BOHDAN W. WASILEWSKI

 

ARCHIPELAG OPIEKI ZDROWOTNEJ

 

Treść artykułu: Wstęp. Pasywna kariera zawodu pacjenta. Wspołczesny lekarz. Materialistyczne rozumienie świata a boskie pejoratywy. Bezduszność opieki zdrowotnej jako gałęzi przemysłu. Bibliografia.

 

    Świat archipelagu instytucji medycznych i jego klienteli tworzy rzeczywistość skoncentrowaną na przetrwaniu biologicznym i analizowaniu postępującej ruiny zdrowotnej, na nieprzerwanej giełdzie elektryzujących wiadomości o cudownych uzdrowieniach i tragicznych zgonach. Obiektywnie narastające trudności w sprostaniu wysokim wymaganiom, jakie stawia współczesna, nastawiona na bezwzględną konkurencję cywilizacja, popychają człowieka ku wyborowi pasywnej kariery zawodowego pacjenta, którego nie dotyczą trawiące ludzkość pytania na temat zmarnowanych szans osobistych i zawodowych.

 

    Świat klienteli archipelagu, mimo iż orbituje wokół choroby, cierpienia i śmierci, ma też swoje radości i znaczące plusy. Świat archipelagu instytucji medycznych i jego klienteli tworzy odrębną rzeczywistość rządzącą się swoimi prawami, wyspę pasywnej wegetacji w agresywnej rzeczywistości XXI wieku, bliższej neofeudalnym wzorcom epoki realnego socjalizmu niż liberalnym zasadom epoki postprzemysłowej. Klientela archipelagu, mimo szumnych deklaracji ostatnich dwudziestu lat, nadal nie ma żadnej kontroli nad środkami finansowymi, które łoży całe życie na utrzymanie archipelagu, jest terytorialnie przypisana, jak pańszczyźniani chłopi, a należne świadczenia są jej udzielane z „łaski pańskiej” niczym jałmużna biedakom.

 

    Kiedy się obserwuje zachowania typowego klienta archipelagu, nasuwają się nieodparte skojarzenia z zachowaniami chłopów pańszczyźnianych, przygiętych uniżenie i mnących w rękach czapkę z przejęcia. Podobne skojarzenia wywołuje analiza strategii stosowanych przez klientów dla pozyskania łaskawości dysponentów. W ramach tych strategii klient z jednej strony buduje obraz lekarza cudotwórcy i zbawcy, a jednocześnie poufnie sprawdza jego działania w sposób zakładający najbardziej niegodne intencje dobroczyńcy. Nasuwa się pytanie, w czym tkwi siła wiążąca klientelę z archipelagiem, powodująca, iż mimo świadomości zasadniczych ułomności systemu jest ona paradoksalnie jego podporą i orędownikiem.

 

    Archipelag jest dopełnieniem systemu, niezbędnym dla jego funkcjonowania. Bez niego setki tysięcy ludzi niemieszczących się w rzeczywistości gospodarczej byłyby dynamitem rozsadzającym system. Dzięki archipelagowi ich energia neutralizowana jest poprzez pasywne działania, orbitujące wokół własnej osoby. Kariera zawodu pacjenta jest dzisiaj alternatywą dla wyborów życiowych od najmłodszego wieku. Część przedszkolaków pytana o wybór przyszłego zawodu odpowiada: „Będę rencistą jak mama i dziadkowie”.

 

    Jednym z głównych czynników popychających ku wyborowi pasywnej kariery zawodowego pacjenta są obiektywne trudności w sprostaniu wymogom cywilizacji nastawionej na bezwzględną konkurencję. Popychani przez rodziny i własne nierealne oczekiwania, samotni w walce o utrzymanie się w życiu ludzie znajdują oazę w niszach świata archipelagu. System, mimo swojej niewydolności, wchłania miliony osób, które stanowią nie tylko podstawę funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, jako jednego z głównych pracodawców, lecz także przemysłu farmaceutycznego i wielu innych gałęzi produkcji i usług o podstawowym znaczeniu dla gospodarki i rozwoju cywilizacyjnego kultury zachodniej.

