Filip
Maj
O
FUNKCJACH CHOROBY WEDŁUG MICHELA FOUCAULTA
Treść artykułu: Wstęp.
Szaleństwo a choroba na przymus. Szaleństwo głupoty i rozumu. Początki
hospitalizacji – lenistwo i bieda jako choroba. Naturalna i nienaturalna
przestrzeń zdrowia i choroby. Medykalizacja i demedykalizacja natury. Tak zwane
klasyfikacje i konfiguracje chorób. Śmierć jako granica choroby.
Psychologiczna a fizjologiczna koncepcja zdrowia i choroby. Choroba jako proces
ewolucyjny w życiu człowieka. Choroba jako proces egzystencjalny. Zakończenie.
Bibliografia.
Wstęp
Zjawisko
choroby ma u Michela Foucaulta większy wydźwięk od zdrowia. Zostaje wyciągnięte
z klauzuli tego, co niechciane, odepchnięte, zapomniane, wykluczone. Spotkanie
tych dwóch pojęć, brak ich przeciwstawienia, domaga się przeformułowania i
zweryfikowania – określenia ich znaczenia społecznego, psychologicznego i
filozoficznego.
Rozważania Foucaulta nad tematyką medyczną
zawarte są przede wszystkim w pierwszych trzech jego książkach (Choroba
umysłowa a psychologia (1954), Historia
szaleństwa w dobie klasycyzmu (1961), Narodziny
kliniki (1963)). Zajął się tam m.in. zjawiskiem szaleństwa, chorobą
psychiczną i narodzinami szpitali i klinik w Europie. Związane z tym wątki z
jego życia osobistego – ojciec był lekarzem, sam M. Foucault przeżył
epizod zaburzenia psychicznego i zmarł na AIDS.
Foucault
zwraca uwagę na fakt, że medycyna, jaką ją dziś znamy nie wyrosła na
gruncie czysto praktycznym, naukowym i akademickim, ale miała swoje sankcje
religijne i polityczne. Wiązała się też z psychologią i psychopatologię władzy.
Medycyna jako ochrona zdrowia łączy się z ideą humanizmu i humanitarności,
ale jej zaplecze jest często przeciwstawne tym ideom. „Można stwierdzić, że
wszelka wiedza wiąże się z pewnymi formami okrucieństwa – zgłębianie
szaleństwa nie jest tutaj wyjątkiem” (Foucault, 2000a, s. 112).
Samo
zjawisko choroby trudno jest analizować jako przejaw absolutnie negatywny, biorąc
pod uwagę jej wymiary – ewolucjonistyczny, społeczny, czy egzystencjalny. Być
może chroni ona człowieka od szybkiej i nagłej śmierci, od destrukcji
psychicznej lub fizycznej. Wskazuje na to wielopoziomowość i wielowymiarowość
choroby i zdrowia (por. Dąbrowski, 1962, 1964). W strukturze choroby, zawsze
jest element pozytywny i negatywny, jako dominujący na jednym poziomie, a
podporządkowany na innym.
Szaleństwo
a choroba na przymus
Pojęcie
szaleństwa ma różne wymiary i poziomy. „Mania twórcza” pozostaje na
granicy jego rozumienia choroby i zdrowia (por. Foucault, 1999b, s. 243).
Szaleniec jest nietypowy, nienormalny, niestandardowy. „Moim zdaniem, szaleństwo
w takim społeczeństwie, jak nasze, a zresztą w każdym społeczeństwie, jest
z pewnością przede wszystkim tym, co się wyklucza” (Foucault, 2000c, s.
79).
Przed
Rewolucją Francuską w Europie szaleńcy byli traktowani jako kryminaliści,
następnie byli kwalifikowani jako „chorzy” (por. Foucault, 2000c, s. 81).
Nie istnieje coś takiego jak społeczeństwo naturalne, każde społeczeństwo
posiada systemy przymusu i ograniczenia. Jednocześnie uruchamia się „grę
wykluczeń”. Tautologiczna reguła władzy zaczerpnięta z Hegla, pozwala
Foucaultowi nie wykluczać wykluczających.
W
teorii prawa XIX w. następuje przekształcenie dawnego prawa suwerena –
„skazywać na śmierć i pozwalać żyć” – na „skazywać na życie i
zezwalać na śmierć” (Foucault, 1987, s. 81). W XX w. zobaczymy podobny
model w teorii higieny rasy, życia, psychiki, w praktykach bioekologii
doskonalenia człowieka i środowiska, i w regulacjach płodności.
