WILHELM
STEKEL
POEZJA
I NERWICA. PSYCHOLOGIA ARTYSTY
Treść
artykułu: I. Poezja i sen, II. Parapatia i paralogia, III. Tendencje kryminalne
i pragnienie twórcze, IV. Goethe i inni, Przypisy, Bibliografia.
I.
POEZJA I SEN
Tołstoj, pracując w małej
szkole powszechnej, pewnego dnia wpadł na pomysł, by zbadać poetyckie zdolności
wiejskich dzieci. Zaczynał opowiadać im historyjkę i jeszcze zanim zdążył
dojść daleko, prosił by kontynuowały ją na swój własny sposób. Pierwsza
próba okazała się tak udana, że przez kolejne dni zadowolił się przyjęciem
roli słuchacza, podczas gdy jego podopieczni dawali upust porywom fantazji. Był
zdumiony zapałem, z jakim prezentowali oni swoje pomysły, ich wspaniale bogatą
obrazowością, rozmachem poetycznej inspiracji oraz pięknem i siłą wyobraźni
w łącznym produkcie ich twórczości. Zreasumował, że najsławniejsi pisarze
nie mogliby wymyślić tak cudownych opowieści, jakie uplotły razem te małe,
proste, niedoświadczone wiejskie dzieci.
Doświadczenie to jasno
uczy nas faktu, który być powinien uznany dawno temu – że w każdym dziecku
drzemie twórczy artysta. Dziecko wypełnia świat nieożywiony tworami własnej
wyobraźni. Kawałek drewna staje się lalką, lalka, dzieckiem, dziecko, synem
króla; krzesło staje się pociągiem, kawałek darni, tunelem, a mały cynowy
żołnierzyk jego specjalnym strażnikiem. Następnie mały artysta z szybkością
błyskawicy wyrusza w ten rozległy świat. Przez godzinę smakuje przygód tysiąca
istnień. Jak każdy artysta, dziecko zamieszkuje „drugi” świat, będący
jego tworem. „Byłoby niesprawiedliwie utrzymywać”, stwierdza Freud, „że
ono [dziecko] nie odbiera tego świata na poważnie; wręcz przeciwnie, jego
zabawa jest poważną sprawą i angażuje jego najszczersze uczucia. Przeciwieństwem
zabawy nie jest szczerość, lecz rzeczywistość” (Freud 1909).
Dorośli także starają
się uciec od szarej, wiecznej jednostajności rzeczywistości do pełnego
rozmaitości, wielobarwnego królestwa fantazji. Ponieważ żywioł artystyczny,
drzemiący w piersi każdego człowieka i tak bogato wyrażany w dzieciństwie,
nigdy w nas nie umiera. Może się on wycofać do zakurzonego kąta duszy, może
zostać zakryty pajęczynami codziennego życia i tam bezpiecznie ukrywać się
przed światłem świadomości. W snach potajemnie budzi się do nowego życia i
przystrojony w czerwone szaty władcy dumnie kroczy przez niezwyciężone,
nieskończone królestwo snów. Każdy, kto śni jest artystą. Artysta
przedziera się przez ustępującą skorupę świadomości ku światłu jasnego
dnia. W marzeniach przywołujemy przed oczy naszej wyobraźni wszystkie rodzaje
przygód, które wzmagają iluzję szczęścia.
Freud słusznie zauważa,
że „człowiek szczęśliwy nie jest uzależniony od snucia fantazji, robią
to jedynie ludzie nieusatysfakcjonowani”. Lecz, czy na tym szerokim świecie
istnieją ludzie tak niezmiernie szczęśliwi, by mogli nie oczekiwać nic więcej
od życia? Bajka o koszuli szczęśliwego człowieka jest dobrze znana; król
wysłał po nią swoich ludzi, by móc zostać uzdrowionym. Wysłannicy królewscy
szukali wszędzie, aż w końcu odnaleźli szczęśliwego człowieka, lecz –
człowiek ten nie miał koszuli! Oznacza to, że człowiek taki nie istnieje,
jest on jedynie wizją, marzeniem stworzonym przez artystę. Obojętne jest, czy
tym poetą był pojedynczy człowiek, czy lud.
Myśl ludowa jest
nieustannie zaangażowana w artystyczne snucie fantazji. Bajki i mity są myślami
z ludzkich marzeń sennych. Nasza rasa wiecznie pozostaje dzieckiem. „Mit
stanowi zachowany fragment dziecięcego życia mentalnego naszej rasy, a
marzenie senne jest mitem jednostki” (Abraham 1908). Zatem widzimy, że
artystycznymi kreacjami rasy są jej sny. Jak do tego dochodzi?
Zasadniczo nie ma różnicy
między snem i poezją. Każdy, kto opanowuje sztukę rozwiązywania
symbolicznych tworów snów jest ciągle zdumiony wysoką umiejętnością
artystyczną przeciętnej osoby. Sen przeciętnej osoby ujawnia nam jej
artystyczny żywioł. Ujmując to dokładniej, sen wyzwala go z więzów. Poeci
wiedzieli o tym na długo przed tym, jak psychoanaliza naukowo fakt ten udowodniła.
Na przykład Hebbel w swoich dziennikach zauważa (03.06.1897) odnośnie „pięknego,
choć makabrycznego” snu Christine, jego ukochanej: „Moje odczucie, że sen
i poezja są identyczne coraz bardziej się sprawdza”. Podobne twierdzenia
odnajdziemy u Schopenhauera i Jeana Paula (1).
Przenikliwością swojej
intuicji Hebbel i Schopenhauer odkryli fakt fundamentalny. Sen i poezja są
prawie identycznymi mechanizmami. Sen czerpie swoją treść z głębi nieświadomości.
Czyż prawdziwy talent artystyczny nie polega właśnie na wykorzystywaniu sił
nieświadomości? Goethe stwierdza, że większość swoich wierszy napisał w
nocy, w transie zbliżonym do snu (2). Inni poeci relacjonują podobne doświadczenia.
Ekstaza artysty, płonące pragnienie twórcze, gorączka tworzenia są stanami
podobnymi, w których świadomość zniekształcona jest przez pewien stan
somnambulistyczny poprzez autosugestię, innymi słowy, pewien sen. Dziecko również
czerpie swoją zdolność twórczą z nieświadomości. Dziecko także posiada
zdolność do śnienia z otwartymi oczami.
Zostaliśmy
doprowadzeni, na razie jedynie w oparciu o te powierzchowne obserwacje, do
postawienia poezji i nerwicy w apozycji. Jako że nerwica objawia się w
podobnych okolicznościach. Osoba histeryczna posiada zdolność do wycofywania
się ze świata rzeczywistego, który jest subiektywnie odbierany jako nie do
zniesienia i do odnajdywania schronienia w królestwie nieświadomości. My,
lekarze, nazywamy to atakiem histerii. Manifestacje emocji takich osób (»attitudes
passionelles»), żywa mimika ich twarzy, wyjawiają zastępczą gratyfikację w
królestwie największego napięcia emocjonalnego.
Także wiemy dziś –
dzięki wspaniałym badaniom Freuda – że świat w którym histerycy zanurzają
się podczas ataku jest królestwem Erosa – erotyzmem pozbawionym zahamowań
moralności czy religii, pozbawionym zakazów etyki i zwyczaju. Zanurzają się?
Z zachowaniem rzetelności moglibyśmy równie dobrze powiedzieć, że osoby te
potrafią „wśnić się” do tego królestwa! Osoba histeryczna wywołuje
sytuacje, których urzeczywistnienia uparcie odmawia jej życie lub takie, których
w rzeczywistości nie można oczekiwać lub nawet zaakceptować. Podążając za
tym procesem jeden krok dalej odkrywamy, że każdy neurotyk posiada zdolność
do życia w drugim świecie. Dzieli on swoją uwagę między sen i rzeczywistość.
My (rzekomo) normalni
ludzie także mamy marzenia dzienne, fantazje, które prowadzą nas do drugiego,
bardziej zharmonizowanego świata, do królestwa spełnienia marzeń. Gdzie leży
różnica? Dlaczego histeryczna osoba skrywa się w swoim ataku, podczas gdy
„normalna” osoba pozwala sobie na fantazje, które jedynie wabią ją do
przyćmionego stanu półsnu, nie okradając jej całkowicie z krytycznej zdolności
świadomości?
Różnica
ta bierze się z faktu, że dla neurotyków – możemy tu z wystarczającą
precyzją użyć terminu „znerwicowanych” – fantazje te są nie do
zniesienia w świadomości. Co więcej – oni nawet nie są świadomi swoich chęci.
»Neurotyk jest nieświadomy natury swoich tęsknot. Jego pragnienia są wyparte«.
Jak wykazałem w monografii „Causes of Nervousness”, każdy neurotyk jest
ofiarą konfliktu psychicznego. Życzenia nieświadomości są w konflikcie z
pragnieniami świadomości.
