WITOLD BARDZIŃSKI  

 

TANIEC A SYTUACJE GRANICZNE

 

08.02.2010 r. – wynik PSA = 0,10 ng/ml

 

20.02.2010 r. – Zajęcia w UMFC. Filozofia, dr hab. prof. Tadeusz Kobierzycki. Czytam moją pracę na temat: Taniec a sytuacje graniczne. Zastanawiam się, czy ta praca miałaby taki wymiar gdybym nie zachorował. Inkorporacja – jest coś w tym słowie, czyż za bardzo nie wcieliłem się w sytuację Piny Bausch pisząc o niej wiersz… myślałem wtedy jak bym ja się zachował w jej sytuacji, czy napisałbym testament, przekazał ostatnie instrukcje żyjącym? Mój przypadek jest inny, ja mam czas. Czyżbym go otrzymał po to, żeby być w podobnej sytuacji granicznej i mieć czas na coś jeszcze? Czym bardziej wracam do zdrowia myślę czy dobrze wykorzystuję ten dany mi czas… Czy pisanie wierszy, prozy, studia, praca są tym na co otrzymałem dar czasu!!! Może lepiej by było wyjść na ulicę i krzyczeć, ludzie! Chłopy! Badajcie się – żeby nie było za późno. Badajcie PSA, Prostamol Uno to nie lekarstwo, jak już to lepsza jest herbata z pokrzywy, olej z dyni, niestety alkohol jest be, a nawet bardzo be. I dobry lekarz. Moi lekarze, to dobrzy lekarze. Ważne jest mieć zaufanie, a nawet więcej pomiędzy pacjentem, a lekarzem musi powstać pewnego rodzaju więź, lekarz bardzo chce uratować pacjenta, ten natomiast wierzy w jego decyzje. W tańcu podobnie, uczeń – nauczyciel. Uczeń się otwiera, nauczyciel z tego czerpie tworząc układ choreograficzny, bez tego klapa. No i najważniejsze ktoś bliski, kto na ciebie popatrzy oczami łez nadziei i powie: „Najważniejsze jest uratowanie twego życia” i powie to w sposób, że wiesz, że w tych słowach nie ma odrobiny okruszki piasku jest tylko prośba – „Żyj!!! Bo nie możesz mnie opuścić!” Te słowa i wypowiedziana sercem prośba to moja żona Renia – jedyna od przeszło 30 lat.. Do Instytutu Onkologii nie potrzeba skierowania, przychodzi się do rejestracji mówi się o swoim problemie czy podejrzeniu choroby i w tym samym dniu jest człowiek przyjęty. Na korytarzach oczekujących ludzi zawiera się nowe znajomości, wysłucha się od bardziej doświadczonych pacjentów rad i opinii o lekarzach, który jest dobry. Gdy wszedłem po raz pierwszy do gabinetu, młoda Pani doktor powiedziała: „a dzień dobry Panu” i mile się uśmiecha, oczywiście nie przeszkadzało jej to zbadać mnie per rectum.

Gdy wychodzę myślę skąd ja ją znam, z tańców, z osiedla, a może jej w ogóle nie znam. W domu na podstawie recepty sprawdzam w wyszukiwarce co znajdę pod nazwiskiem. Jest! To sąsiadka mieszka dwa domy dalej.

Dawniej często się widzieliśmy, gdy chodziła na spacery ze swoim psem, a ja ze swoim. Od dwóch lat jakoś jej nie widziałem. Na następnej wizycie pytam:

– Sąsiadko, a co z pieskiem?

– Musieliśmy go uśpić, miał swoje lata i bardzo cierpiał…

– Czy może mi Pani doradzić, operację chirurgiczną, czy radioterapię?

– Ja nie mogę za Pana decydować. Z medycznego punktu widzenia szanse na wyleczenie są takie same. Przy leczeniu chirurgicznym operacja i rekonwalescencja, natomiast przy radioterapii 3 miesięczny okres przygotowania, potem 3 miesiące radioterapii. Oprócz sobót i niedziel codzienne zabiegi w instytucie. W trakcie radioterapii mogą się pojawić inne problemy, bo promienie nie niszczą tylko samego raka, ale mogą uszkadzać inne zdrowe organy stąd mogą się pojawić problemy z oddawaniem stolca, krwawienie i inne.

- Pani doktor wiem, że to moje życie, ale proszę mi podpowiedzieć gdyby ten problem Pani dotyczył, co by Pani wybrała, chodzi o przewagę 1%...

 

    Gdy chodziła z psem nigdy bym nie pomyślał, że to Pani doktor, zawsze uśmiechnięta ubrana bez jakichś dziwactw, wymiana paru miłych zdań.

W szpitalu przyjmuje tylko według kolejki, nie ma gabinetu prywatnego kłóciłoby się to z jej zasadami,... Czy te zasady są zawarte w słowach „ Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy” (1).

Hipokrates podał zasady tak aktualne nawet na dzień dzisiejszy. Czy takie zasady, są w tańcu?... Inkorporacja – Chopin… wchodząc krętymi schodami Uczelni myślę „jakżeś strasznie cierpiał, a jakie piękno stworzyłeś”.