Medykalizacja życia człowieka chroni go przed naturą (także jego własną),
jak i naraża na sterowanie go przez władzę polityczną.
Foucault
wyróżnia cztery ogólne systemy wykluczeń, które można zaobserwować w społeczeństwach.
Pierwszy, związany jest z pracą i produkcją ekonomiczną. Drugi, to
marginalizacja jednostki ze względu na brak rodziny i udziału w reprodukcji
społeczeństwa. Trzeci, obejmuje status „mowy” różnych klas społecznych.
Czwarty, wiąże się z „grą”, czyli tradycjami i obyczajami, obowiązującymi
zachowaniami łączącymi i odróżniającymi grupy społeczne.
Foucault
będąc w Szwecji długi czas, zaobserwował, że relacja wolności i represji w
formie ukrytej jest mocniejsza od jawnej. Rok 1955 – „Szwecja była wówczas
krajem wyzwolonym. Niebawem odkryłem, że pewne formy wolności mają takie
same restryktywne oddziaływania, co społeczeństwo represywne” (Foucault,
1983, s. 4).
Systemy
wykluczenia są zarazem regułami i elementami składowymi, dzięki którym społeczeństwa
są, czym są: „Tak naprawdę społeczeństwo znajduje swój pozytywny wyraz w
chorobach umysłowych, na które cierpią jego członkowie; dzieje się tak
niezależnie od tego, jaki status nadaje ono tym formom chorobowym: czy
umieszcza je w centrum swego życia religijnego, jak w wypadku plemion
pierwotnych, czy stara się je usuwać, umieszczając je poza życiem społecznym,
tak jak czyniła nasza kultura” (Foucault, 2000a, s. 98).
W
istocie zdrowie i choroba są przyporządkowane społecznemu systemowi. Cały
system medyczny jest na tym oparty. I w tym zakresie łatwo „choruje się”
na etykiety chorobowe, które w dodatku często okazują się nietrafioną
diagnostyką.
Już
w XVIII w. szwajcarski lekarz, Samuel-Auguste Tissot, zauważył, że:
„zdrowie, jak się wydaje, stopniowo się pogarsza”, coraz większa jest różnorodność
chorób i ich połączeń oraz występują w nasileniu „w wyższych sferach
mieszczaństwa (…), a najliczniej u ludzi z towarzystwa” (S-A. Tissot, Essai
sur la santé des gens du monde, 1770, s. 8-12; cyt. za: Foucault, 1999, s.
36).
Cywilizacja
znajduje coraz lepsze rozwiązania dla chorób, które sama wytwarza i
podtrzymuje. Czym bardziej złożona przestrzeń społeczna, tym bardziej jest
„wynaturzona”. Foucault pisze: „Zanim powstała cywilizacja, ludzie
cierpieli na najprostsze i najbardziej nieuchronne choroby” (Foucault, 1999,
s. 35).
Szaleństwo
głupoty i rozumu
W
średniowieczu, główną chorobą był trąd, traktowany jako kara za grzechy.
Zarazem był on formą ocalenia i zbawienia w świętym oddaleniu i odrzuceniu,
„średniowiecze traktowało obłąkanego sakralnie, jak opętanego (…)
Sakralność wynikała przede wszystkim z tego, że w oczach średniowiecznego
miłosierdzia był on uczestnikiem tajemnych mocy ubóstwa” (Foucault, 1987,
s. 67).
Dzięki
bólowi i cierpieniu fizycznemu czy psychicznemu doświadczamy sfery
metafizycznej. Ona otwiera alternatywy świata realnego. „Faktycznie jednak złożony
problem opętania nie odnosi się bezpośrednio do historii szaleństwa, ale do
historii idei religijnych” (Foucault, 2000a, s. 100). Nietrudno jest powiązać
szaleństwo z obrządkami i stanami mistycznymi. Religia jest formą
rytualizacji i uporządkowania stanu choroby (psychozy) na masową skalę (por.
Kobierzycki, 2009).
Tak
jak w średniowieczu miejscem chorego były bramy miasta („umieszczony wewnątrz
zewnętrzności i na zewnątrz wnętrza”), tak na przełomie renesansu
deportuje się chorych „szaleńców” w podróż morską (por. Narrenschiff
Branta, Statek szaleńców Boscha,
1490–1500 oraz Tristan) z próbą
ich kuracji (por. Leczenie głupoty
Boscha, 1494).