Potwierdza się to nie
tylko w przypadku osób histerycznych, lecz także w przypadku wszystkich
neurotyków. Bez wątpliwości wszyscy ludzie żyją pod przymusem represji
nieznośnych skłonności. Indywidualny zakres przeciętnej represji stanowi
miarę stopnia predyspozycji neurotycznych, jakie może wykazywać każdy z nas.
Można to również nazwać „ukrytą” nerwicą „normalnej” osoby. Jednak
ostatecznie, w przypadku osób normalnych, wypierane skłonności całkowicie
przestają być odczuwane. Objawiają się one jako niemrawe przeżytki lub
przejawiają się pod postacią reliktów emocjonalnych podczas naszych snów.
Neurotyk, w odróżnieniu, do swoich wypartych kompleksów podczepione ma ołowiane
ciężarki silnych afektów. Jest ofiarą niewytłumaczalnych nastrojów, których
najgłębszymi przyczynami są obciążone emocjami skłonności, które
wzbierają w nieświadomości. Posiada on osobowość podzieloną, rozwarstwioną,
„rozbitą” w znaczeniu »Nestroyowskim«. Świadomość i nieświadomość
stoją ze sobą w niemożliwej do pogodzenia sprzeczności.
Represja nadaje nieświadomości
zbyt dużą władzę. Począwszy od najwcześniejszych etapów dzieciństwa
wszystkie nieprzyjemne afekty są wypierane do nieświadomości, wszystkie
zakazane gratyfikacje, wszystkie niemądre i palące żądze są szczelnie
zamknięte w wewnętrznej komnacie, z dala od świata zewnętrznego. Nagle te
podziemne siły zaczynają wrzeć i dudnić. Na początku może to być jedynie
delikatne pukanie w ściany. Później te wewnętrzne głosy stopniowo stają się
coraz głośniejsze, tajemnicze dążenia prą do przodu, są żądne światła,
ekspresji, próbują zawładnąć duszą. „Nieświadome kompleksy” włamują
się do świadomości. Lecz świadomość woli pozostać „głucha i niema”.
Odmawia uznania tych ukrytych życzeń. Z walki między nieświadomymi dążeniami
i świadomymi zahamowaniami powstaje, jako skutek połowicznego oporu i połowicznego
ustępowania, »uzewnętrzniona« nerwica.
W przypadku artysty także
zauważamy rozwarstwienie osobowości. Mechanizm wyparcia ma w swej władzy również
artystę. Jest on ofiarą dysonansu między świadomością i nieświadomością,
który prowadzi do »konfliktu psychicznego«.
Na czym polega różnica
między nim a neurotykiem?
Rank stwierdza (1907):
„Ciągłe wypieranie konkretnych instynktownych pragnień i sprzyjanie innym,
względem ich skrajnie przeciwstawnym, wraz z przemijaniem pokoleń staje się
czymś w rodzaju drugiej natury, a ze strony jednostek wymaga stopniowo malejącego
umyślnego oporu. Jednocześnie proces ten wytwarza odczucie wyższego przymusu
u tych jednostek, w których obydwie natury cały czas aktywnie toczą ze sobą
wojnę.
Konflikt nie zostaje uświadomiony
w przypadku osób normalnych, ponieważ ogólnie jest przez nie postrzegany jako
coś obiektywnego, a z uczucia jakie wzbudza szybko się oczyszczają poprzez
sen (nieświadomie); lecz te szczególne jednostki – artyści – projektują
na swoje „ja” u szczytu sił jednostkowych ten konflikt wraz z towarzyszącym
jemu afektem, w ten sposób, że w ich przypadku staje się on zbyt potężny,
aby można było pozbyć się go przez sen, przynajmniej w takim stopniu, by nie
tworzył chorobliwego napięcia. W rezultacie artysta stara się uwolnić z
konfliktu przez wyrażanie go za pośrednictwem swoich artystycznych dzieł, co
z kolei przypomina tworzenie mitów.
Z psychologicznego
punktu widzenia artysta znajduje się między śniącym i neurotykiem; ich
subiektywny proces psychiczny jest u podstaw taki sam, jak u innych, różnica
leży w intensywności i zależy od miary ich zdolności artystycznych.
Najbardziej wzniośli artyści – dramaturdzy, filozofowie i „założyciele
religii” plasują się najbliżej neurotyków – najniższego rodzaju śniących”.
Zatem całkiem daleko
zaszliśmy opierając się na założeniu, że artysta jest normalną osobą, która
w pewien sposób różni się od neurotyka. Zauważyliśmy, że Rank ma pogląd
podobny.
Ja jednak nie mogę się
całkowicie zgodzić z tą opinią. Moje badania przekonały mnie, że między
neurotykiem a artystą nie ma zasadniczej różnicy. Nie każdy neurotyk jest
artystą. Każdy artysta jest jednak neurotykiem. Nie chciałbym być tu niewłaściwie
zrozumiany. Nie staram się zaszufladkować wszystkich artystów jako
„anormalnych”.
Nie planuję powtórzyć
błędów Lombroso i Nordau. W bardzo sugestywnej pracy Löwenfeld (1903) dowiódł,
że nie istnieje zagadnienie „degeneratywnej psychozy typu epileptycznego” w
przypadku geniuszu, w znaczeniu zasugerowanym przez Lombroso. Według tego
badacza geniusz ma swoje korzenie w zdrowiu, a nie w chorobie. Lecz któż jest
w stanie wytyczyć dokładną granicę między chorobą a zdrowiem?
Gdzie kończy się to,
co normalne, a zaczyna patologiczne? Już od samego początku wskazywałem, że
w rzeczywistości osoby całkowicie normalne nie istnieją. W piersi każdej
osoby drzemie odrobina nerwicy. Ta drzemiąca odrobina stanowi podstawę
wszelkiej zdolności twórczej.
II.
PARAPATIA I PARALOGIA
Nerwica tworzy się
przez proces psychicznej stagnacji. Wzbraniające siły zahamowań silnie
powstrzymują nasze wrzące afekty. W rezultacie te ostatnie tworzą dla siebie
fałszywe drogi ujścia, uwalniają się pod postacią symptomów neurotycznych.
Lub próbują przezwyciężyć zahamowania poprzez artystyczną sublimację. Cała
działalność artystyczna jest wyzwalaniem nadmiaru energii, wypływem pod
presją zahamowań. Nigdzie nie objawia się to lepiej niż w koncepcjach
poezji. W przypadku muzyka element osobowy zanika pod formą ekspresji zdolnej
do odtworzenia dowolnego nastroju, ale żadnej myśli. Malarz wyraża nastroje
jak i myśli. Lecz w swoich kreacjach poeta ujawnia analizę swojej własnej
nerwicy. Może on najszczerzej w świecie pragnąć ukryć swoje osobiste myśli,
ale zawsze jest skazany na niepowodzenie. »Każda poetycka kreacja jest
wyznaniem«!
Psychiczna anormalność
wyjawiana przez siły twórcze była znana badaczom od dawna. Próbowano nawet
powiązać geniusz z obłędem! Hipoteza ta, z którą związane jest nazwisko
Lombroso prawdopodobnie była już wcześniej postawiona przez Arystotelesa (vide
jego „nullum magnum ingenium sine mixtura dementiae fuit”), który
przypisywał inspirację poetycką silnemu napływowi krwi do mózgu. Nordau uszczegółowił tę koncepcję przypisując kilku współczesnych
poetów do typu „degeneratów”, inni dzisiejsi psychiatrzy i neurologowie
jednostronnie przychylają się do „degeneracyjnej” lub „psychotycznej”
teorii geniuszu. Geniusz poetycki był także utożsamiany z obłędem. Próba napiętnowania geniuszu jako objawu „degeneracji”
opiera się na błędnym przedstawieniu tej kwestii. Sloganem „degeneracja”
próbowano tu wytłumaczyć najgłębsze zagadnienia zdolności twórczej.
Twierdzenia Lombroso i
Nordau, którzy w swoich dobrze znanych pracach zredukowali koncepcję artyzmu,
oscylują na granicy śmieszności. Nie ma nic tak infantylnego jak próba oceny
artystów i usprawiedliwiania ich istnienia względem (całkowicie
hipotetycznych) kanonów „normalnego” człowieka. Według Nordau nawet
Richard Wagner, Tołstoj, Ibsen i Maeterlinck są niczym innym tylko
„zdegenerowanymi grafomanami”.
Najwyższa pora byśmy
porzucili infantylne rozmowy na temat „degeneracji” i „dziedzicznego
naznaczenia”. Artyści nie są degeneratami. Są neurotykami; a nerwica jest
jedynie rezultatem postępującego kulturalnego poziomu istnienia. Nerwica kształtuje
tło dla wszelkiego postępu. To ona powoduje, że filozof zaczyna poszukiwać,
ona prowadzi wynalazcę do rozwiązania ważnych problemów, ona umożliwia artyście
tworzenie najbardziej wzniosłych dzieł. W tym rozumieniu nerwica jest w
rzeczywistości kwiatem na drzewie ludzkości. Bez neurotyków nie
przekroczylibyśmy jeszcze ABC postępu kulturalnego.