 

    Współczesny system medyczny jest produktem ewolucji społecznej człowieka. Każda epoka wykształcała własny system wsparcia zdrowotnego; w epoce kamiennej była to medycyna szamańska, w starożytności – medycyna kapłańska. Era feudalna zrodziła zawód medyka, z którego w epoce przemysłowej wykształcił się wolny zawód lekarza. Lekarz pracował na zlecenie możnych, a potem korporacji i państwa. System medyczny ery poprzemysłowej stopniowo przeradzał się w system utrzymywania życia, nierozerwalnie związany z bytem jednostki od chwili jej poczęcia do śmierci.

 

    Wraz z postępującym rozwojem cywilizacyjnym integrował się z jednostkami wchodzącymi w jego skład, podobnie jak to się dzieje w przypadku komórek tworzących tkanki organizmu. Wysoka specjalizacja komórek skutkowała funkcjami organizmu o złożoności nieprzystawalnej do możliwości pojedynczej komórki, ale ceną za to była jej niezdolność do samodzielnej egzystencji poza wymuszonymi warunkami eksperymentalnymi.

 

    Kierunek szybkich przemian biologicznych i psychologicznych, dotyczących populacji wielkomiejskich państw najbardziej rozwiniętych technologicznie, potwierdza

– moim zdaniem – tezę o postępującej utracie zdolności człowieka do samodzielnej egzystencji. Już obecnie około 40% członków tych populacji nie jest zdolnych do rozrodu bez technik sztucznego zapłodnienia i sztucznego podtrzymywania ciąży. Równie wysokie odsetki dotyczą niezdolności do samodzielnego pokonywania infekcji, zaburzeń odporności wobec alergenów bądź niezdolności do pokonywania wyzwań psychologicznych związanych z samodzielną egzystencją.

 

    Ekstensywna gospodarka nastawiona na krótkotrwały efekt powoduje, iż „odławiane” są jednostki rokujące wysoką efektywność działania, które są hodowane w sztucznych warunkach, izolujących je od środowiska naturalnego. Egzystencja ich i ich następców jest coraz bardziej zdana na systemy podtrzymania zewnętrznego. Przyczyny ekonomiczne z kolei powodują powstawanie kolonii jednostek uprzywilejowanych, wysycanych technicznymi środkami podtrzymywania ich egzystencji, szczelnie izolowanych od otoczenia. Jednocześnie niedobór środków finansowych i brak miejsca do funkcjonowania w uprzywilejowanych enklawach spycha jednostki nie uprzywilejowane do przetrwalnika archipelagu.

 

    Choć obecnie najbardziej rozwinięte przyczółki naszej cywilizacji przechodzą opisaną wcześniej transformację, wkraczając w erę poprzemysłową, praktycznie mamy do czynienia z mozaiką współistnienia różnych systemów wsparcia zdrowotnego

– od medycyny szamańskiej, poprzez kapłańską i indywidualnych lekarzy realizujących posłanie niezależnego zawodu, do przemysłu podtrzymywania życia. Podobna prawidłowość dotyczy innych segmentów współczesnej cywilizacji, w której wiek XXI współistnieje z pozostałościami wcześniejszych formacji cywilizacyjnych.

 

    Mozaikę tę tworzą nie tylko różnice ekonomiczne i kulturowe, dystansujące najbardziej rozwinięte regiony od zapomnianych przez boga i ludzi. Różnice te występują również w naszej mentalności, w przekazywanych z pokolenia na pokolenie schematach myślenia

i działania, mieszczących i w jakiś sposób godzących w jednym człowieku zachowania i wierzenia z kręgu medycyny szamańskiej bądź innych, starszych modeli wsparcia zdrowotnego z korzystaniem z najnowszych zdobyczy technologicznych. Z jednej strony analizujemy stan funkcjonalny naszego DNA i na podstawie uzyskanych informacji podejmujemy istotne decyzje zdrowotne, a boimy się dowiadywać o wynik trzynastego i święcie wierzymy prymitywnemu szamanowi odczarowującemu nasze choroby.