Następnie
do obrazu choroby wplątuje się problematyka śmierci. W połowie XV w.
dominuje problematyka śmierci np. w obrazach Bruegla – Tryumf
śmierci (1562) i po nim śmiech Szalonej
Grety (1564). Jak pisze Foucault:
„ Śmiech obłąkanego tym jest jednak ważny, że zawczasu wyśmiewa śmiech
śmierci” (Foucault, 1987, s. 28).
Według
Erazma z Roterdamu obłęd wynika z samej ułomności człowieka, jego marzeń i
złudzeń. Erazm pisze: „Tyle postaci głupstwa w nich się pleni i co dzień
tyle rodzi się nowych, że i tysiąca Demokrytów by nie starczyło, żeby
wykpić to wszystko” (Erazm, cyt. za Foucault, 1987, s. 35). Pierwszą oznaką
obłędu jest miłość własna. Człowiek przywiązany do siebie przyjmie fałsz
za prawdę, kłamstwo za rzeczywistość, gwałt za sprawiedliwość i brzydotę
za piękno. Symbolem obłędu jest zwierciadło odbijające poznanie widzącego
– jego własne marzenia i zniekształcony obraz świata.
W
Renesansie szaleństwo było znakiem miasta i języka. Zwykły człowiek doświadczał
go na co dzień, nie bronił się przed nim, nie chciał go opanować, a raczej
„podsycić” (Foucault, 2000a, s. 103): „wszelki obłęd posiada swój
rozum, który go osądza i ujarzmia, a wszelki rozum posiada swój obłęd, w którym
napotyka swoją śmieszną prawdę” (Foucault, 1987, s. 40). Wykształcona
publiczność Francji na początku XVII w. zabawiała się z szaleńcami, m.in.
pisarzami. W połowie XVII w. świat szaleństwa,
jako świat wyzwolenia, przemienił się w świat wykluczenia.
Foucault
rozpoczyna krytykę nowożytności od omawiania myśli kartezjańskiej. W
analizie Kartezjusza (Medytacje I) obłęd
występuje obok marzenia sennego i wszelkiego rodzaju pomyłek (podobnie jak
ponad 200 lat później u Freuda). Marzenie senne i zmysły mogą nas zwodzić i
zawodzić, ale zawsze jest w nich jakiś element prawdy o podmiocie wątpiącym
i myślącym. Ja, które myśli, nie może być obłąkane: „sny i złudzenia
są przezwyciężone w samej strukturze prawdy, lecz szaleństwo jest wykluczone
poprzez podmiot, który wątpi” (Foucault, 1987, s. 54).
Praktyka
rozumu „wątpiącego” pozbywa się obłędu. Rozum przezwycięża obłęd.
Człowiek może być obłąkany, ale myśl – która rodzi się w podmiocie
oddanego prawdzie – nie może być obłąkana. Wcześniej M. de Montaigne
opisuje „paranoję” fałszu i prawdy jako obłęd: „Rozum mnie uczy, że
takie stanowcze potępienie jakiejś rzeczy jako fałszywej i niemożliwej
oznacza przypisywanie sobie doskonałej znajomości zakresu i granic woli Boga i
siły naszej matki Natury – a przecież najgłówniejszym na świecie obłędem
jest sprowadzanie ich do wymiaru naszej sprawności i wydolności (...) Naturalną
i wrodzoną naszą chorobą jest zarozumiałość” (Montaigne za: Foucault,
1987, s. 54).
Kartezjusz
odważa się złamać tę regułę. Jest pewny swojej niepewności (swojego „wątpienia”)
– i za najważniejsze uznaje zontologizowanie myśli jako podstawy podmiotowości
(por. Kobierzycki, 2001).
Początki
hospitalizacji – lenistwo i bieda jako choroba
Podstawą
do powstawania „domów odosobnienia” w Europie nie była kwestia medyczna,
ale kwestia porządku społecznego. W Średniowieczu można było zauważyć
nawet pochwałę braku aktywności życiowej (pracy), na rzecz lepszego świata
niebieskiego. Za czasów Marcina Lutra, łaska, a nie praca była drogą do
zbawienia: „Nie, uczynki nie są konieczne; nie, na nic nie przydają się dla
świętości” (Luter, cyt. za Foucault, 1987, s. 63). Wraz z XVII w. i
kryzysem gospodarczym, nastąpił przewrót w myśleniu o jednostkach społecznych
i ich roli.
Następnie
do technik wykluczania, wprowadza się praktykę zamykania. Bezrobotny nie jest
wydalany z miasta, ani nie jest karany, utrzymuje go naród, ale za cenę wolności
osobistej. Wolny może być człowiek pracujący. Bezrobotny staje się
niewolnikiem i więźniem. Pozbawiony możliwościi swobody ruchu, traktowany
jest tak, jakby był zainfekowany szerzącą się epidemią.