Ale slogany, jak już
raz staną się popularne, zyskują olbrzymi poklask. Geniusz artystyczny jest
domeną obłąkanych – głoszą ci znawcy psychiki. Jakich to przecudownych
diagnoz nie wystawili! Lombroso mówił o „mattoidach” i „grafomaniakach”.
Nordau o „degeneracji” (zawsze również mówił o histerii jako
degeneracji), Magnan o „dégénerés supérieurs”. Współcześni
psychiatrzy zrobili o jeden krok więcej i przeprowadzili bardziej wnikliwe
diagnozy.
Nie osiągnięto
porozumienia odnośnie tego, co jest rzeczywistą naturą omawianego obłędu.
Niektórzy badacze mówią o dementii praecox lub o paranoi inni opowiadają się
za cyklotymią (zaburzeniem maniakalno-depresyjnym). Moebius, który w każdym
geniuszu dostrzegał degenerata w znaczeniu zasugerowanym przez Magnana (Och,
ileż złego ten człowiek uczynił w psychiatrii!) podzielił geniusz na trzy
grupy, wszystkie podporządkowane pod kategorię „degeneracje”: cyklotymia,
dementia praecox i paranoja. Oświadcza, że: „Luther, Goethe, Schopenhauer,
Cowper, Gérard de Nerval byli cyklotymikami; Lenz, Hoelderlin, C. F. Meyer,
Robert Schumann, Scheffel cierpieli na dementię praecox; podczas gdy Tasso,
Rousseau i Gutzkow cierpieli na paranoję (dementia paranoides)”. (Moebius
1907)
Cóż za mizerna lista w
porównaniu z nieskończonym szeregiem genialnych ludzi! Tasso, Rousseau i (cóż
za dziwne sąsiedztwo) Gutzkow – jest to raczej niewystarczająca liczba
przedstawicieli, by opierać na niej tak dalece idącą hipotezę! Jeśli ktoś
pozwala sobie na taki arbitralny wybór z podobną łatwością można by było
dowieść, że bycie szewcem ma pewne powiązania z dementia praecox! Można
znaleźć pewien pierwiastek zaburzeń mentalnych pośród określonej liczby osób
w dowolnej profesji.
Artysta nie jest obłąkany!
Ma mentalnie anormalną osobowość, jak każdy neurotyk. Jego mózg funkcjonuje
w sposób normalny. Wykazuje nawet nadmiar energii twórczej. Ale jego dusza nie
jest w stanie równowagi. Nie planuję tutaj kontrastować mózgu i duszy.
Dusza, w znaczeniu powszechnym, jako ośrodek procesów afektywnych – jest ujęciem
funkcjonalnym naszego mózgu. Mózg jest anatomicznie zdrowy u neurotyka,
podobnie jak jego struktury nerwowe. »Psychoza jest chorobą intelektu i afektów«
(Bleuler).
Neurotyk wykazuje
jedynie zmiany w afektywności. Jego zaburzenia są spowodowane fałszywym
mechanizmem psychicznym. Podobne procesy odgrywają pewną rolę w psychozie.
Kilka różnic, niemniej jednak, można nakreślić. Osoba obłąkana to taka,
która straciła zdolność krytyczną względem swojego szaleństwa. Nie ma w
niej żadnej łączności między jej umysłem i światem rzeczywistym. Neurotyk
sprawia wrażenie obłąkanego tylko przy powierzchownym badaniu. Jego
kompulsywne działania, w naszych oczach nielogiczne, są logicznie motywowane w
jego nieświadomości. Most łączący go z rzeczywistością nadal istnieje. To
połączenie jedynie jest ukryte i niewidoczne z dystansu. Co więcej, Jung i na
długo przed nim Freud odkryli obecność połączeń między umysłem podmiotu
i światem rzeczywistym nawet w przypadku obłędu (dementia praecox). Istnieją
zaburzenia, jak np. melancholia, które stoją na granicy między nerwicą i
psychozą.
Niestety nasza myląca
nomenklatura utrudnia jasne rozróżnienie między zaburzeniem mentalnym i
nerwowym. Istnieje zwyczaj, który już dawno temu stał się anachronizmem, mówienia
o „nerwowych” dolegliwościach w przypadkach osób neurotycznych. Nerwy,
jako takie, w rzeczywistości nie mają nic wspólnego ze stanem zwyczajowo
nazywanym znerwicowaniem. „Nerwy”, słusznie stwierdza Strümpell: „są
jedynie ścieżkami łączącymi i chociaż mogą być atakowane przez choroby,
w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z tym, co powszechnie w zawodowym żargonie
nazywane jest »zaburzeniami nerwicowymi«, lub mają wspólnego bardzo niewiele
i to tylko w pobocznym znaczeniu. Powyższy nośnik nie jest odpowiedzialny za
komunikat jaki został mu powierzony do transmisji; jak i nie jest
odpowiedzialny za efekt jaki ten dostarczany przez niego komunikat wywiera”. (Strümpell
1908)
Zatem określenie
„nerwica” nie daje nam żadnych wskazówek co do natury tej dolegliwości.
Termin Freuda „psychonerwica” jest znacznie bardziej odpowiedni, jako że
wskazuje na charakter problemu jako na zaburzenia duszy.
Określenie
„psychoza” z pewnością nie pasuje całkowicie do zaburzeń mentalnych.
Ponieważ psychoza oznacza zaburzenia duszy, a neurotycy również mają chorobę
duszy. Oczywiście obłąkani także są ofiarami choroby duszy. Lecz
charakterystyczną cechą ich choroby jest zaburzenie „intelektu”.
Istnieje potrzeba użycia
lepiej dopasowanej nomenklatury. Wszystko, co było nazywane do tej pory
„nerwowością”, jako jedynie zaburzenie afektywności, powinno być nazwane
„parapatią”; zaburzenie mentalne, w którym intelekt staje się sługą
afektów, powinno być nazwane „paralogią”.
Wprowadzenie tych nazw
do użytku powszechnego byłoby trudne. Zatem powinniśmy cały czas pozostać
przy starej nomenklaturze, ale z innymi znaczeniami. Pojęciem „nerwica” będziemy
się odnosić do „psychonerwic” w znaczeniu sugerowanym przez Freuda, albo
do „psychastenii” Janeta, podczas gdy „psychoza” to termin, który
zarezerwujemy dla zaburzeń intelektu.
Nerwica jest najsilniej
związana z doświadczeniami z dzieciństwa podmiotu. Tylko w bardzo małym
stopniu jest ona wynikiem dziedziczenia. W największym stopniu jest wynikiem wpływów
środowiskowych. Nerwica powstaje przy określonej predyspozycji konstytucji,
gdy dana osoba wychowywana jest w środowisku, które wymaga ciągłej represji,
co zmusza ją do walczenia z instynktownymi pragnieniami.
W psychozie wyparte
pragnienia przekraczają zahamowania świadomości. Nieświadomość zaczyna władać
świadomością. Jednostka psychotyczna niszczy mosty, które łączą ją z
rzeczywistością i wycofuje się do królestwa obsesyjnych „kompleksów”.
Jego nadmiernie napięte oceny uczuciowe niszczą wszystkie rywalizujące lub
antagonistyczne myśli. Psychoza jest ostatnią skrajnością nerwicy; nerwica
stanowi kompromis między instynktem i zahamowaniami, między pragnieniem i
represją, podczas gdy psychoza ostatecznie jest cmentarnym spokojem. Naturalnie
pominięte zostały tu przypadki graniczne między psychozą i nerwicą.
Każda forma geniuszu
wykazuje pewien – często ledwo co widoczny – związek zarówno z nerwicą
jak i psychozą. Podejmowano próby (jak zostało już wspomniane) powiązania
geniuszu z „degeneracją”. Lecz slogan „psychopatyczna niższość” nie
pasuje do obrazu wszechogarniającego geniuszu. Niemniej jednak, cały czas
odnajdujemy próby powiązania geniuszu i obłędu – najwyższej „umiejętności
twórczej” i „degeneracji”.
Psychonerwice pokazują
nam określony mechanizm genetyczny, w którym traumy seksualne, represje (nieświadome
kompleksy) i konflikty psychiczne odgrywają olbrzymią rolę. Lecz to, czego
nauczyliśmy się do tej pory na temat mechanizmu psychicznego psychoz wskazuje
na podobne przyczyny zarówno dla nich jak i dla nerwic. Te dwie kategorie
zaburzeń mają podobne początki. Oczywiście po krótszym, czy dłuższym
okresie ich ścieżki się rozchodzą. Do tej pory nie znamy powodu, dlaczego te
same przyczyny w jednym przypadku prowadzą do nerwicy, a w kolejnym do
psychozy. Jung uważa, że w przypadku dementii praecox czynnik odurzenia
odgrywa rolę etiologiczną; inni badacze przykładają większą wagę do
czynników somatycznych – ogólnej konstytucji (Jung 1906).