 

    Wierzymy i chcemy wierzyć, że zawsze możemy być uzdrowieni, a najistotniejsza nasza część nigdy nie zginie, lgniemy do osób, które podtrzymują to przekonanie. Chętnie przydajemy im nawet atrybuty zawarowane dla boskości, która ma nas chronić i uzdrawiać. Używane do tego celu schematy myślowe często odziedziczone są po epoce feudalnej i jej kontynuacji przez socjalizm państwowy. Lekarz i reprezentowany przez niego archipelag opieki zdrowotnej są dysponentami zdrowia i wsparcia życiowego, należy więc zabiegać o ich łaskawość i wykazywać się lojalnością.

 

    W miejsce własnej odpowiedzialności i naruszonych tradycyjnych systemów wsparcia społecznego, takich jak rodzina, krąg przyjaciół, klan zawodowy, wspólnoty religijne, organizacje regionalne i społeczne, wprowadzamy „matuszkę państwo”, które ma nam zapewnić byt, leczenie i opiekę, a także przejąć za nas całość odpowiedzialności. Hasło „choroba” jest też kluczem do uczynienia relacji rodzinnych i osobistych jednostronnym świadczeniem w naszym kierunku. Postępuje proces uzależniania się jednostki od systemu, który przebiega zarówno na płaszczyźnie biologicznej, jak i w sferze funkcjonowania psychologicznego i społecznego, czyni z niej narzędzie do wymuszania popytu na usługi i towary przemysłu medycznego, farmaceutycznego i pokrewnych.

 

    Przewlekłe funkcjonowanie w zawodzie „pacjent” jest rodzajem emigracji wewnętrznej z dynamicznego i agresywnego XXI wieku do cofniętego o pół stulecia świata biernej kołchozowej wegetacji. System opieki zdrowotnej staje się generatorem niepohamowanego popytu na produkty i usługi związane z jego funkcjonowaniem, przekształcając społeczeństwo w zbiorowość pacjentów i rencistów. Jego produktem ubocznym jest stworzenie „zawodu pacjent” jako formy funkcjonowania znaczących grup ludności. Osamotniony pacjent, straszony przez medyków konsekwencjami choroby i potencjalnymi powikłaniami dokonywanych zabiegów, poszukuje wsparcia lekarza, wchodząc z nim w symbiotyczny związek.

 

    Lekarz – realnie niższy urzędnik państwowy z cichymi apetytami na boskie pejoratywy uzdrawiania i mocy zmiany przeznaczenia – karmiony jest przez pacjenta mitem cudotwórcy. Zwrotnie karmi pacjenta podtrzymywaniem mitu choroby jako źródła jego egzystencji i tożsamości życiowej. Choroba, na którą jest teraz zapotrzebowanie, stanowiąc podstawę symbiotycznej relacji, dzięki mechanizmom psychosomatycznym rozwija się i obejmuje kolejne narządy i układy.

 

    W ten sposób natura przystosowuje sytuację do zapotrzebowania. Oto mamy prawdziwego chorego, który nieustannie konsumuje dziesiątki mniej lub bardziej potrzebnych mu leków i procedur medycznych, zajmujących większość czasu pozostawionego mu jeszcze do dyspozycji. Obezwładniony lękiem podniecanym przez ulotki lekowe, asekurujących się medyków, instytucje medyczne i ubezpieczeniowe, pacjent grzęźnie w świecie archipelagu i wegetuje na uboczu enklaw XXI wieku.

 

    Inne wyzwania przynosi świat roboto-ludzi utrzymywanych przy życiu przez struktury przemysłu utrzymania życia. Jest on zasilany przez przemysł i instytucje państwa, które bardzo są zainteresowane powstawaniem i utrzymywaniem przy życiu enklaw bytowania ludzi wybitnie wyspecjalizowanych – kosztem utraty ich zdolności do samodzielnej egzystencji, jak również przez indywidualne działania jednostek posiadających środki finansowe do „życia w luksusie”. Enklawy te dotyczą zarówno skoszarowanych ludzi pracujących na rzecz służb zmilitaryzowanych, izolowanych zakładów produkcyjnych, jak też izolowanych osiedli mieszkaniowych, posiadających własną, odrębną, wysoko wyspecjalizowaną strukturę zapewnienia wszelkich funkcji bytowych.