Zamykani
są wszyscy wcześniej wykluczeni, biedni inwalidzi i starcy, chorzy
wenerycznie, żebracy, zatwardziałe nieroby: „Aż do Odrodzenia zdolność
odczucia szaleństwa łączyła się z istnieniem wyimaginowanych
transcendencji. W dobie klasycyzmu po raz pierwszy dostrzeżono obłęd poprzez
etyczne potępienie lenistwa, w społeczeństwie, którego immanentną spójność
gwarantowało zjednoczenie przez pracę” (Foucault, 1987, s. 77).
Naturalna
i nienaturalna przestrzeń zdrowia i choroby
Jeszcze
w XVIII wieku – leczono chorobę w jej naturalnym środowisku – w rodzinie.
„Lekarz szpitalny widzi tylko mętne, zmienione choroby, całą teratologię
tego, co patologiczne” (Foucault, 1999, s. 37). Choroba najlepiej się objawiała
i „wegetowała” w przyrodzonym miejscu gdzie powstała. Kto leczy w domu:
„szybko nabywa prawdziwego doświadczenia, ugruntowanego w zjawiskach
naturalnych wszystkich gatunków chorób” (Dupont de Namours, cyt. za Foucault,
1999, s. 37). Widziano w tym również kwestie ekonomiczne.
Wraz
z nowym różnicowaniem chorób, odżył spór o słuszność medycyny ingerującej
i medycyny naturalnej. Nozologiści XIX w. przyznali rację medycynie
naturalnej, gdyż uważali jak Moscati, że trzeba „Obserwować chorych,
wspierać naturę, nie zadając jej gwałtu, i czekając, przyznając skromnie,
że nie posiada się jeszcze odpowiedniej wiedzy” (Moscati, cyt. za Foucault,
1999, s. 37.). Tę myśl podkreślał
w Polsce, filozof i lekarz Edmund Biernacki. Lekarze niechętnie wskazują
dzisiaj, że brak działania jest czasami lepszą techniką leczenia, niż niewłaściwa
ingerencja. Pogląd, że znaczna część chorób leczy się sama głosił np.
kardiolog Prof. Z. Religa.
Medykalizacja
i demedykalizacja natury
W
książce Narodziny kliniki, Foucault
omawia zjawisko choroby, poprzez sposób tworzenia jej pojęć i obrazów. W
XVIII w. wyłoniły się klasyfikacje chorobowe – „konfiguracje choroby”,
które były niezależne od ich lokalizacji (por. Sauvages, 1761; Gilbert, 1772;
Pinel, 1798) – „Choroba, która wnika w bryłę ciała, jest już
zhierarchizowana według rodzin, rodzajów i gatunków” (Foucault, 1999, s.
20). Ta przestrzeń konfiguracji choroby o charakterze matematycznym
(geometrycznym) wyprzedziła metodę anatomiczno-kliniczną, która się pojawiła
w XIX w.
„Ciało
ludzkie składa się naczyń i cieczy; (…) gdy napięcie naczyń i włókien
nie jest zbyt duże ani zbyt małe, gdy ciecze mają odpowiednią gęstość,
gdy nie poruszają się zbyt szybko ani zbyt wolno, wtedy człowiek znajduje się
w stanie zdrowia; jeśli ruch (…) jest zbyt szybki, to ciała stałe twardnieją,
zaś ciecze gęstnieją; jeśli jest zbyt powolny, włókno traci swą sprężystość”
(Tissot, Avis aux gens de lettres sur leur
santé, 1767, s. 28; cyt. za
Foucault, 1999a, s. 32).
Audibert-Caille
ze szkoły w Montpellier pisze: „Choroba jest całością, ponieważ można
wskazać jej elementy, ma cel, ponieważ można przewidzieć jej następstwa;
jest zatem całością rozciągającą się między czasem wystąpienia choroby
a jej końcem” (Audibert-Caille, Memoire
sur l’utilité de l’analogie en médecine: cyt
za: Foucault, 1999a, s. 123).
Phillipe
Pinel ze szkoły paryskiej tak ją definiuje: „Chorobę od samego jej początku
aż po jej koniec powinno się pojmować jako niepodzielną całość, jako stały
zespół charakterystycznych objawów i następstw jej poszczególnych faz” (Pinel,
La médecine clinique, 1815, s. VII;
cyt. za Foucault, 1999, s. 127).