Być może dopasowanie
czaszki do potrzeb rozwojowych mózgu odgrywa pewną rolę w sposób, jaki został
rozpoznany przez Buschana, który zauważył, że w czaszkach osób uzdolnionych
szczelina strzałkowa pozostaje otwarta (Buschan 1906). Buschan uważa „metopizm”, tj.
utrzymywanie się otwartej szczeliny czołowej, za fizyczny objaw intensywnego
rozwoju mózgu. Czaszka z luźnym szwem czołowym powoduje brachycefalię. Sam
Buschan był w stanie dowieść, że „krótkie głowy” posiadają przede
wszystkim osoby o wyższym rozwoju mentalnym. Według tego badacza osoby z
metopizmem musiały należeć do tych, którzy wznieśli się w rozwoju
mentalnym ponad poziom swojego otoczenia. Według Mühlmanna (Mühlmann 1900) mózg
ciągle rośnie aż do dwudziestego roku życia. Jego wzrost jest naturalnie
wyraźniejszy u pracowników mentalnych niż u innych. Otwarta szczelina strzałkowa
umożliwia nieograniczony wzrost.
Nerwica oczywiście jest
dla mózgu wielkim wysiłkiem. Olbrzymia ilość pracy mentalnej jaka jest
wykonywana, dla przykładu, przez obsesyjnego marzyciela jest trudna do
obliczenia; podmiot taki musi wykonywać tyle pracy, co filozof. Czasami jest
filozofem. Jego olbrzymia aktywność mentalna musi wpływać znacznie na wzrost
mózgu. Jeśli czaszka jest tak zbudowana, aby umożliwić potrzebny wzrost,
podmiot ten staje się jedynie neurotykiem. Ale jeśli przestrzeń ta zostaje
przekroczona siłą rzeczy dryfuje on w stronę psychozy.
W każdym razie fakt, że
tak wiele ofiar dementi praecox wykazuje rozwój nagle zatrzymany około dziesiątego
roku życia jest uderzający. Oczywiście, aby w pełni potwierdzić tę hipotezę,
trzeba byłoby zbadać związki między pojemnością czaszki i psychozą na
podstawie dużo większej ilości danych, niż ta, która jest dostępna dziś.
Szczególnie ważne jest określenie, czy na pewno czaszki z metopizmem w
rzeczywistości zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia psychoz.
Otwartą szczelinę
strzałkową znaleziono u Kanta, także u Gaussa. Metopizm zatem, wygląda na
dar natury sprzyjający wzrostowi mózgu u geniusza. Mimo wszystko jest to tylko
hipoteza, choć muszę podkreślić, hipoteza, którą jestem skłonny uznać za
wysoce prawdopodobną. Możliwe, że określone zaburzenia wewnętrznych
sekrecji (gruczoły płciowe, tarczyca, itd.) także odgrywają pewną rolę, w
rozumieniu, jakie przyjąłem muszą wpływać na rozwój nerwicy lękowej i
histerii lękowej. (Stekel)
Niestety w nowoczesnej
psychiatrii istnieje powszechna tendencja przypisywania różnych zaburzeń
neurotycznych do obłędu. W odniesieniu do takich klinicznych jednostek często
się mówi o „neurastenicznym obłędzie” i „psychozie lękowej”;
neurotycy kompulsywni uważani są za osoby obłąkane, podczas gdy badania
psychoanalityczne wykazują, że kwestia obłąkania w takich przypadkach nie
istnieje, ponieważ pacjenci cały czas zachowują wgląd do swojej choroby i
ich nadmiernie napięte podejście uczuciowe może być zredukowane do
„normalnego” przez psychoanalizę, po pozbyciu się nadmiernego balastu
emocjonalnego.
To, co objawia się u
artysty, to nerwica, nie rzeczywista psychoza. Psychoza wskazuje na porzucenie
walki z siłami nieświadomości. Intelekt zostaje podporządkowany władzy
afektów. Przestaje być zdolny do realizacji funkcji oceny. Przestaje nadawać
się do użytku.
W dalszej części
zobaczymy jak nerwica inspiruje artystę, by wziął w rękę pióro i w jakim
konkretnym rozumieniu jego artystyczne kreacje są próbami sublimacji. Działalność
artystyczna jest w rzeczywistości procesem uzdrawiania przez autoanalizę.
Psychoanalityczna metoda leczenia nerwic, której byliśmy uczeni przez Freuda
polega na uświadamianiu nieświadomych kompleksów; towarzyszy jej wyzwolenie
starych afektów, które drzemią na dnie głębin duszy i rozwiązuje
psychiczne konflikty.
Artysta-pisarz, poprzez
swoje artystyczne kreacje w podobny sposób uwalnia się od afektów i konfliktów,
które go nękają. To właśnie myśl, którą Heine wyraża, gdy mówi: „Być
może poezja jest chorobą ludzi, podobnie jak perły, które w rzeczywistości
są produktem choroby ostrygi?” (Romantische Schule). Grillparzer, poeta który
prawdopodobnie najbardziej zagłębił się w związki między nerwicą a poezją
stwierdza:
„Dichten
heisst denn freilich eben
Im fremden
Dasein eig’ne leben”.
Ta sama myśl wyrażona
jest w pełniejszej formie przez Grillparzera w cudownym poemacie zatytułowanym
„Abschied aus Gastein”:
„Und wie die
Perlen, die die Schönheit schmücken,
Des
Wasserreiches wasserhelle Zier,
Den
Finder,
nicht die Geberin beglücken,
Das
freudenlose, stille Muschelthier;
Denn »Krankheit«
nur und langer Schmerz entdrücken
Das heißgesuchte,
traur’ge Kleinod ihr,
Und was euch
so entzückt mit seinen Strahlen,
Es ward
erzeugt in Todesnoth und Qualen”.
Obserwujemy tu uderzające
podobieństwo z myślą Heinego; końcówka wiersza:
„Was ihr für
Lieder haltet, es sind Klagen,
Gesprochen in
ein freudenloses All,
Und
Flammen, Perlen, Schmuck, die euch umschweben,
»Gelöste
Teile sind’s von seinem Leben«”.
»Jasno
widać tu wyrażoną już myśl, że wszelkie artystyczne kreacje pisarskie
wywodzą się z konfliktu: z nieświadomości; nerwica jest boginią, która
obdarza artystę darem wyrażania tego, co czuje«.
Przedstawiwszy ogólny
zarys związków między poezją i nerwicą musimy teraz poprzeć nasze
twierdzenia konkretnymi dowodami. Przede wszystkim musimy opisać symptomy
nerwicy i zbadać, czy te symptomy objawiają się w związku z artystyczną
produktywnością. W następnej kolejności zmierzymy się z zadaniem
dowiedzenia, że konkretne produkty artystycznej twórczości zawdzięczają
swoje formy nie tylko bodźcom zewnętrznym, lecz również uwarunkowane są
przez nerwicę.
Łatwo zauważyć
olbrzymie zamieszanie w obszarze nerwic. Zazwyczaj pojęcie „znerwicowany”
mylone jest z „neurasteniczny” i każdy, kto wykazuje pewne symptomy
znerwicowania jest szufladkowany jako neurastenik. Moebius bardzo słusznie
protestował przeciwko nadużywaniu terminu neurastenia. Z mojego doświadczenia
wiem, że neurastenia właściwa występuje bardzo rzadko. Częstszymi objawami
są: nerwica lękowa, histeria lękowa, histeria konwersyjna i nerwica
kompulsywna.
Nie planuję jednak obciążać
czytelników fachowymi opisami tych różnych postaci nerwicy. W skrócie można
powiedzieć, że analizy różnych pisarzy i artystów zawsze prowadziły do
tych samych wniosków. Wszędzie odnajdywałem jasno określone podłoże
histeryczne. To zaburzenie, którego przewaga występowania u osób płci
żeńskiej już od dawna przyciągała uwagę obserwatorów, występuje także u mężczyzn
w typowej postaci, która zgodnie z sugestią Freuda, może być stosownie
nazywana „histerią lękową”. Jądrem tego zaburzenia jest uczucie lęku,
które objawia się pod różnymi postaciami i które bierze się z represji
pragnień seksualnych.
Ale – czym jest
histeria? Od kiedy udało nam się osiągnąć wgląd w psychiczną strukturę
nerwic, wiemy, że wyraża ona kompleksy pod presją uczuć, które oddzieliły
się od świadomości i w ten sposób zaburzają równowagę psychiczną.
