenia cierpienia jest niezwykle istotne. Człowiek ‘zanurzony” w codzienności często nieuświadamia sobie, że doznaje cierpień, zwłaszcza, jeżeli nie przekraczają one pewnego społecznie i edukacyjnie wypracowanego zakresu tolerancji (np. wysiłek związany z wykonywaniem codziennych czynności, napięcie psychiczne generowane przez społecznie akceptowane wzorce zachowania, itp.).

 

    Można postawić, tezę o istnieniu „ukrytego” cierpienia człowieka, które nie ulega manifestowaniu, a nawet często nie jest analizowane świadomościowo (co nie oznacza, że nie istnieje w relacji do sfery duchowej), a które może być wyrażane we franklowskiej kategorii „naturalnej sytuacji życia” (Frankl 1984, s. 284). Należy jednocześnie zaznaczyć, że zakres pojęcia cierpienia znacznie przekracza sferę bólu odczuwanego w sferze fizycznej, a nawet może być względem tej sfery zakresowo rozłączne (np. cierpienia psychiczne). Można tu mówić zarówno o cierpieniu warunkowanym społecznie, psychicznie a nawet kulturowo (Brieger, 2004 i Morris, 1991).

 

    Słabość ludzkiej egzystencji zawarta w różnych znaczeniach greckiego „astheneo” obejmuje, zatem, oprócz naturalnej, choć ukrytej „presji” cielesnego przemijania, również te sytuacje, gdy człowiek odczuwa presję zjawisk i rzeczy go otaczających, które mogą powodować przyśpieszenie, akcelerację pierwotnie naturalnego procesu zamierania życia. Jeżeli jednak osoba ludzka jest w stanie przeciwstawić się owej presji, przetworzyć ją na zjawiska korzystne dla siebie (a przynajmniej niedestrukcyjne), tak, aby nie nasilały one tendencji zamierania jego biologicznej egzystencji, nie kolidowały z jego dążeniem do samorealizacji, zachowuje w pełni panowanie nad własną egzystencją. Presja środowiska naturalnego i cywilizacyjnego może być rozpoznawana i przezwyciężana w sposób w pełni uświadomiony, albo też może być przedmiotem nieświadomej, niemalże automatycznej obrony [4].

 

PRZYPISY

[1] Powyższe, fenomenologiczne intuicje korespondują z ideą zdrowia jako „milczących narządów” według Rene Leriche’a.

[2] Wydaje się, że posługując się terminem „dis-ease” (niewygoda, brak swobody) Toombs w pewien sposób parafrazuje pojęcie choroby w aspekcie zobiektywizowanym, które jest wyrażane poprzez „disease”.

[3] Z perspektywy astheneologiczej koncepcji choroby można zaproponować określenie cierpienia człowieka jako doświadczanie lub czynienie zła. Cierpienie zatem jest szeroko rozumianym doświadczaniem (jako „odbiorcy” lub „nadawcy” zła). Przy takim sposobie zdefiniowania cierpienia istnieje niebezpieczeństwo określania cierpienia przy pomocy biegunowości aksjologicznej, i zła przy pomocy cierpienia: czyli problem zamkniętego kręgu definiowalnosci. Dlatego niezbędne jest jednoczesne odnoszenie kategorii cierpienia do sfery doświadczeń wewnętrznych, pierwotnych pacjenta.

[4] Problem relacji pomiędzy egzystencją ludzką a środowiskiem zewnętrznym w aspekcie koncepcji astheneologicznej został przez autora wcześniej scharakteryzowany w: J. Sak: Rozważania o ekofilozofii: od ekologii do astheneologii, w: W. Galewicz [red.] Świadomość środowiska. Universitas, Kraków 2006, s. 189-195.

 

BIBLIOGRAFIA

Brieger, G. H. (2004), Bodies and Borders. A new cultural history of medicine. Perspectives in Biology and medicine, vol. 47, nr 3, s. 402-421

Cassell, E. J. (1979), The subjective in clinical judgment, w: Engelhardt H T Jr. i inni [red.] Clinical Judgment: A Critical Appraisal, Dordrecht

Engel, G. L. (1977), The Need for a New Medical Model: A Challenge for Biomedicine. Science 196: 129-136, przedruk, w: Frankel R. M., Quill T. E., McDaniel S. H. [red.] (2003), The Biopsychosocial Approach: Past, Present, Future, Rochester

Engel, G. L. (1980), The Clinical Application of the Biopsychosocial Model. American Journal of Psychiatry, 5; 137:5, przedruk w: Frankel R. M., Quill T. E., McDaniel S. H. [red.] (2003), The Biopsychosocial Approach: Past, Present, Future, Rochester

Engelhardt, H. T. Jr (1976), Ideology and etiology, “The Journal of Medicine and Philosophy” 1

Frankl, V. E. Homo Patiens, Warszawa

Morris, D. B. (1991), The culture of pain, Berkeley

Opoczyńska, M. (2002), Doświadczenie choroby psychicznej a stawanie się sobą, Kraków

Rosenbaum, E. E. (1988), A Taste of My Own Medicine: When the Doctor is the Patient, New York, s. viii.

Sak, J. (2005), Oblicza czasu w medycynie, „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria” 14 (3), s. 119-122.

Sartre, J-P. (2007), Byt i nicość, tłum. J. Kiełbasa, P. Mróz, R. Abramciów, R. Ryziński, P. Małochleb, Kraków

Sontag, S. (1988), AIDS and its metaphors, “The New York Review of Books”, 1988, 32, 89-99.

Toombs, K. S. (2003), The Meaning of Illness. A Phenomenological Account of the Different Perspectives of Physician and Patient, Dordrecht

Von Bertalanffy, L. (1952), Problems of Life, New York

Von Bertalanffy, L. (1972), General System Theory, New York

Weiss, P. (1977), The system of nature and the nature of systems: empirical holism and practical reductionism harmonized, w: Schaefer K. E., Hensel H., Brody R. [red.], Toward Men-Centered Medical Science, New York