Tak
zwane klasyfikacje i konfiguracje chorób
Pod
koniec XVIII w. pojawia się odróżnienie objawów i oznak choroby: „wszelki
objaw jest oznaką (…) lecz nie każda oznaka jest objawem” (A. J. Landré-Beauvais, Séméiotique, Paris 1813, s. 4; cyt. za Foucault, 1999a, s. 125).
Zjawisko choroby oscyluje między tym, co jest widzialne i jeszcze niewidzialne.
Powstanie XIX wiecznej kliniki wiąże się ze zmianą w metodzie empirycznego
obserwowania i badania przypadków. Pinel wykrzyknie „Jakimże źródłem
wiedzy mogą być dwa szpitale, z których każdy ma od 100 do 150 chorych!
(…) Cóż za urozmaicone środowisko” (Pinel, La
médecine clinique, 1815, s. II; cyt. za Foucault, 1999, s. 144). Bierze się
pod uwagę serie przypadków tej samej choroby, szukając podobieństwa i różnicy.
Obserwacja
kliniczna w Edynburgu polegała na serii pytań: najpierw o wiek, płeć,
temperament, zawód chorego, następnie o objawy, po trzecie o źródła i rozwój
choroby, a po czwarte, o odległe przyczyny i wcześniejsze zaburzenia (Pinel, La
médecine clinique, 1815, s. 4; cyt. za Foucault, 1999a, s. 145-146).
Metoda
diagnostyczna w szkole medycznej Montpellier polegała na ogólnym badaniu
wszystkich obserwowalnych zmian: 1) w jakości ciała w ogóle; 2) w odchodach;
3) w spełnianiu funkcji przez organizm (Pinel, 1815, s. 3, cyt. za Foucault,
1999a).
Śmierć
jako granica choroby
Francuska
filozofia oświeceniowa wprowadziła do medycyny nowy, w dyskurs, temat śmierci,
czego zweńczeniem była na koniec rewolucja francuska. Jednak dopiero w XIX w.
kliniczna sekcja zwłok wyjawia tajemnicę choroby – tzn. jej patologię. I do
dnia dzisiejszego zdarza się, iż, mimo technologii medycznej, w skrajnych
przypadkach nadaremnie szuka się przyczyny zachorowania, a znajduje się ją
dopiero w badaniu patologicznym: „medycyna dziewiętnastowieczna w większym
stopniu odwoływała się do normalności niż do zdrowia; (…) poznanie
fizjologiczne zaś, które dla lekarzy było niegdyś wiedzą marginalną i
czysto teoretyczną, przesuwa się teraz (Claude Bernard dał temu świadectwo)
w samo centrum całej refleksji medycznej” (Foucault, 1999a, s. 56).
Metoda
analityczno-kliniczna, która połączyła przestrzeń, język i śmierć
„stanowi historyczny warunek medycyny, która jawi się i jest przez nas
odbierana jako pozytywna”. Jest to pozytywność w mocnym sensie –
„Choroba odrywa się od metafizyki zła, z którą od stuleci była związana,
i w widzialnej śmierci znajduje swą pełną formę, która ukazuje jej treść
w sposób pozytywny” (Foucault, 1999a, s. 248).
Śmierć
poprzez „otworzenie kilku trupów” upozytywniła obraz choroby, która dotąd
była niejasną i nieczytelną siłą. „Dopiero gdy epistemologicznie śmierć
została włączona w doświadczenie medyczne, choroba przestała być
przeciwnaturą i mogła ucieleśnić się
w żywym ciele jednostek” (Foucault,
1999a, s. 248).
Foucault
pokazuje silny, nierozerwalny związek medycyny i śmierci. Za decydujące
uznaje odkrycie przez M. F. X. Bichata roli tkanki, co wyraził w swoim dziele Traité des membranes (1800). Było to „rozszyfrowanie
przestrzeni cielesnej, która jest jednocześnie przestrzenią intraorganiczną,
interorganiczną i transorganiczną” (Foucault, 1999a, s. 165).
Ciekawe,
że Foucault nie docenia pierwiastka witalistycznego, „życia” obok „śmierci”,
proponowanego przez niemieckich i francuskich badaczy tego czasu – kategorii
„siły życiowej” (począwczy od Hallera, 1753, „vis vitalis, principe
vital, function vital”), ale występujący u Bichata (por. Bergdolt, 2008).
Foucault nie omawia także odkryć Virchowa, który poszedł dalej, niż Bichat,
odkrywając strukturę komórkową choroby.