Histeria jest w rzeczywistości właśnie jedną ze szczególnych postaci, pod
jakimi przejawia się represja. Rozszczepienie się świadomości wyrażane jest
przez wiele symptomów – stany lękowe, kompulsywne myśli i objawy cielesne
– wprawiające świadomość w zakłopotanie. »Symptomy histeryczne są twórczymi
formami nieświadomości«.
Kreacje artystyczne
podlegają temu samemu prawu. Pisarz tworzy z nieświadomości i dlatego może
on sformułować tak wiele różnorodnych kreacji zbieżnych z naturą i w pełni
brać pod uwagę tak wiele różnych emocji. Przeciętny neurotyk zaczyna
chorować, ponieważ usilnie tłumi dążenia, które rosną ze sfery instynktów.
Represja go dusi. Z drugiej strony artysta uwalnia się z nerwicy, ponieważ
niczym wulkan wyrzuca z siebie swoje wewnętrzne płomienie.
III.
TENDENCJE KRYMINALNE A PRAGNIENIE TWÓRCZE
Współczesne leczenie
psychoanalityczne spełnia swój cel poprzez uświadamianie pacjenta co do jego
nieświadomego życia mentalnego – poprzez dowiedzenie do pewnego stopnia »ad
oculos«, tak jakby to była tendencja kryminalna w jego wewnętrznej naturze.
Pisarz przeprowadza podobną psychoanalizę na swoich kreacjach. Te zewnętrzne
obrazy są lustrem dla jego duszy. Umożliwiając swoim dzikim instynktownym dążeniom
podążać swoim własnym torem w artystycznych kreacjach fantazji pozbywa się
on wewnętrznego napięcia.
W rzeczywistości
wszyscy neurotycy cierpią z powodu dysharmonii między potężnymi pragnieniami
i ograniczoną możliwości wyrażania ich. Surowe zasady życia wymagają, by tłumili
swoje instynkty. Poeta wcześnie zdradza zalążki nerwicy – zbytnio
zaakcentowane pragnienia – podobnie jak przeciętny neurotyk. Przez ten
olbrzymi prymitywny instynkt, instynkt seksualny, wszystkie skrywane pragnienia
mają tendencje do przedzierania się przez bariery ustanowione przez kulturę.
Powszechna świadomość bierze pod uwagę ten fakt pozwalając artyście na
pewien margines swobody seksualnej, który nie jest dostępny dla przeciętnej
osoby. Artystka może sobie pozwolić na określone swobody, które znaczyłyby
„śmierć obywatelską” (ostracyzm społeczny) dla każdej innej kobiety.
Szczególnie podkreślone
instynktowne pragnienia są czymś, co można dostrzec już na wczesnych etapach
życia wszystkich artystów. Oczywiście wczesne życie większości artystów
jest raczej mało znane. Tylko nieliczni mieli odwagę przeanalizować siebie.
Jak pouczające byłoby, gdyby między nimi znalazło się więcej takich jak
Jean Jacques Rousseau!
W swoich
„Wyznaniach” Rousseau stwierdza: „Siła moich pasji jest ogromna i kiedy są
one pobudzone wewnątrz mnie nie hamuje mnie żaden wzgląd czy miłość.
Rzadko znajduję przedmiot mojej ekscytacji. Widok kartki papieru do rysowania
pobudza mnie bardziej niż widok pieniędzy, za które mogę kupić ten papier.
Spostrzegam jakiś przedmiot i przejmuje mnie pokusa, by sobie go przywłaszczyć;
lecz środki za pośrednictwem których mogę stać się nabywcą tego
upragnionego przedmiotu chłodzą mój zapał. Do dziś dzień wolę wziąć
pewien drobny przedmiot, który rzuca mi się w oczy, niż pytać o niego właściciela”.
(3)
Goethe, o którym będę
dużo mówi później, powiedział pewnego razu do Eckermanna: „Najważniejsze
by nauczyć się samoopanowania. Jeśli bym odpuścił sobie, z łatwością
zniszczyłbym siebie i wszystkich naokoło”. Jako że zamierzam prześledzić,
w pewnym zakresie, związek między artystycznymi kreacjami i konfliktami
neurotycznymi w nawiązaniu do jednego z wielkich utworów Grillparzera („Życie
snem”), będę nawiązywał raczej do tego autora i tylko w małym stopniu do
kilku innych.
Na temat wczesnego życia
Grillparzera wiemy względnie dużo. On sam w swoich dziennikach opowiedział
kilka interesujących przypadków. Podążał losem każdego człowieka
obdarzonego geniuszem. Był ofiarą przemożnej dominacji pragnień instynktu.
Wyznania Grillparzera na temat siły swoich pragnień są szczególnie poruszające.
(Vide jego „Dzienniki”, Nr.6) Następujący cytat pochodzi z okresu, kiedy
miał on siedemnaście lat. Przez co ten młody człowiek musiał już wcześniej
przejść!
Grillparzer
zadaje sobie pytanie: „»Jestem dobrym człowiekiem, czy nie?« Nie jestem w
stanie tego określić. To prawda, czasem wyobrażam sobie, że jestem dobrym człowiekiem,
ale minutę później moje doświadczenie temu zaprzecza. Często daję biednym
pieniądze, − można by było powiedzieć: przynajmniej jesteś miłosierny!
Ale nie jestem, bo nie sądzę, że mógłbym tak pomagać za pośrednictwem
osoby trzeciej – przynajmniej nie przychodziłoby mi to z łatwością. Daję
jałmużnę, by pozbyć się kłopotliwych myśli; w samej rzeczy jest to środek
ratowania mojego serca, gdy wyrzucam sobie surowość w uczuciach i brak współczucia.
Nie
jestem miłosierny, chociaż daję więcej jałmużny, niż ktokolwiek inny, może
więcej niż setka innych osób, ponieważ nie daję niezależnie od okoliczności,
ani nie oddaję wszystkiego. Z łatwością dałbym mojemu bratu połowę moich
pieniędzy, ale nie odstąpiłbym mu czegoś, na czym szczególnie mi zależy.
Nie jestem szczery, raczej mógłbym być tak nazwany w momentach, gdy się
szczególnie staram. Jestem zdolny do ukrywania czegoś przed przyjacielem,
− mogę nawet nabijać się z niego w jego obecności, ośmieszać go i
− wstyd mi przyznać − raz szkalowałem nawet Maillera, który w
pewnym momencie, przynajmniej, był bardzo mi oddany, i robiłem to przed osobą,
której prawie nie znałem – rzucając oszczerstwa, o których wiedziałem, że
są bezpodstawne i fałszywe.
Być może nie traktowałbym
tak prawdziwego przyjaciela, jeśli bym takiego znalazł? Nie wiem, ale w
przypadku Maillera taki sposób zachowania się także był niewybaczalny. Nie
tylko brak mi większości dobrych cech, lecz, co więcej, te złe, niewłaściwe,
mają taką potężną władzę nade mną, że czuję olbrzymie zażenowanie,
gdy zastanawiam się nad sobą. Kłamię, nie tylko dla żartu; mam taką skłonność,
w kłamstwie odnajduję przyjemność. Mam prawie nieprzezwyciężone pragnienie
by kraść, pragnienie nad którym mam kontrolę tylko dzięki poczuciu honoru,
które z kolei, jest tak wielkie, że graniczy ze śmiesznością.
Gdy brakuje mi pieniędzy
(lecz tyko w takich momentach) mam skłonność do przywłaszczania sobie
wszystkiego, co zobaczę w domu. Jestem mściwy, tak bardzo, że wychodzę z
siebie, gdy nie mogę zaspokoić tej pasji. Wierzę, że gdy nie mógłbym wziąć
odwetu, zniewaga mogłaby mnie zabić. Pasja odwetu jest we mnie szczególnie
silna, gdy w grę wchodzi zazdrość. Pasja ta dominuje nad wszystkimi innymi w
moim sercu tak, że ani miłość ani jakakolwiek przyjemność, nie mogą się
z nią równać. Zazdrość w moim wypadku w ogóle nie dopuszcza głosu rozumu,
»tak że wstyd mi jest, gdy wracając myślami do przyszłości przypominam
sobie zdarzenia, w których zniżałem się do poziomu dzikich bestii.
Ożywiona rozmowa między
moją ukochaną i kimś obcym przyprawia mnie o szaleństwo; jeśli ktoś ją
chwali. Jestem wściekły na obcego, który waży się ją chwalić; jeśli ona
zaledwie wymienia kogoś z pewną oznaką zainteresowania spokój mojego umysłu
zostaje zmącony. Dobrze pamiętam, co wycierpiałem, kiedy byłem zakochany w
Therese; to był najsłodszy jak i zarazem najbardziej kłopotliwy okres mojego
życia.