 

01.03.2010 r. – wynik PSA = 0,08 ng/ml

 

17.03.2010 r. – Wreszcie nadchodzi „Wprowadzenie do filozofii” – Karla Jaspersa. Biorę ołówek, podkreślam, zakreślam, gumuję…

 

O TAŃCU

    Nie ma jednoznacznego określenia słowa – taniec. W zależności od autora czy okresu powstania tego określenia będą w znaczeniu tego słowa występowały różnice. Możemy te różnice już zauważyć sięgając np. do Wielkiej Encyklopedii PWN gdzie czytamy: „taniec [czes. <niem.]: 1) Sztuka wywodząca się z języka ruchu, drugiego oprócz języka mowy podstawowego porozumiewania się ludzi”. W dalszej części czytamy natomiast, że (w tańcu, przypis własny) – „środkiem wypowiedzi są odpowiednio zestawione ruchy ciała, wykonywane w określonym rytmie i zgodnie z towarzyszącą muzyką” (Wojnowski 2005, ss. 168-160).

 

    Inne określenie znajdziemy natomiast w Uniwersalnym Słowniku Języka Polskiego gdzie określono: „taniec <śr.-w.-niem. tanz> 1. »rytmiczne ruchy ciała zwłaszcza nóg, wykonywane w takt muzyki jako rozrywka towarzyska, popis artystyczny lub jako forma obrzędowa«”... Taniec towarzyski »taniec przeznaczony do tańczenia w celach rozrywkowych na zabawach, przyjęciach (np. tango, walc), w odróżnieniu od tańca obrzędowego, scenicznego, regionalnego«” (Dubisz 2003, s. 20).

 

    Nazw różnych tańców i związanych z nim określeń jest kilkanaście tysięcy. Wnioskuję to na podstawie wpisu w leksykonie – „Taniec w polskiej tradycji” gdzie autorka Grażyna Dąbrowska pisze „Jest to zasób (leksykonu, przypis własny) nazw tańców oraz związanych z tańcem określeń, liczący 1000 haseł z ich zwięzłymi opisami leksykograficznymi” (Dąbrowska 2005/2006, s. 5). Obejmują one tylko tańce polskie.

 

    Sięgnijmy do starożytnej Grecji, co głosił Lukian z Samosate: „Istota tańca polega na tym, by wiernie wyrażał i przedstawiał nasze przeżycia duchowe i plastycznie uzmysławiał to co dla nas tajemnicze” (Lange 2009, s. 14).

 

    „Platon natomiast „nie akceptował »dzikiego« tańca wykonywanego przez wojowników lub łowców czy też magicznego tańca na urodzaj, jako nie należących do dziedziny sztuki. Stosownie do jego koncepcji, sztuka winna posiadać element imitacji, który jednak nie jest równoznaczny z kopiowaniem jakiegoś faktu, lecz ma wywołać u widza jego doznanie; powinien on wywoływać, odtwarzać jego emocjonalne odczucie” (Lange 2009, s. 15).

           

    W roku 1933 Curt Sachs opublikował pracę pt. Powszechna historia tańca, gdzie definiuje taniec: „Taniec to każdy ruch rytmiczny, który nie jest połączony z czynnością roboczą […]. Dalej stwierdza on, że taniec jako forma sztuki jest elementarny i pierwotny w stosunku do każdego innego rodzaju twórczości ujawnionej przez człowieka, ponieważ tancerz posługuje się własnym ciałem jako instrumentem” (Lange 2009, s. 38).

 

    „Podstawą tańca jest komunikacja niewerbalna, co wymaga wprowadzenia odpowiednich metod. Rzadko jest to w pełni rozumiane. Instrukcja słowna jest często nieadekwatna. Dlatego więcej uwagi należy poświęcić na przekazywanie tańca kinestetycznie, z jednego ciała na inne” (Kubinowski 2000, str. 117).

 

10.04.2010 r. – Jestem pod uczelnią o 7,30. Jem w aucie przygotowane w domu śniadanie, popijam herbatą. Mam trochę czasu do zajęć, drzemię, około 10 w radiu mówią o rozbitym samolocie Prezydenckim pod Smoleńskiem, dzwoni żona, pyta czy wiem o tragedii. Słucham jeszcze radia, może pasażerowie żyją, może ktoś ocalał. Na uczelnianym korytarzu oczekuje nasza grupa, pytanie – będą zajęcia czy są odwołane? Jednak będą. Eryk na spinacz zastępujący antenę podłącza telewizor. Głosu nie ma, ale jest zamazany obraz. Kamera skupia swój obiektyw na ogonie, na najważniejszym emblemacie biało-czerwonej szachownicy. Na czarnym pasku poniżej czytamy komunikat o 132 zabitych. Zaczynają się zajęcia z Historii tańca, oglądamy film z przedstawienia baletowego:

 

Brazylijski Teatr Tańca „Grupo Corpo”, choreografia Rodrigo Pederneiras, muzyka Jan Sebastian Bach.

 

    W dekoracji widzę piszczałki organ. Gdy zaczyna się przedstawienie tańczące postacie obrazują mi zabitych żołnierzy w Katyniu… niewidocznymi na ekranie telewizora widzami są natomiast tragicznie zmarli dziś uczestnicy delegacji państwowej. Czy spodziewali się, że to nie Oni dziś będą przemawiać do poległych żołnierzy, a żołnierze opowiedzą im swoją tragiczną historię… Na początku maszerujące postacie określają jakby maszerujące wojsko, na wschód, aby po skomasowaniu zaatakować wojska hitlerowskie. Następnie na scenie obrazy wspomnień tworzone indywidualnie – wczesna miłość z dziewczynami, narzeczonymi po bardziej dojrzałą z żonami. Sceny kobiece, które nie wiedzą co stało się z ich mężczyznami, muszą jednak żyć w tych trudnych wojennych warunkach, zapewnić żywność sobie i dzieciom. Scena zabawy i igraszek dzieci, one często nie są świadome losów swych ojców, rozpaczy matek. One potrzebują się bawić! Teraz znowu czas dorastania – nowe przeżycia, momenty zadumy, upadków i radości. Ktoś bliski pomaga podnieść się z upadku.