Psychologiczna
a fizjologiczna koncepcja zdrowia i choroby
Foucault
chciałby pokazać, że „patologia umysłowa wymaga metod analizy innych niż
metody patologii organicznej oraz, że to tylko dzięki przebiegłości języka
można mówić o „chorobach ciała” i „chorobach umysłu”. Jednolita
patologia, która używałaby tych samych metod i pojęć w dziedzinie
psychologii i fizjologii, należy obecnie do sfery mitów, nawet jeśli jedność
ciała i umysłu jest faktem” (Foucault, 2000a, s. 19).
Psychologiczna
i fizjologiczna strona choroby może się pokrywać – równolegle,
nawarstwieniowo, ale może też mieć charakter oderwany, rozbieżny,
przeciwstawny np. w objawach.
R.
E. Kendall w artykule Rozróżnienie między
chorobą psychiczną a fizyczną (The
Distinction between Mental and Physical Illness) pisze: „W rzeczywistości
ani umysły ani ciała nabywają choroby. Tylko ludzie (albo, w szerszym
znaczeniu, organizmy) je nabywają, i kiedy tak czynią, to obydwa umysł i ciało,
psyche i soma, w tym biorą udział” (Kendell w: Caplan, McCartney, Sisti,
2009, s. 112).
Choroba
jako proces ewolucyjny w życiu człowieka
Aktualnie
dominuje podejście ewolucyjne do choroby. „Choroba to proces, w trakcie którego
wątek ewolucji zaczyna się plątać, usuwając zrazu struktury najświeższe w
ich najłagodniejszej formie, następnie zaś — u kresu i w szczytowym
momencie swego nasilenia, odkrywając warstwy najbardziej archaiczne” (Foucault,
2000a, s. 32-33). Foucault podąża myślą H. Jacksona, który uważał, że w
każdym szaleństwie następuje zaburzenie, w większym czy mniejszym stopniu,
wyższych ośrodków mózgowych. A w drodze kompensacji następuje nadczynność
funkcjonalna niższych ośrodków.
Kazimierz
Dąbrowski zwrócił uwagę, że w ewolucji niższe i wyższe ośrodki
neuropsychiczne działają niezależnie. Niekiedy w jednym i drugim wypadku
wyodrębniają się w nich samodzielne niepowiązane ze sobą elementy uczuciowe
i poznawcze. W ten sposób powstają nowe struktury hierarchicznie od siebie
niezależne lub słabo ze sobą sprzężone (Dąbrowski, 1996). Dezintegracja
jest częścią procesów ewolucyjnych, i może być pozytywna, a nie tylko
negatywna.
Jak
pisze T. Kobierzycki: „Dezintegracja negatywna (inwolucja) jest przez K. Dąbrowskiego
identyfikowana z chorobą, zaś dezintegracja pozytywna (ewolucja) ze
zdrowiem” (Kobierzycki, 1989, s. 63). Struktura zdrowia i choroby formułuje
się w pewną całość dynamiczną, choć odrębność statyczną. Ponieważ
zasadą życia jest ruch, stan jest pewnym etapem rozwoju, ale potrzebny jest
mechanizm inter i intra-aktywny który by pozwalał na przejścia wszerz i w górę
lub w dół, na zewnątrz i wewnątrz rozmaitych procesów psychicznych i
fizjologicznych: (…) „jak choroba wpisana jest w obręb normalnych wirtualności
fizjologicznych, tak i możliwość wyzdrowienia zapisana jest wewnątrz procesów
choroby” (Foucault, 2000a, s. 22).
Zdrowie
może być interpretowane jako równowaga procesów dezintegracyjnych i
integracyjnych funkcji i struktur psychicznych i fizycznych. Choroba byłaby
brakiem tej równowagi. Natomiast zawahanie się, zaburzenie lekkie tej równowagi
nie stanowiłoby powodu by nadać osobie etykiety chorobowej. Byłby to stan
wzmożonej aktywności psychofizycznej, która pełni funkcję obrony lub
rozwoju neuropsychicznej.
Choroba
jako proces egzystencjalny
Foucault
pisze, że: „choroba bywa nieładem, niebezpieczną odmiennością w ludzkim
ciele i w trzewiach samego życia, choć jest również naturalnym zjawiskiem
mającym swoje prawidłowości, podobieństwa i typy” (Foucault, 2000b, s.
19). W chorobie człowiek spotyka swoje „nie-ja”, cień swojego „ja”
(por. C. G. Jung, T. Kobierzycki), który żył równolegle do jego głównego
toru, jako alternatywa i antynomia jego losu.