Gdy ktoś obcy spoglądał
na nią byłem na niego wściekły. Pasja ta nigdy nie była straszniejsza i
bardziej odrażająca, niż wtedy, gdy K. chciał pocałować Antoinette. Nie
potrafiłbym opisać moich uczuć w tamtym momencie. Drżałem i przechodziły
mnie dreszcze, jakby ogarnęła mnie gorączka, zacisnąłem zęby, zacisnąłem
dłonie w pięści. Chciałbym móc wymazać ten moment z pamięci. Jestem
przekonany, że zemściłbym się brutalnie za każdą niewierność ze strony
mojej ukochanej (choć odwaga nie jest najmocniejszą cechą mojego charakteru).
Tak samo bezgraniczne jak zazdrość są u mnie także pragnienie miłości i
przyjemności.
Niezwykłe jest, jak
bardzo różne są pasje w mojej duszy i sercu; gdy jestem pod działaniem
jednej, nie ma miejsca na tę drugą. Gdy byłem zakochany w Therese (a miłość
moja była chyba czystsza niż jakakolwiek będzie później) nie wiedziałem,
że ma piękne piersi, a to, mówiąc szczerze, w moim przypadku mówi bardzo dużo.
Zauważam, że zarówno w przypadku Antoinette jak i tu moja miłość była
bardzo duchowa. Kiedy spotykam N. nie myślę o niczym innym niż o „Schaferstunde”.
Kiedy jestem zakochany, kocham tak, jak zapewne nikt nie kochał kiedykolwiek,
lub zaledwie kilka osób: moje uczucia są nie do opisania, - nie mogą być porównywane
z czymkolwiek. Odczuwam fizyczny ból: boli mnie serce, jakby miało zaraz pęknąć;
i co dziwne, moje cierpienie jest u szczytu tylko tak długo, jak jestem nieszczęśliwy
w romansie; jeśli udaje mi się zrobić wrażenie (nie mam przez to na myśli,
że doznałem zaspokojenia cielesnego, lecz jedynie, że moja miłość została
odwzajemniona), moje uczucia oziębiają się w tempie, w którym rośnie
odwzajemnienie uczuć i po chwili jestem zimny.
Tak jak z miłością,
jest też z całym poszukiwaniem przyjemności; tak długo jak spotykam opór,
moje pragnienie jest ekstremalne, − zaspokojenie gasi pasję. Dziwne!
Przyjemności zmysłowej, tak jak moim innym pasjom, zazwyczaj jestem w stanie
się oprzeć, jeśli pragnienie jej nie jest rozbudzone przez jakąś wspólną
okoliczność; lecz jeśli zaangażowana jest moja fantazja, wtedy nic nie jest
w stanie mnie powstrzymać. W maju i marcu wolałbym żeby żadna dziewczyna,
zarówno dla mnie jak i dla niej, nie znalazła się sama ze mną na polach, w
szczególności wieczorem. Nic mnie tak nie pobudza mojego uczucia miłości jak
i poszukiwania zaspokojenia (zgodnie z okolicznościami), jak przyjemny wieczór
na świeżym powietrzu, w szczególności przy świetle księżyca; piękny
poranek jest inny; inspiruje mnie i wynosi ponad wszelkie pasje. Nie wierzę, że
mógłbym oglądać wschód słońca pewnego pięknego poranka nosząc w sobie mściwą
czy wybujałą myśl.
Jest jeszcze jeden
rodzaj zazdrości, który góruje w mojej ułomnej naturze, jest mi go wstyd
bardziej niż czegokolwiek innego! Zazdrość ta daje o sobie znać w szczególności,
gdy czytam czyjś piękny poemat lub jakiś inny wybitny utwór artystyczny;
chciałbym podrzeć go na kawałeczki i zdeprecjonować każde słowo i myśl w
nim zawartą.
Muszę tu zakończyć,
bo zauważam, że zaczynam się rozkręcać”.
Mało jaki pisarz wyrażał
siebie z większą szczerością względem swoich instynktów. Gottfried Keller
w enigmatyczny sposób i niebezpośrednio opisywał swoje tendencje
kleptomaniackie w „Der Grüne Heinrich”.
Czytelnik odsyłany jest
do rozdziałów zatytułowanych „Dziecięce zbrodnie” oraz „Wczesna
wina”. Nie pozostaje żadna wątpliwość, że Keller opisuje w nich
wspomnienia swojej młodości i własnych kradzieży. W swoim „Leute von
Seldwyla” także opisał jak Frau Amrain spoglądała z pobłażaniem na ułomności
swojego najmłodszego syna. Nie dopuszczała do siebie niepokoju wynikającego
ze złego zachowania dziecka. „Ale wszystko to było sprzeczne z obyczajami.
Jeśli dziecko podkrada jakieś pieniądze lub przywłaszcza sobie coś wartościowego,
rodzice tak samo jak nauczyciele przejęci są niezwykłym lękiem, niepokoją
się tym strasznym zwiastunem przyszłości przestępczej dziecka, jakby byli świadomi
ze swojego doświadczenia, jak to trudno uniknąć bycia złodziejem czy
oszustem”.
Dostojewski (4),
genialny rosyjski psycholog, wyraża się w podobnym charakterze. W liście do
pracownika banku, który został oskarżony o poważną defraudację napisał
„Ja sam nie jestem lepszy od Pana, ani każdy inny człowiek”. W kolejnym liście
skarży się: „Najgorsze jest to, że mój charakter u podstawy jest naprawdę
podły i zmysłowy”. Uwielbiał grać w karty i jeszcze jako dziecko szachrował.
Jego brat opowiadał, że: „Fiodorowi zawsze udawało się ogrywać innych
swoimi sztuczkami, mimo tego, że przyłapano go kilka razy”.
Uważał, że jest
„najbardziej żałosnym, najpodlejszym z ludzi”. Ta postawa uczuciowa
wskazywała na świadomość olbrzymiej winy, jaką odnajdujemy tylko wśród
neurotyków walczących heroicznie z zagrożeniem wybuchu gwałtownych instynktów.
Każdy neurotyk jest w rzeczywistości potencjalnym przestępcą – przestępcą
bez odwagi przestępcy. Raczej logiczne jest, że to właśnie Dostojewski jest
twórcą Raskolnikowa i „Braci Karamazow”.
Swift także napisał
wyznanie pewnej kradzieży. Impuls ku złu jest wyjątkowo silny u wszystkich
artystów. Fakt ten nie powinien zaskakiwać nas, jeśli weźmiemy pod uwagę,
że wszyscy neurotycy emocjonalnie pozostają na poziomie dziecka oraz, że tak
jak wszystkie dzieci, zachowują wewnątrz nasienie wszystkich aspołecznych
(lub kryminalnych) tendencji.
Fakt ten jest oczywisty
ze względu na świadectwa samych pisarzy. Hebbel, który wiedział, że „artyście
powierzony jest sekret życia, ponieważ jest zdolny do instynktownego
postrzegania źródła każdej postaci doświadczenia jak również ogólnej
postaci oraz każdej fazy egzystencji”, opowiada o sobie, jako
dwudziestoletnim chłopaku: „Za każdym razem, gdy zbliżam się do klucza do
mojego serca, cofam się przerażony”. Gdzieś indziej stwierdza o Byronie:
„Przypuszczalnie nie byłby tak wielkim poetą, gdyby nie był tak wielkim
grzesznikiem”. Dostrzega on także tajemnicę naszych instynktów – o której
się wypowiada: „Niesamowite jest do jakiego stopnia wszystkie ludzkie
instynkty można prześledzić do punktu źródłowego” (Sigaloff 1907).
Choć jego „przerażenie”
samym sobą wywołało jego krzyk: „Och! Jak często błagam z głębi duszy:
Boże, dlaczego jestem, jaki jestem − najbardziej żałosny ze wszystkich
ludzi!”, postrzega on i docenia punkt widzenia współczesnej psychoanalizy:
„Choroby ludzi wydawały mi się bolesne tylko tak długo, jak nie potrafiłem
ich zrozumieć – tak długo, jak nie potrafiłem zorientować się, że nasze
pragnienia opierają się na naturze”. Był on hipochondrykiem, tak jak
Grillparzer, Lichtenberg, Goethe i wielu innych genialnych ludzi. „Moje życie
jest dziwną mieszanką szaleńczego odurzenia i niepokojącej trzeźwości.
Badanie symboliki wewnętrznego królestwa jest zajęciem mojego życia”.
Hebbel wiedział, że
esencją kunsztu twórczego jest wyznanie o sobie. Stwierdza on: „Nikt nie
pisze, to co się tworzy to autobiografia, a robi się to najlepiej, jeśli się
jest tego w jak najmniejszym stopniu świadomym”. Był on także w pełni świadomy,
że jego nadmierna zmysłowość była źródłem jego kunsztu twórczego:
„Zmysłowość jest gamą duszy”, później stwierdził: „Zmysłowości!