Koniec wojny, okupacja sowiecka wkracza na nasze ziemie – znowu defiladowy krok, ale nogi podnoszone wyżej, prześladowania rodzin, śmierć, ludzkie tragedie, ale też budowa na gruzach czegoś nowego, niewiadomego. W pamięci budzą duchy pomordowanych – jacy byli kiedyś weseli, cieszyli się życiem te wspomnienia rosną w siłę… zaczyna się coś mówić o Katyniu, a obok normalne życie, zabawa, miłość, śmierć. Polegli żołnierze wspinają się na piszczałki organ robiąc miejsce – następcom? Miejsca jest coraz mniej wszyscy wychodzą na scenę – koniec?

 

10.04.2010 r. – Mamy półgodzinną przerwę, rozmawiam telefonicznie z żoną, jest 96 ofiar, te 132 osoby to była mylna informacja. Idę w kierunku Pałacu Prezydenckiego.

Tutaj przy Nowym Świecie gdzie jeszcze rano stoły uginały się od kwiatów, brakuje już róż, o różach w kolorze białym, czerwonym można zapomnieć,

tulipany jeszcze zostały te żółte, zniczy brak. Od strony Pałacu wracają

ludzie, zadumani, poważni niektórzy jeszcze płaczą. Przede mną ojciec

odpowiada na pytanie kilkuletniego dziecka – kto dziś zginął?

- To ktoś taki jak król Polski.

- A jak zginął, to my i ci wszyscy ludzie idą go szukać? Przed Pałacem tłok. Koło ogrodzenia mnóstwo zniczy, kwiatów. Poza ogrodzeniem przy wejściu postacie ubrane na czarno i kilka czarnych limuzyn. Po modlitwie powracam, idę w kierunku uczelni. Nagle z bocznej ulicy ktoś pcha wózek ze zniczami, zaraz się zatrzymuje, ludzie nie pytają o cenę, sprzedawca cały czas podaje znicze mówiąc 5 złotych, 10, 15, 5…

 

    Wracam ze zniczem, nie muszę mówić, że nie mam zapałek wystarczy, że się rozglądam, pan obok podaje mi zapałki. Stawiam znicz. To dobrze, że udało mi się go zdobyć. Gdy wracam na uczelnię jestem spóźniony około 20 minut. Po zajęciach z Historii teatru rozpoczynają się zajęcia z profesor Wycichowską. Na poprzednich zajęciach cieszyliśmy się, że Prezydent Polski nadał naszej pani tytuł Profesora Sztuk Muzycznych.

Rozmawiamy o Chopinie o muzycznej interpretacji Blechacza utworu a-moll, ktoś mówi, że on to tak szkolnie gra. Jak szkolnie? Może, on w swojej interpretacji – szukał Chopina. Moje notatki z wykładu: „Taniec jest swoistą muzyką”. „Taniec jest wtedy gdy poruszamy się rytmicznie, ale nie może być to ruch związany z pracą”. „Taniec jest muzyką do oglądania”. Po zajęciach rozmawiamy jeszcze o mającym powstać Instytucie tańca. Gdy ruszam spod uczelni jest prawie 19, Warszawa zakorkowana, gdy w domu włączę telewizor, widzę jak Putin tuli Tuska…Jak to pięknie określono - taniec: Taniec jest muzyką do oglądania.

 

    „W tej sytuacji słowa jego znaczą: to, że Bóg jest, wystarcza. Nie pojawia się w ogóle kwestia nieśmiertelności, schodzi na dalszy plan pytanie, czy Bóg „odpuszcza” winy. Człowiek jakby w ogóle przestaje się liczyć, niknie jego samowola, podobnie jak troska o własne zbawienie i życie wieczne. Ale i świat, który jako całość miałby sens dopełniający się w nim samym, który w jakiejś postaci trwałby zawsze, okazuje się niemożliwy. Wszystko bowiem Bóg stworzył z nicości i wszystko jest w jego ręku. Wobec utraty wszystkiego zostaje tylko jedno: Bóg jest. Gdy jakieś życie w świecie ponosi klęskę – mimo najlepszych starań i wiary w boże przewodnictwo – wówczas pozostaje tylko ta jedna, niesamowita rzeczywistość: Bóg jest. Jeżeli człowiek bez reszty wyrzeknie się siebie i swoich celów, ta rzeczywistość może mu się ukazać jako jedyna. Nigdy jednak nie ukazuje się ona od razu i w abstrakcji, lecz dopiero po zanurzeniu się człowieka w świecie – a i tu dopiero na granicy” (Jaspers 2004, ss. 26-27)

 

    Jak więc według mnie powinien wyglądać Taniec? Według mnie nie powinien być tym, czym jest dzisiaj. „Regulowane zegarem życie, rozbite na czynności jałowe i absorbujące, w których człowiek coraz mniej się spełnia, życie niepomne siebie, przybiera postać skrajną; człowiek czuje się częścią maszyny, instalowaną raz tu, raz tam; puszczony wolno jest niczym i nie wie co z sobą począć. Ledwie zacznie odzyskiwać tożsamość, a już nienasycony moloch tego świata znów wciąga go w swe wszystko pożerające tryby – jałowej pracy i również jałowej rozrywki w czasie wolnym” (Jaspers 2004, s. 83).