 

    Szybko postępująca robotyzacja otoczenia „człowieka enklaw” powoduje, iż staje się on integralną strukturą wraz z obsługującymi go robotami. Współczesne rozruszniki serca i aplikatory insuliny rozmnażają się w aparaty podtrzymania życia, funkcjonujące wewnątrz i w bezpośrednim otoczeniu człowieka. Aparaty te oraz sterujące nimi komputery i ludzie będą się integrować w jeden organizm, w jedną tkankę, ściśle powiązaną strukturalnie i funkcjonalnie. Stworzy to nową logikę, w której jednostka będzie totalnie podporządkowana strukturze; jej dysfunkcja natychmiast zaburzy funkcjonowanie całego organizmu, a w związku z tym będzie ona musiała być nieustannie kontrolowana i podtrzymywania przy życiu. Dotyczy to również decyzji włączania i wyłączania jednostek z funkcjonowania organizmu społecznego oraz wykorzystywania tworzących je narządów.

 

    W opisanym mechanizmie niewiele jest miejsca na utrzymanie tradycyjnej wizji funkcjonowania jednostki jako suwerena i „władcy świata”. Jej przekształcona do nowych warunków bytowania forma musi czerpać wzorce z psychologii ustrojów totalitarnych i zastępczej wirtualnej realizacji psychologicznej.

 

    Już obecnie lekarz – jako element szpitalnego procesu diagnostyczno-leczniczego zbudowanego zgodnie z doświadczeniami taśmowej produkcji samochodów w fabryce Forda – upodabnia się do zaprogramowanej maszyny. Mentalność i sposób komunikowania się z otoczeniem osób tworzących taśmę produkcyjną stopniowo przystosowuje się do algorytmów programów sterujących maszynami i zero-jedynkowej logiki. Standardy i procedury zajmują najwyższą hierarchię, eliminując dylematy wyboru, osądu moralnego i sumienia oraz inne niepożądane zmienne, zakłócające funkcjonowanie taśmy.

 

    Charakterystykę „człowieka urzeczowionego”, który przystosował się do otaczających go maszyn omawia Halina Romanowska-Łakomy w książce „Fenomenologia ludzkiej świętości” (2003). Człowiek taki – jak pisze autorka – charakteryzuje się stopniowym zanikiem zdolności głębszego odczuwania i przeżywania, mało też wie o współczuciu i współprzeżywaniu, a jego zachowanie nie wykazuje objawów współbrzmienia z innymi. Na groźbę stopniowej utraty zdolności emocjonalnego współbrzmienia z pacjentem i rozumienia jego stanów emocjonalnych przez lekarza wskazują badania Hebanowskiego i współautorów (1995) dotyczące empatii; zwracają one uwagę na inicjację takiego procesu już w okresie studiów lekarskich i jego kontynuację w trakcie pracy zawodowej.

 

    Tak ukształtowani pracownicy skutecznie napędzają system opieki zdrowotnej, który obecnie jest jednym z głównych pracodawców w państwach wysoko uprzemysłowionych, podstawą funkcjonowania przemysłu farmaceutycznego oraz wielu innych gałęzi produkcji i usług o podstawowym znaczeniu dla gospodarki i rozwoju cywilizacyjnego kultury zachodniej.

 

    Lekarz, jako jeden z głównych elementów archipelagu, jest integralną częścią systemu społecznego, w którym działa nie tylko jako realizator określonych zadań zawodowych, lecz również jako jednostka poddana tym samym uwarunkowaniom społecznym i tym samym frustracjom, jakim poddawani są wszyscy obywatele. Są one wzmocnione o potencjał mechanizmów frustracyjnych związanych ze specyfiką zawodu, oddziałując zarówno na lekarzy, jak i – pośrednio – na pacjentów (Gertner, 2002).

 

    Współcześni lekarze, w większości łączący wąsko materialistyczne rozumienie świata z cichymi apetytami na boskie pejoratywy (własności) związane z tajemną wiedzą i mocą uzdrawiania pozwalającą na zmianę przeznaczenia, boleśnie konfrontują realia wykonywania zawodu z idealistycznymi oczekiwaniami. Funkcjonowanie w okresie przełomu cywilizacyjnego powoduje brak hermetyczności rozgraniczenia archipelagu od enklaw przemysłu utrzymania życia. Ten sam lekarz obsługujący rano samotnie tłumek mieszkańców archipelagu, drugą część dnia spędza, uczestnicząc w tłumie osób obsługujących pojedyncze osoby w fabryce podtrzymywania życia.