Choroba
wprowadza chaos, ponieważ zaburza względny komfort do którego się
przyzwyczailiśmy, i którego oczekujemy wierząc, że będzie trwał jeszcze
trochę dłużej, a nawet wiecznie. Ciało ludzkie jako przedmiot naszego
„ja” w chorobie staje się podmiotem „ja”. Poprzez odmienność
odkrywamy cząstkę nas samych, nawet za cenę utraty lub zniszczenia życia. Człowiek,
który zachorował często widzi świat ostro, doświadcza „prise de la
conscience” (por. K. Dąbrowski, T. Kobierzycki), ale nie wie, co ma
konkretnie zrobić. Dotychczasowy świat jawi mu się jako fałszywy.
Jak
napisała Susan Sontag: „Choroba jest nocną półkulą życia, naszym
bardziej uciążliwym obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada
bowiem jakby dwa paszporty – przynależy zarówno do świata zdrowych, jak i
do świata chorych” (Sontag, 1999, s. 7). W końcu trzeba zaakceptować swój
związek z tym drugim światem, choćby to było na krótko.
Zdrowie
jest jawną, oczywistą i dzienną rzeczywistością, choroba, jeśli dochodzi
do głosu, zwykle jest dotkliwsza w nocy. Koreluje z tym jaspersowska „norma
dnia” i „pasja nocy”. Metafora Karla Jaspersa streszcza XIX i XX w. status
choroby, jako stanu wyjątkowego, a zdrowie jako stanu zwyczajnego. Choroba jest
podróżą w nieznane, próbą odzyskania czegoś utraconego, lub też
dezadaptacją tego co jest, w imieniu czegoś co leży w cieniu lub być powinno
(por. Dąbrowski).
Zakończenie
Zjawisko
choroby i zdrowia ma swoje obrazy i określenia na przestrzeni wieków. Jej
rozumienia przesuwają się między tym, co psychiczne i fizyczne, tym, co
zbiorowe i indywidualne, tym, co cząstkowe i całościowe, tym, co życiodajne
i śmiertelne, widzialne i niewidzialne, itd. Mimo zmieniających się czasów,
rodzajów chorób i coraz to lepszych metod diagnostycznych i leczniczych,
znaczenie chorób pozostanie takie samo.
Biegunowe
podejście do chorób nie wyczerpuje wszystkich ich zakresów. Mają one swoje
stopnie i natężenia, tworzą układy i podstruktury. W dziejach historii, na
temat choroby, pytano na przemian:
o ich źródło, podłoże, objawy, sekwencje, o cele w relacji do życia i śmierci.
W gruncie rzeczy choroba jest potrzebna społeczeństwu, w ramach totemu i tabu,
a w sensie ewolucyjnym pełni funkcję wyselekcjonowania, adaptacji i
uodparniania gatunku (regulacja populacyjna) i jednostki (por. szczepionka,
homeopatia).
Jak
pisze Georges Canguilhem: „Semantycznie, to co patologiczne jest określone
jako odbiegające od normalnego, mniej jako a-
lub dys-, ile jako hyper- albo hypo” (Canguilhem,
w: Caplan, McCartney, Sisti, 2009, s. 42). Patologia jest naturalnym przedłużeniem
fizjologii. Takie jest podejście witalistyczne, naturalistyczne czy
ewolucjonistyczne.
Ontologiczne
podejście do zdrowia i choroby, chce opisać chorobę i pozbyć się
odpowiedzialności za jej istnienie: „Przekonanie, że można naukowo przywrócić
normę, jest takiego typu, że w końcu, anuluje patologię” (Canguilhem, w:
Caplan, McCartney, Sisti, 2009, s. 42). Jedna tendencja w naukach medycznych
chce uwyraźnić granicę między zdrowiem i chorobą, a druga chce ją znieść.
Foucault
bacznie obserwował „drogę choroby” w kulturze i nauce, ale nie badał
„drogi zdrowia”. W analizach Foucaulta zdrowie jest przemilczane, brak jest
też kryteriów dla zdrowia, które nie należałyby także do choroby. Być może
zdrowie nie było dla niego tak interesujące jak choroba, z którą musiał się
zmagać.
Hans-Georg
Gadamer w książce pt. Enigma zdrowia
zaznaczył, że zdrowia nie można stworzyć czy wyprodukować. To choroba, a
nie zdrowie „obiektywizuje się” – konfrontuje się z nami, narzuca się
nam, wymusza się na nas: „Zdrowie w rzeczywistości nie przedstawia się nam.