Taniec powinien stanowić równowagę pomiędzy Tańcem fizycznym ciała i Tańcem duszy. Ten taniec „fizyczny ciała” powstał, kiedy jeszcze nie porozumiewaliśmy się językiem mowy, kiedy doszła do tego mowa i powstały opisy tańca filozofów wtedy zaobserwowano jego piękno i to piękno można dziś również czasami zaobserwować. Problem filozofii? „Nie od dziś przypuszcza się radykalne ataki na filozofię, neguje ją w całości jako niepotrzebną i szkodliwą. Po co w ogóle jest? Wszak nie stawi czoła niedoli” (Jaspers 2004, s. 9).

Słowo taniec się zdewaluowało, może więc filozofia posłuży tańcowi do jego odnowy, wtedy taniec nie będzie samym ruchem, ale będzie ruchem zbudowanym na myśli, a filozofia wzbogaci się o ruch.

Aby powyższe uzyskać, konieczna jest wewnętrzna niezależność. W filozofii „...filozofować znaczy przecież walczyć w każdych warunkach o niezależność wewnętrzną” (Jaspers 2004, s. 75).

W tańcu jest to zadanie również bardzo trudne, wpływ mediów, chcemy tańczyć jak gwiazdy z programów „Taniec z gwiazdami”, czy „You Can Dance”. Naszym tańcem też stara się zawładnąć trener, jeżeli skupi się na ruchu fizycznym, a wnętrzu pozwoli dojrzewać i prawidłowo wybierze charakter tancerza do charakteru tańca, wygra tancerz i trener. Jeżeli jest inaczej to mamy tylko „wytarte kalki” innych trenerów i tancerzy.

„Niezależność przeradza się w swe przeciwieństwo, gdy przypisuje sobie charakter absolutny” (Jaspers 2004, s. 76).

 

SYTUACJE GRANICZNE

    Nie wiem jak się odnieść do moich przypadków granicznych. W każdej sytuacji było to różne podejście. W młodym wieku było bardziej spontaniczne, inne też było, gdy miałem 30 lat, 40, 50 i teraz też jest inne szczególnie po chorobie. Też każdy z nas jest inny i inaczej odbiera te sytuacje w różnym wieku. Mój wiek to 55 lat, statystycznie ujmując pukam do drzwi starości. Jak umierał mój ojciec to podczas wieczornej wizyty wyszeptał „idźcie do domu, spotkamy się jutro”... parę dni wcześniej dowiedziałem się, że ojciec umrze, strasznie płakałem, a potem już nie.

 

    „...są sytuacje nie zmieniające swej istoty, nawet gdy zmieniają się ich chwilowe przejawy, a ich przemożną siłę spowijają różne zasłony: muszę umrzeć, muszę cierpieć, muszę walczyć, podlegam władzy przypadku, nieuchronnie wikłam się w winę. Te podstawowe sytuacje naszego istnienia nazywamy sytuacjami granicznymi [...]”. Dalej Jaspers pisze, że zapominamy o tym, „że musimy umrzeć, zapominamy o naszej winie i uzależnieniu od przypadku.[...] Konkretne sytuacje usiłujemy rozstrzygać na naszą korzyść. Nasza reakcja na sytuacje graniczne sprowadza się do ich maskowania, bądź też, jeśli pojęliśmy je naprawdę, do rozpaczy i odrodzenia: stajemy się sobą dzięki przemianie naszej świadomości bytu.” (Jaspers 2004, s. 13)

Mija 8 lat gdy zmarł, a ja co dzień myślę o nim, „pytam się Go” co by zrobił w mojej sytuacji, często w sytuacji granicznej. Czy wolno mi kłamać? Czy ważniejsze jest nowsze auto, kredyt i więcej pracy? Czy ważniejszy jest dom, jego ciepło, miłość? Co mam przekazać swoim dzieciom oprócz zdjęć, „murowanego domu”, „złotych pucharów” – jakie wartości? Może, dlatego cierpienie fizyczne łatwiej było mi przeżyć, gdyż zdawałem sobie sprawę, że cierpienie psychiczne jest o wiele trudniejsze.

 

    „I dlatego „dochodzimy do siebie” nie wtedy, gdy tłumimy odruch psychiki, lecz gdy wzlatujemy z tego, co nas wiąże. Musimy odważyć się być ludźmi i czyniąc, to co w naszej mocy, dążyć do wypełnionej niezależności. Będziemy wówczas cierpieć bez narzekań, rozpaczać nie tonąc w rozpaczy, doznawać wstrząsów, ale nie upadku – gdyż podtrzyma nas to, co zyskamy jako naszą wewnętrzną niezależność.” (Jaspers 2004, s. 81)

 

    Rozwód rodziców, gdy się ma 14 lat i potem odnaleziony straszny pozew oskarżający niewinną osobę, bo tak doradził adwokat! Jak z tym żyć? Myśląc, że Ty niewinny ojcze podpisałeś się pod tym wyrokiem, aby mnie Tobie nie odebrali... To jest sytuacja graniczna!!! Albo podpisze Pan, „że jest winien rozpadu małżeństwa, jest Pan osobą, która nie potrafi kochać, myśli tylko o sobie, nie kocha Pan adoptowanej córki”... i innych oskarżeń na arkusza dwie strony. Podpisze Pan ten wyrok to otrzyma Pan swojego jedynego syna... jak nie to zostanie on przy Pana już byłej żonie. Ten wyrok znalazłem po Twojej śmierci, nigdy nie dane było mi Tobie podziękować. To jest sytuacja graniczna!!! Oddajesz ten pozew własnej matce i słyszysz. „Kłamałam. Tak doradził mi adwokat”.