Symbolu nienasyconych duchowych pragnień!” (Zazwyczaj ten związek jest
odwrotny: pragnienia duchowe są sublimacją nienasyconej zmysłowości!)
Instynkt seksualny budzi
się u artystów przedwcześnie i z niezwykle energiczną siłą. Mantegazza
(„Psychologia miłości”) właściwie spogląda na wczesny rozwój seksualności,
jako oznakę bogatej i wcześniej rozwiniętej natury. To jest obserwacja, którą
jestem w stanie potwierdzić. Dzieci, które są wcześnie rozwinięte
mentalnie, wcześniej rozwijają się także seksualnie. Wszyscy neurotycy
wykazują już we wczesnym dzieciństwie silne objawy erotycznych instynktów i
pragnień. Właśnie ten wczesny rozwój prowadzi do represji, a w konsekwencji
do nerwicy. Następnie te tłumione siły są sublimowane i dostarczają siły
napędowej dla artystycznych kreacji.
Hebbel, tak jak Byron,
zakochał się mając czternaście lat. Kiedy poszedł do «Klippschule» był
tak zawstydzony, że nie odważył się na nią spojrzeć. „W końcu zrobiłem to, a moje wzrok padł na szczupłą,
bladą dziewczynę, która siedziała prosto na wskroś ode mnie; nazywała się
Emily i była córką «Kirchspielschreibera». Przeszedł mnie dreszcz namiętności,
krew ruszyła mi do serca; uczucie wstydu, pomieszane z moją pierwszym
zaskoczeniem, i szybko spuściłem na ziemię wzrok, jakbym w jakiś sposób
naruszył decorum.
Od tamtego momentu Emily
nie opuszczała moich myśli; szkoła, której wcześniej całkowicie nienawidziłem,
stała się moim ulubionym miejscem, ponieważ tylko tam mogłem ją zobaczyć;
czułem się okropnie nieszczęśliwy, kiedy była nieobecna. Jej obraz krążył
wokół mnie zawsze, kiedy stałem czy chodziłem, i nigdy nie znudziło mi się
powolne szeptanie sobie jej imienia zawsze wtedy, gdy znalazłem się sam; jej
czarne powieki i czerwone usta szczególnie mnie nawiedzały; z drugiej strony
nie pamiętam czy wrażenie na mnie wywierał także jej głos, choć w późniejszym
życiu właśnie głos znaczył dla mnie wszystko”.
Został pilnym uczniem
specjalnie po to, by zwrócić na siebie jej uwagę. Ale by ukryć swoje namiętne
pragnienia, trzymał się od niej na dystans. W rzeczywistości miał skłonność
do bycia ponurym w relacjach z nią. Choć pewnego razu, gdy pobiła się z
innym chłopcem, zaatakował jej wroga, powalił na ziemię i należycie ukarał.
Lecz jego ukochana (najwidoczniej mała masochistyczna osóbka) zawołała o
pomoc i za swój rycerski czyn został surowo ukarany. Ta tendencja, która zaczęła
się, gdy miał lat czternaście trwała do roku osiemnastego.
Jean
Paul, który przez
długi czas nosił się z planem założenia „Akademii erotycznej” i którego
„vita sexualis” zdradza, że był typowym neurotykiem (być może
„impotencja”?) także opowiada o romansie, który miał miejsce w latach
jego wczesnego dzieciństwa.
Zabawne świadectwo z
dzieciństwa, najwyraźniej częściowo autobiograficzne, można znaleźć w
humorystycznej powieści Salvatorego Farina „Mio Figlio”.
Goethe również
wykazywał przedwczesne obudzenie instynktu seksualnego i w wieku dziesięciu
lat zakochał się w młodej Francuzce, siostrze swojego przyjaciela, Derone. (Dichtung
und Wahrheit.)
Dante także zakochał
się w wieku lat dziesięciu, a Alfred de Musset zakochał się w swojej kuzynce
mając zaledwie cztery lata.
Alfieri, według
Lombroso, zakochał się jak miał dziewięć lat, Carron i Byron mieli osiem,
J. J. Rousseau miał jedenaście. Tasso był skrajnie rozwiązły w młodości a
po trzydziestym ósmym roku życia stał się równie purytański; Pascal, zmysłowy
w młodości, później posunął się do tego, że nawet matczyny pocałunek
uważał za lubieżny.
Muthmann (5) zwraca uwagę
na następujący fragment we wspomnieniach z młodości Stendhala: „Byłem
zakochany w swojej matce… chciałem cały czas całować swoją matkę i pragnąłem,
żeby nie było ubrań. Kochała mnie z oddaniem i często przytulała mnie. Całowałem
ją namiętnie, tak że czuła ona, że jej obowiązkiem jest tego unikać.
Nienawidziłem swojego ojca, kiedy przychodził i przerywał nasze całowanie;
zawsze chciałem czuć jej piersi. Niech ktoś sobie spróbuje wyobrazić, co
czułem, gdy ją straciłem, − ledwo co miałem wtedy siedem lat... Zatem
45 lat temu straciłem osobę, którą kochałem bardziej, niż kogokolwiek na
świecie”.
Widzimy tu przykład
kazirodczego przywiązania, które, jak można dowieść, stanowi źródło każdego
przypadku nerwicy. Będziemy mieli okazję powrócić do tego tematu, w szczególności
w związku z analizą „Sen Życiem” Grillparzera.
Uważam, że podane
informacje co do wieku, w którym pierwsza miłość się objawiała są całkowicie
zawyżone. W rzeczywistości seksualne życie dziecka rozpoczyna się wraz z
dniem narodzin. Lecz pierwsze epizody bez wyjątków stają się przedmiotem
represji. Jeśli byłoby dla nas możliwe analizowanie artysty w ciągu życia
byśmy mogli rzucić światło na całkowicie nowy zbiór faktów. Zazwyczaj
pierwsze doświadczenia z dzieciństwa przynależą do procesów
autoerotycznych, jest to masturbacja. Liczne dane autobiograficzne pokazują, że
większość artystów była w młodości wyjątkowo uzależniona od
masturbacji.
Strindberg, którego
histeria lękowa będzie nas interesowała bardziej całościowo nieco później,
wspomina o swoim zwyczaju onanizmu w „Spowiedzi szaleńca”. Odnośnie tej
kwestii wyraża on pogląd, że artysta intuicyjnie wyprzedza wielu współczesnych
lekarzy, wypełniających tomy książek budzącymi grozę ostrzeżeniami o
domniemanej szkodliwości onanizmu.
Największa szkoda związana
z masturbacją leży w tym, jaką jest ona walką z instynktem, wraz z wynikającymi
z niej depresją i wyrzutami – poważnym konfliktem psychicznym, którego jest
źródłem (6).
Do nadmiernej
masturbacji przyznali się Gogol, Raimund, Grabbe i Lenau. Te wyznania, tak
nieliczne, nie mogą zostać uznane za wyczerpujące. Niestety bardzo niewielu
artystów zaznajomionych jest ze sferą seksualności; jeszcze mniej wie coś na
temat pierwszych przejawów autoerotyzmu w swoim życiu.
Skłonność do wymyślania
fantastycznych relacji z domniemanych doświadczeń osobistych odgrywa ważną
rolę w mechanizmie histerii. Niektórzy histerycy w rzeczywistości są niesłusznie
oskarżani o kłamstwa. Niesłusznie – ponieważ często nie są oni w stanie
rozróżnić prawdy od wymysłu.
Ważne fragmenty, które
ilustrują, jak nie można ufać tym, którzy mają skłonności do snucia
fantazji (por. także cytowane wyznanie Grillparzera) można znaleźć w
autobiograficznej powieści Gottfrieda Kellera, „Der grüne Heinrich”. Jako
siedmiolatek wymyślił fantastyczną, prawie niewiarygodną historię i oskarżył
trzech starszych chłopców o krzywdę, która była tak bardzo prawdopodobna,
że zostali oni surowo za nią
ukarani.
Sam Keller był
zaskoczony zdolnością, którą wykazał się w snuciu nieprawdziwej
historyjki, kończącej się wyśmienitą fantazją masochistyczną. Utrzymywał
on, że chłopcy przywiązali go do drzewa i zmuszali go do wymawiania
obscenicznych słów.
Nie żałował tego
czynu. Jak relacjonuje: „Z tego, co mi pozostaje w pamięci, niesprawiedliwość,
którą spowodowałem nie tylko nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, w
rzeczywistości nawet odczuwałem pewną dozę zadowolenia z siebie, wiedząc,
że mój poetycki wymysł został tak pięknie wykończony i że zostałem
zaszczycony takim konkretnym potwierdzeniem swojej słuszności; że coś w
rzeczywistości miało miejsce, że tam był czyn i cierpienie − wszystko
na podstawie mojej artystycznej wyobraźni. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ci
niewłaściwie potraktowani chłopcy tak narzekali i dlaczego byli na mnie tacy
źli, jako że ta pasująca kulminacja historii wydawała mi się samoistnie
oczywista, próba zmiany jej byłaby dla mnie takim bezsensem, jakim wydawałaby
się bogom próba zmiany wyroków losu.