Oczywiście można podjąć próbę określenia standardowych wartości dla
zdrowia. Ale próba nałożenia tych standardowych wartości na zdrową jednostkę
by w rezultacie uczyniło tę osobę chorą” (Gadamer, 2004, s. 107).
Jak
widać z tego krótkiego przeglądu, różne choroby zajmują centralne miejsce
w różnym czasie, zależnie od postępu medycznego, cywilizacyjnych technik
zarządzania nad ciałem i psychiką ludzką. Dla indywidualnej sytuacji
egzystencjalnej, choroba jest przyśpieszeniem procesów życia i śmierci.
Zdrowie zaś jest zwalnianiem i podtrzymywaniem procesów życia i śmierci. Ten
paradoks niepokoi zwykłych ludzi, filozofów i lekarzy. Człowiek jednak nigdy
nie spotyka ani jednego, ani drugiego zjawiska w czystej postaci.
Bibliografia
Bergdolt, K. (2008), Wellbeing. A Cultural History of Healthy Living, trans. By J.
Dewhurst, Cambridge
Caplan, A. L., McCartney, J. J.,
Sisti, D. A. (ed.) (2009), Health, Disease
and Illness. Concepts in Medicine, Washington, D. C.
Dąbrowski,
K. (1971), Pojęcia żyją i rozwijają się:
ze studiów nad dynamiką pojęć, London
Dąbrowski,
K. (1964), O dezintegracji pozytywnej.
Szkic teorii rozwoju psychicznego człowieka poprzez nierównowagę psychiczną,
nerwowość, nerwice i psychonerwice, Warszawa
Dąbrowski,
K. (1996), W poszukiwaniu zdrowia
psychicznego, Warszawa
Elzenberg,
H. (2002), Kłopot z istnieniem. Aforyzmy
w porządku czasu, Toruń
Gadamer, H-G. (2004), The Enigma of Health. The Art of Healing in a Scientific Age, trans.
by J. Gaiger & N. Walker, Cambridge
Foucault,
M. (1983), Wywiad, „Ethos” Nr 2
(Jesień)
Foucault,
M. (1987), Historia szaleństwa w dobie
klasycyzmu, tłum. H. Keszycka, Warszawa
Foucault,
M. (1998), Trzeba bronić społeczeństwa.
Wykłady z Collège de France, 1976, tłum. M. Kowalska, Warszawa
Foucault, M. (1999a), Narodziny
kliniki, tłum. P. Mrówczyński, Warszawa
Foucault,
M. (1999b), Powiedziane, napisane. Szaleństwo
i literatura, tłum. B. Banasiak, T.
Komendant,
M. Kwietniewska, A. Lewańska, M. P. Markowski, P. Pieniążek, Warszawa
Foucault,
M. (2000a), Choroba umysłowa a
psychologia, tłum. P. Mrówczyński, Warszawa
Foucault,
M. (2000b), Słowa i rzeczy. Archeologia
nauk humanistycznych, t. 1, tłum. T. Komendant, Gdańsk
Foucault,
M. (2000c), Szaleństwo i społeczeństwo,
w: Filozofia, historia, polityka. Wybór
pism, tłum. D. Leszczyński, L. Rasiński,
Warszawa – Wrocław
Kapusta,
A. (2002), Filozofia ekstrymalna. Wokół
myśli krytycznej Michala Foucault, Lublin
Kapusta,
A. (2010), Szaleństwo i metoda. Granice
rozumienia w filozofii i psychiatrii, Lublin
Kobierzycki,
T. (1989), Osoba. Dylematy rozwoju.
Studium metakliniczne, Bydgoszcz
Kobierzycki,
T. (2009), Poza miłością i wolnością.
Syndrom uzależnienia psychologicznego, Warszawa
Kobierzycki,
T. (2001), Gnothi seauton: dusza,
charakter, jaźń, osobowość, osoba. Dzieje pięciu pojęć, Warszawa
Motycka, A. (1998), Nauka a nieświadomość.
Filozofia nauki wobec kontekstu tworzenia, Wrocław
Kurcz,
I., Bobryk, J. (red.) (2001), Psychologiczne
studia nad językiem i dyskursem, Warszawa
Piaget,
J. (1972), Strukturalizm, przeł. S.
Cichowicz, Warszawa
Sontag,
S. (1999), Choroba jako metafora. AIDS i
jego metafory, tłum. J. Anders, Warszawa
Tyburski,
W. (red.) (1995), Ekofilozofia i
bioetyka, Toruń
Vigarello,
G. (2011), Historia zdrowia i choroby,
Warszawa