 

    „Gdy Jeremiasz ujrzał upadek wszystkiego, czemu służył przez całe długie życie, gdy ojczyzna i naród zdawały się zgubione, a niedobitki Żydów w Egipcie sprzeniewierzyły się Panu składając ofiary Izydzie, gdy uczeń Jeremiasza, Baruch, zwątpiwszy mówił: Słabnę od wzdychania, nie znajduję wytchnienia – odpowiedział mu Jeremiasz: To mówi Pan: Oto co zbudowałem, burzę, a co zasadziłem, wypleniam. Ty zaś chcesz szukać wielkich rzeczy dla siebie? Nie szukaj!” (1)

 

    Tato, czemu mi nigdy się nie żaliłeś, czemu nigdy nie zabraniałeś mi iść do matki, która już z innym miała następne dziecko, dlaczego? dlaczego? dlaczego?

Zapominam o swojej winie? Tak, ale bardzo rzadko, moją winą jest to, że nie potrafię wybaczyć matce!

 

gdy grałem najpiękniej jak umiałem

na wierzby fujarce swój pierwszy dźwięk

one żując leniwie patrzyły

jak polną drogą zgarbiony szedł On

 

przyszedł w te łąki najpiękniej pachnące

- zielona namiętność, wiosenny krąg,

i nie wiedząc jak to powiedzieć napełnił swe oczy

nagłym... pęknięciem dwóch serc

 

gdy wróciłem mama mówiła, że obok innego...

Wyrzuciłem ją! - z miłości serca na zawsze!...?

 - a z nią w furii fujarkę która przedrzeźniała

mój dziecięcy płacz...

 

w szkole... był taki Norwida fortepian

on też postanowił rzucić go na bruk!

postanowiłem... ten fortepian odszukać,

a gdy go znalazłem on i ja zrozumiał, że

- to, kiedy dwoje staje się jedno

 

a ja pierwsze co chciałem zrobić...

to ze struny - sznur!

już miałem go sobie uwić na szyi

i zagrzmieć! - młoteczkiem filcowym!

 

a wtedy On przyszedł do mnie

przytulił i szepnął do najbardziej cienkiej ze strun

ja będę teraz też Nią

stał się Nią! natychmiast się Nią stał!

bo kto w chorobie śmiertelnej jak nie Ona

cierpi, a na swe ciało potrafi przyjąć z miłości

do dziecka nawet śmierci ból?...

 

to, Ty! – stanąłeś przed Nim,

i nagle powiedziałeś

teraz ja potrzebuję Cię...

miliony! - białych fortepianów

w twe Matczyne ręce dam!

 

nawet nie zdążyłeś się pożegnać

wziąłeś kamerton i powiedziałeś

teraz jestem gotów dziękuję Ci za czas

wytłumacz tylko jeszcze jemu,

że na mnie nadszedł czas...

 

Kochanemu Ojcu – syn.

(Inspiracja: Polski Teatr Tańca – „Carpe diem”)

cdn. (Bardziński 2009, ss. 7-8)

 

    „...sytuacje graniczne [...] jeśli pojęliśmy je naprawdę, do rozpaczy i odrodzenia: stajemy się sobą dzięki przemianie naszej świadomości bytu [...]. Skoro zaś zagrożenie mija, a nam udało się je przeżyć, znowu zapominamy o sobie, pogrążając się w przeżywaniu szczęścia. Ale dzięki takim doświadczeniom człowiek zmądrzał.” (Jaspers 2004, s. 13)

„Sposób w jaki sposób człowiek doświadcza klęski, rozstrzyga o tym, kim się staje.” (Jaspers 2004, s. 15)

 

    Czy wobec tego nie przeżywam szczęścia? Przeżywam i ciągle do niego dążę jest to jeden z najważniejszych moich celów. Uważam jednak, że przeżywanie szczęścia – będzie ono chyba większe jak wyrośnie ono na doświadczeniu nieszczęścia.

Człowiek nawet młody w nieszczęściu staje się uważny, walczy, chce jak najszybciej z niego wyjść, dlatego potem potrafi cieszyć się każdą sekundą szczęścia każdą drobnostką i potrafi jeszcze tą drobnostką dzielić się z innymi.

 

    „Ze źródła, jakim są sytuacje graniczne, wypływa zasadniczy impuls, który w klęsce każe szukać drogi do bytu.” (Jaspers 2004, s. 15)

 

TANIEC A SYTUACJE GRANICZNE – WOLNE MYŚLI

    W tańcu według mnie nie ma sytuacji granicznych, jest konfrontacja, spełnianie własnych ambicji i chęć zaimponowania innym. Tak było ze mną, jak przegraliśmy turniej taneczny byliśmy załamani – mieliśmy dosyć tańca! A gdy wygrywaliśmy znowu zaczynaliśmy się martwić, kiedy to zwycięstwo zostanie nam odebrane.