 

    Schizofreniczność sytuacji podwójnej identyfikacji jest częściowo kojona logiką lepszej zapłaty lub możliwości uczenia się, lecz i tak jest źródłem konfliktów psychologicznych i moralnych, które sprawiają, że lekarzy – mimo ich zawodu – różnią od przeciętnego obywatela gorsze parametry zdrowotne, i to zarówno w sferze zdrowia somatycznego, jak i psychicznego. Droga duchowa, którą przemierza wielu lekarzy wkraczających w życie zawodowe z wizją zawodu bliskiemu powołaniu kapłańskiemu (Hajduk, 2005), uświęconego przez służbę chorym i pokrzywdzonym, prowadzi do bolesnej konfrontacji z realiami funkcjonowania archipelagu i fabryk podtrzymywania życia.

 

    Mimo niesprzyjającej sytuacji, w Polsce nadal wykonuje swój zawód tysiące lekarzy spełniających powołanie zawodowe zgodnie z najlepszymi wzorcami i wszystko wskazuje na to, iż będzie tak nadal, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Badania socjologiczne potwierdzają, że zawód lekarza, w opinii młodych ludzi i ich rodziców, wciąż pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych zawodów, cieszących się nieustającym uznaniem społecznym. Dlatego powinna być podtrzymywana humanistyczna wizja i posłanie zawodu lekarza, reprezentujące lepszą stronę człowieczeństwa – tę, która nie powinna zostać utracona.

 

BIBLIOGRAFIA

Gertner, H. (2002), Okiem medyka, w: M. Magdoń, Współodczuwanie w medycynie, Kraków

Hajduk, R. (2005), Boża terapia. O duszpasterstwie jako posłudze uzdrawiania, Kraków

Hebanowski, M., Kliszcz, J., Rembowski, J. (1995), Empatia – oczekiwana cecha lekarza rodzinnego, „Medycyna po Dyplomie”, 3-4, s. 17-20.

Karski, J., Słońska, Z., Wasilewski, B. W. (red.) (1992), Promocja zdrowia. Wprowadzenie do zagadnień krzewienia zdrowia, Warszawa

Morawski, J., Wasilewski, B. (1998), Attitudes of general practitioners towards preventive medicine and early intervention concerning harmful use of alcohol in Poland, w: Human behavior in health and illness. Baltic Sea Conference on Psychosomatic Medicine, Szczecin, May 29-31, Abstracts, 73.

Luban-Ploza, B., Poldinger, W., Kroger, F., Wasilewski, B. (1994), Zaburzenia psychosomatyczne w praktyce lekarskiej, Warszawa.

Romanowska-Łakomy, H. (2003), Fenomenologia ludzkiej świętości, Warszawa.

Wasilewski, B. (1983), Etyczno-deontologiczne aspekty pracy lekarza jako biegłego sądowego, „Polski Tygodnik Lekarski”, 37, 17, s. 545-547.

Wasilewski, B. (1993), Relacje lekarz-pacjent w chorobach psychosomatycznych, Sympozjum „Humanistyczne wartości medycyny u progu XXI wieku. Relacje lekarz-pacjent”, Warszawa, 13-14 maja 1993.

Wasilewski, B. (1994), Zaburzenia psychiczne i uzależnienia. Zagrożenia zdrowia psychicznego a promocja zdrowia, w: J. Karski, Z. Słońska, B. Wasilewski (red.), Promocja zdrowia, Warszawa.

Wasilewski, B. (2006), Holistyczne rozumienie zdrowia i choroby – zapomniana składowa społeczna, „Sztuka Leczenia”, 3-4, s. 75-89.

 

 

[Tekst ukazał się pierwotnie w Esencja człowieczeństwa. Prawda ludzka a cywilizacja (red. naukowa) H. Romanowska-Łakomy, Wyd. Eneteia, Warszawa 2010, s. 37-43.]