Od tego się nie umiera. Według mnie sytuacja graniczna jest wtedy, gdy jesteśmy zmuszeni podjąć bardzo ważną decyzję – ratującą życie, swoje lub kogoś innego, czasami decyzja ta musi być podjęta w ciągu ułamku sekundy, rzadziej mamy czas.

Czy wobec powyższego, sytuacją graniczną związaną z tańcem, może być następująca opowieść?

Załóżmy, że chłopak pochodzi z domu, w którym ojca opuściła matka dla innego mężczyzny. Chłopak ten poznaje dziewczynę, w której domu też nie za bardzo się układa. Chłopak i dziewczyna bardzo się kochają i rozumieją swoje problemy. Dziewczyna ta po pięciu latach znajomości zostaje jego żoną, po pewnym czasie mają dwójkę dzieci.

Wzajemnie spełniają sobie prawie wszystkie życzenia. Chcą, aby ich dzieci i ich małżeństwa nie spotkało to, co stało się w ich życiu.

Żona po przeszło dwudziestu latach małżeństwa chce tańczyć, wspólnie wybierają odpowiedni kurs i uczęszczają sumiennie dwa razy w tygodniu na zajęcia. Tak ich pochłania taniec, że po roku trenują pod okiem instruktora w każdy dzień. Instruktor to zauważa, nawet się razem przyjaźnią. Po pewnym czasie sytuacja się zmienia jest coraz gorzej, trener nie ma już, czym zaimponować małżeństwu. Małżeństwo zauważa również, że ludzie tańczą inaczej, niektóre pary cieszą się tańcem, widzą w ich tańcu jakąś historię, a przede wszystkim miłość!

Po czterech latach instruktor po całodziennym treningu nawet już nie tylko krzyczy, ale podnosi rękę na mężczyznę, żona to widzi. Mężczyzna przechodzi nad tym z urażoną dumą, ale na drugi dzień jak gdyby nic trenuje dalej. Gdy po kilku dniach instruktor „naśmiewa” się z jego żony i ona płacze w odosobnieniu, mężczyzna postanawia skończyć z tą sytuacją. Nie, nie bije po mordzie instruktora, nie namawia też żony żeby zrezygnowała z tego, co tak strasznie kocha – Tańca.

Myśli – „Przecież ten instruktor nie jest jedyny na świecie, czy wszyscy są tacy źli? Podczas turnieju zauważyli jak pięknie tańczył Jan Kliment z Petrą Kostovičkovą, para ta wygrała ten turniej, należało się im, naprawdę cieszyli się tańcem. Muszę jechać do jego klubu Akcent w Ostrawie, przecież nie mamy tam tak daleko, warto spróbować”.

Po niedługim czasie trenują już w klubie tanecznym Akcent Ostrawa u Jaroslava Kunes’a tańce latynoamerykańskie, a tańce standartowe zaczynają trenować u Maćka Zakliczyńskiego w Siemianowicach.

Po pewnym czasie małżeństwo zaczyna uczęszczać do Wyższej Uczelni o kierunku taniec. Są nierozłączni, ale są też najstarsi w grupie, może z tego względu trudno się im zaadoptować wśród młodzieży. Nie chcą uciekać z zajęć. Mężczyzna ma również problemy w tańcu, kobieta pomimo różnicy wiekowej jednego pokolenia daje sobie radę. Większość wykładowców widząc ich zapał i ich miłość bardzo to szanuje. W przededniu ukończenia Uczelni, gdy dochodzi do ostrego starcia pomiędzy wykładowcą, a jednym ze studentów zagrożonym niedopuszczeniem do egzaminów końcowych, mężczyzna staje u jego boku i mówi: „Jak Michał ma opuścić tą Uczelnię to razem ze mną”, cała grupa staje w opozycji do wykładowcy. Michał zostaje dopuszczony do egzaminów. Ten egzamin to występ taneczny, gdzie w pierwotnej wersji małżeństwo miało dużą część roli zagrać za kulisami. Na to nie pozwala jedna z najbardziej liczących się osób w Polskim tańcu. Mówi: Takiego małżeństwa w tej Uczelni już nigdy nie będzie...

Przedstawienie dyplomowe: Kurtyna „idzie” w górę. Ciemno. Scenę powoli oświetla światło pokazując dwie postacie, postać mężczyzny przemawia:

cd. (Bardziński 2009, s. okładka, s. 66).

...

Przeto, Błagam Was, moi Stroiciele,

nastrójcie ostatnią strunę mą,...

która jest akordem,

ciała fortepianu,...

 

Błagam! Choć wiem, że to jest trudne,

bardzo się śpieszcie!

Musicie!!!... – zdążyć!, zanim odejdę do Niego,

- to, kiedy dwoje staje się jedno,

 

I powróci ON, w te łąki najpiękniej pachnące,

z głową dumnie w górę uniesioną,

- zielona namiętność, wiosenny krąg,

 

a ja JEMU I WSZYSTKIM,

 w podziękowaniu za wszystko,

 zagram,... - zagram najpiękniej jak umie,...

- taki taniec, kiedy wszyscy tańczą w kole.

 

Teraz ona powtarza:

taki taniec, kiedy wszyscy tańczą w kole...

taki taniec, kiedy wszyscy tańczą w kole...

 

Następnie przemawia cała grupa:

taki taniec, kiedy wszyscy tańczą w kole...

taki taniec, kiedy wszyscy tańczą w kole...

Oświetlenie przechodzi na z tyłu ustawioną grupę tancerzy. Rozpoczyna się taniec.

 

    Przychodzą sukcesy, wraca uśmiech, taniec staje się zabawą, no, a potem żeby już nie ciągnąć dalej tej opowieści skróćmy ją:

Jarda Kunes´ tańczy, a potem sędziuje między innymi Jana Klimenta w czeskiej edycji tańca z gwiazdami.

Maciek Zakliczyński jest jednym z głównych choreografów w polskiej edycji tańca z gwiazdami i w programie „You Can Dance”.

 

    Czy w tej opowieści była sytuacja graniczna związana z tańcem?

 

    Może odpowiedź znajdziecie w książce „do stroicieli białych fortepianów” – witolda bardzińskiego, którą wydał podobno za pieniądze uzyskane ze stypendium za wyniki w nauce... dlatego nie ma jej w sprzedaży, rozdaje ją podobno tym jak on to ich nazywa... LudziomTańca.

 

21.04.2010 r. – wynik PSA = 0,09 ng/m

 

PHILEOCHOREOSOPHIA A SYTUACJE GRANICZNE

    Proponuję tym, którzy w równowadze poszukują połączenia ruchu fizycznego ciała i duszy nazwać uprawnianą przez nich sztukę phileochoreosophia, a ją uprawiających nazwać phileochoreosophiami. Żeby nie dopuścić do zdewaluowania tych słów trzeba wyznaczyć od razu następującą ścisłą definicję:

 

    „Phileochoreosophia jest sztuką, której się nie można nauczyć. Można ją poznawać”.

 

    „Szukanie, a nie znajomość kroków stanowi istotę phileochoreosophii. Phileochoreosophia oznacza bycie w drodze. Jej pytania są zawarte w ciele i duszy człowieka, w ruchu i bezruchu gdzie pytania są istotniejsze od odpowiedzi, a każda odpowiedź jest w ciele i duszy człowieka, w ruchu i bezruchu przemieniając się w nowe pytanie.” (2)

 

    W grudniu 2007 r. uczestniczyłem w uczelnianych zajęciach z prof. Ewą Wycichowską (3):

 

    „Dzień pierwszy:

... Pomogę wam w technice i technice wyrazu w Waszym przedstawieniu, a zarazem prośba, pomyślcie o swoim „Carpe diem”.

Żeby było wam łatwiej i chcąc pobudzić trochę wasze struny, zobaczycie „moje dzieci tańca” (Tancerze Polskiego Teatru Tańca) w przedstawieniu wieczornym. Posadzę was tak blisko, że będziecie nie tylko widzieć wszystko, ale też poczujecie oddech Moich Tancerzy... Potem był kwiatek, przesłanie energii i walczcie.

 

    Przyznam szczerze po wieczornym występie byłem zmęczony (występ studentów WSU na scenie teatru w Kielcach), ale również delikatnie pobudzony. Spowodowało to napisanie po przyjściu z teatru dwóch moich przemyśleń, jedno to moje „Carpe diem”;

 

Moje – „Carpe diem”.

Moje „Carpe diem” to jest cytat Jurija Andruchowicza („51 tekst 3...chuju-muju”), nie potrafię tańczyć klasyki, tańca współczesnego, nowoczesnego ani dobrze, żadnego innego. Bo jak odcinając się od przeszłości i przyszłości zatańczyć „Wspomnienie” – Czesława Niemena.

Tańczyłem ten taniec przeszło 30 lat temu,...nie potrafiłem tańczyć i tańczyłem!, czułem („265 Jedenasty krąg – to, kiedy dwoje staje się jedno”). „Tu i teraz” chciałbym zatańczyć nie to, co teraz czuję, bo tego zatańczyć się nie da, bo jak zatańczyć złość na komputery, dzisiejsze wyuzdania, kiedy nie tylko, na co dzień, ale też, w tv, bohaterami są, „rozbite małżeństwa”, „mężczyźni sterydy w swych opasłych bmw”, i kobiety z „pleksi biustem”,...

Chciałbym, zatańczyć, obraz mojej przeszłości – wioskę Marunowo z wiatrakiem, z pięćio kilometrowym niedzielnym wyjściem do kościoła – polną ścieżką wśród pól, zapachu zboża i nawet zbyt krótkich spodenek (188 Piąty – zielona, namiętność, wiosenny krąg),...

Dlatego, uczę się tańczyć dla przyszłości, bo chciałbym kiedyś zatańczyć „Wspomnienie”, Niemena tak, żeby znowu (265 Jedenasty krąg – to, kiedy dwoje staje się jedno).

Mam jednak jedno pytanie czy starczy mi życia (bo „tańczę” dziewięć lat i czuję jakbym się oddalił o te dziewięć lat).

Proszę o pomoc „CARPE DIEM”!.

Kielce; 01 grudzień 2007 r.

 

    [...] Drugi dzień, – to „rozgrzewka – ciała, umysłu” i próba wydobycia z nas odpowiedzi, – co to jest wyraz sceniczny, dokonany tańcem? Moja praca, jak bym przedstawił – moje

Carpe diem”, jest trochę zgodna z moimi myślami, ale samo przedstawienie jest dla mnie męczące, nie czuję tańczących obok mnie, nie potrafię pokazać tego, co bym chciał.

 Dzień trzeci, – film i niezrozumiałe słowa, przesłanie –

„ Tina (Bausch) jak widzisz przyszłość?,.. – Ja nie wiem, ponieważ, w Świecie jest tyle problemów, Chciałabym mieć dużo siły i miłości”.

Pomyślałem, po co Ci siła? – Przecież na pewno, nie po to, aby zawojować Świat!

Znowu fajna rozgrzewka, w głowie pozostają jednak słowa Tiny, która też mnie pyta, – „czego ty witku, chcesz”?

Pani, Profesor wie, o co „chodzi”

– pomyślcie i przedstawcie sami lub w swoim gronie, swoje „Carpe diem”.

Widzę Piotra! Szukającego za oknem natchnienia.., Tak zgadza się, tam jest moje dzieciństwo i szkoła, – krótka ścieżka do kosza i wyrzucenie lnianej koszuli, los spowodował, że szybko musiałem stać się dorosłym, kroki do pracy za granicę, po pieniądze, życie jest jedno, myślenie na krześle, czas wracać do rodziny do kraju, ciężko iść (ciągnięcie krzesła, zdejmowanie butów, części garderoby) z bagażem doświadczeń i dobrych ciuchów, trzeba to wszystko rzucić, do kosza, a wyjąć, na powrót, lnianą koszulę.

KŁAMIĘ! – (Tak, bo nie czuję, że stoję przed Stwórcą),

A TY NIE KŁAMIESZ? – (Z pretensją, – że to Ty, obiecałeś, że każdy otrzyma dwa talenty).

Porzucam wszystko, ale za zatrzaśniętymi drzwiami, już wiem, dałeś mi jeden talent, więc wracaj i proś o Carpe diem. Jak ładnie Robert prosił wszystkich Bogów Świata,... Ale On nie widzi mego Boga, dlatego się odwraca,... ja natomiast przepraszam GO, za to, że GO wykorzystałem, dla tak marnego aktora.... Z radością, idę z Piotrem i Karoliną do Michała i Reni, są szczęśliwi piją wódkę, ja też piję, piję za zdrowie Tiny – już wiem ile to trzeba mieć siły, aby wybrać tancerzy z ich problemami, ich szczęściem i troską, aby sztuka tańca naprawiała, – Świat z jego mnogością problemów... Ja po tym krótkim niech mi Pani pozwoli to nazwać tańcem, jestem wykończony, psychicznie i fizycznie, milion razy bardziej jak po tym, co robiłem jeszcze w sobotę na scenie. Wlazło coś we mnie i już chyba nie wyjdzie, obojętnie, co to jest, to za to Pani Profesor i „Pani tanecznym – dzieciom” z całego serca dziękuję „Carpe diem”.

 

    Dlatego, moim skromnym zdaniem nie możemy mówić o tańcu i sytuacjach granicznych. Sytuacje graniczne wystąpią dopiero w połączeniu z phileochoreosophią. Wracam do Piny Bausch, to Ona będąc w sytuacji granicznej, wiedząc, że śmierć jest kwestią godzin postanowiła te godziny poświęcić temu czemu podporządkowała całe swoje życie:

 

„kochać – taniec – mądrość”

 

            *

 

taniec...

taniec się zdewaluował

kwiaty...

nie pachną łąką

człowiek...

tak trudno go spotkać

 

filozofia...

przestała być modna

słońce...

przesłonięte globalizacją

bóg...

za złotą kartą

 

powróćmy do Chorei

dodajmy myśl Filozofa

powąchajmy Pierwiosnki

ucałujmy kłos Zboża

wyjdźmy naprzeciw

Światłu przeznaczenia

 

Filochoreozofia

kochać-taniec-mądrość

to tu

Człowiek spotka Człowieka

Razem odnajdą Boga

i wtedy Naturę

Słońce oświetli.

 

Gliwice, Warszawa 08.02.2010 – 18.05.2010 r.

Witold Bardziński

 

PRZYPISY

(1) Cyt. za Jaspers 2004, s. 26 – Cytaty z Księgi Jeremiasza (Jr 45, 3-5) wg Biblii Tysiąclecia, wyd. III poprawione. Poznań-Warszawa 1980, s. 956 (przyp. tłum.).

(2) Adaptacja części tekstu – Japsers 2004, s. 8: „Szukanie, a nie posiadanie prawdy stanowi istotę filozofii. [...] Filozofia oznacza bycie w drodze. Jej pytania są istotniejsze od odpowiedzi, a każda odpowiedź przemienia się w nowe pytanie”.

(3) Wybór z tekstu pracy semestralnej Witolda Bardzińskiego, Wyższa Szkoła Umiejętności Kielce, przedmiot – Kompozycja tańca, wykładowca prof. Ewa Wycichowska

 

BIBLIOGRAFIA

Bardziński W. (2009), „do stroicieli białych fortepianów”, Wydawnictwo Bes, Gliwice, ss. 7-8.

Dąbrowska G. (2005/2006), „Leksykon, Taniec w polskiej tradycji”, Warszawa

Dubisz S. (2003), „Taniec” w: „Uniwersalny Słownik Języka Polskiego PWN”, Warszawa

Hipokrates, „Przysięga” (wybrany fragment pozyskany 27.02.2010 na stronie: http://www.bibl.amwaw.edu.pl/hipokrates.htm)

Jaspers K. (2004), „Wprowadzenie do filozofii”, Wrocław

Kubinowski D. (2000), „Taniec choreologia humanistyka”, Poznań

Lange R. (2009), „O istocie tańca i jego przejawach w kulturze”, Poznań

Wojnowski J. (2005), „Taniec” w: „Wielka Encyklopedia PWN”, Warszawa