Zamieszani chłopcy należeli
do kategorii uznawanej w latach dzieciństwa za szanowanych, cichych i
ustawionych; sytuację tę czynił jeszcze bardziej dla nich pogrążającą
fakt, że wcześniej przy żadnej okoliczności nie dostali poważnej nagany; do
tamtego momentu wyrastali na cichych i szanowanych obywateli. Suma mojej złośliwości
i krzywdy, jakiej doświadczyli przez nią, kotłowała się w ich duszach z
tego powodu jeszcze bardziej; po latach, kiedy mi to wyrzucali, przypomniałem
sobie cały ten zapomniany incydent bardzo wyraźnie, prawie każde pojedyncze słowo
odżyło w mojej pamięci.
Dopiero wtedy sumienie
zaczęło mnie nękać, powodując zdwojoną boleść z powodu mojego występku,
a jak tylko sobie o tym myślałem później, krew napływała mi do głowy i
miałem w zwyczaju obarczać ciężarem winy tę gadatliwą kobietę, która
podchwyciła obsceniczne słowa i nie spoczęła póki nie wróciły one do
swojego określonego miejsca.
Trzech spośród moich
byłych kolegów przebaczyło mi i śmiali się, gdy dostrzegli jak ta sprawa później
mnie dręczyła; cieszyli się satysfakcją, jakiej dostarczyłem im opowiadając
dokładnie każdy szczegół zdarzenia. Jedynie temu czwartemu, człowiekowi, z
którym los obszedł się ciężko, nigdy nie udało się uzmysłowić sobie
rozróżnienia między zachowaniem z dzieciństwa i tym z życia późniejszego.
Wypominał mi krzywdę, jaką mu wyrządziłem z taką goryczą, jakbym dopuścił
się tego czynu tego dnia i ze świadomością człowieka dorosłego. Mijał
mnie z najgłębszą nienawiścią, a gdy obrzucał mnie pogardliwym
spojrzeniem, czułem, że nie mogę spojrzeć mu w oczy, jako że krzywda, którą
mu uczyniłem ciążyła na mnie i było to coś, czego nie można zapomnieć”.
W tym trafnym przykładzie
dostrzegamy bliski związek między histerią i inspiracją poetycką. W
rzeczywistości „kłamstwo” jest „inspiracją”. Mówi się, że
histerycy snują fantastyczne historie. Lecz ta tendencja do wyrażania ukrytych
pragnień pod postaciami artystycznymi leży u podstaw wszelkiej inspiracji twórczej;
podobnie neurotyk, który tworzy w języku symbolicznym swoje symptomy wykazuje
raczej niezwykła zdolność artystyczną. A sny – czy są one czymś innym niż
inspiracjami i artefaktami? Czy nie czerpiemy przyjemności ze zwodzenia –
siebie jak i innych – w naszych snach? Nasze niezadowolenie z życia zmusza
nas do poszukiwania schronienia w innym, drugim królestwie egzystencji. Zatem
okazuje się, że nerwica, choć z jednej strony sprawia poważne trudności, z
drugiej – umożliwia radowanie się sztuką.
IV.
GOETHE I INNI
Goethe, którego odbiera
się jako obraz dobrego zdrowia miał poważną nerwicę. Według Möbiusa można
by nawet sprawiedliwie zdiagnozować lekką formę zaburzeń
maniakalno-depresyjnych. Ale to właśnie w przypadku Goethego można wykazać
jednostronność tego punktu widzenia w psychiatrii, który degraduje wszystkie
genialne osoby jako degeneratów. W tym konkretnym przykładzie nawet doświadczone
oko Möbiusa nie było w stanie dostrzec żadnego śladu dziedziczności. Ojciec
Goethego był nadmiernie skrupulatnym, pedantycznym, upartym człowiekiem,
niewiele go obchodzili inni, był chłodny, zazdrosny i nieufny wobec rodziny.
Ale cechy te nie koniecznie stanowią o jednostce patologicznej. Był on typowym
tyranem, który przyczynił się do stworzenia podstaw nerwicy syna poprzez
wychowywanie go twardą ręką.
Rzeczywiście Goethe był
neurotykiem w każdym calu. Już w młodości nękały go hipochondryczne myśli.
Wypróbował wszystkich rodzajów terapii dietetycznych. Najpierw uważał, że
kawa, później, że to pozycja siedząca była możliwą przyczyną jego
nerwicy. Oscylował między beztroską wesołością i melancholiczną
niedyspozycją. Jego dobrze znana utrata krwi (Blutsturz) w Leipzig zdaje się
być histeryczną hematemezą (plucie lub wymiotowanie krwią). Podczas
rekonwalescencji sam przyznał, że jego ojciec uważał, że wygląda raczej
„na cierpiącego na dolegliwości umysłu raczej niż osobę, której ciało
jest chore”.
Właśnie w tym czasie
przeszedł także przez okres mistyczno-pietystyczny, który jest typowy dla
wszystkich neurotyków. W Strassburgu objawiał typowe symptomy silnej histerii
lękowej. Był wyjątkowo pobudliwy. Ta wrażliwość jest bardzo
charakterystycznym symptomem nerwicy lękowej. Goethe wspomina: „Każdy głośny
dźwięk był dla mnie nieprzyjemny, wszystkie nieprzyjemne przedmioty wzbudzały
we mnie niesmak i odrazę; szczególnie niepokoiły mnie zawroty głowy, których
dostawałem za każdym razem, gdy spoglądałem na dół z wysokości”. Po
posiłkach nękały go spazmy języka, powodujące, że musiał walczyć o
oddech.
Jednocześnie tendencja
jego dążeń instynktowych objawiała się silnie już od dzieciństwa;
nadmierna zmysłowość, chorobliwa zazdrość, najniebezpieczniejszy
nieopanowany charakter. Kiedy był wściekły wychodził z siebie, niszczył
obrazy o krawędź stołu, przestrzeliwał książki na wylot, itd. (Naturalnie
te z pozoru bezsensowne działania można z łatwością interpretować jako
czyny symptomatyczne.)
PRZYPISY
(1) To także przypomina
piękną myśl Hansa Sachsa w Meistersinger:
„»Mein
Freund, das g’rad ist Dichters Werk«,
Dass er sein
Traumen deut’ und merk’.
Glaubt mir des
Menschen wahrster Wahn.
Wird ihm im
Traume aufgetan:
All'
Dichtkunst und Poeterei.
Ist nichts als
Wahrtraum-Deuterei”.
(2) Möbius utrzymuje,
że poezja Goethego prawie jest przypadkiem poezji wewnętrznego przymusu.
(Barth 1903) Goethe wyskoczył w nocy z łóżka, podbiegł do biurka i zaczął
pisać swój wiersz od początku do końca, pisał na skos nie tracąc czasu na
wyprostowanie kartki. Jako że pióro, pryskając i drapiąc, mogłoby wybudzić
go ze stanu zbliżonego do transu, wolał używać ołówka. Möbius wskazuje na
bliskie podobieństwo między tym stanem a hipnozą. Nie ma wątpliwości, że
ekstaza poetycka jest blisko sprzymierzona ze zjawiskami somnambulistycznymi. Interesujące
materiały na ten temat można znaleźć w monografii Behaghela, „Bewusstes
und Unbewusstes im dichterischen Schafien” (Behaghel 1907).
Studium z tymi samymi
wnioskami zostało napisane przez F. Prescotta, nosi tytuł „Poetry and
Dreams” (Four Seas Co., Boston, Publishers). W monografii tej podobieństwa między
psychicznym mechanizmami tworzenia się snów i twórczości artystycznej są
wykazywane w oparciu o rozliczne przykłady z literatury.
(3) Wiadomo, że Jean
Jacques Rousseau był biczownikiem i masochistą.
(4) W pracy zatytułowanej
„Die Sexuelle Wurzel der Kleptomanie” (Monatshefte f. Sexualwissenschaft, nr
9, str. 190) wykazałem, że te kradzieże oznaczają „czyn zakazany” oraz
to, że do pewnego stopnia zastępują w symboliczny sposób pewien zakazany
stosunek płciowy.
(5) Por. „Pamiętnik
egoisty” Stendhala.
(6) Prawdę tę
ilustruje kilka wybitnych fragmentów „Inferno” oraz „Obszarów ducha”,
zbyt licznych, by je tu nadmieniać.
BIBLIOGRAFIA
Abraham K.
(1908), „Traum und Mythus. Schriften zur angewandten Seelenkunde”, Lipsk i
Wiedeń.
Barth J. A. (1903), “Goethe”, Lipsk.
Behaghel O.
(1907), „Bewusstes und Unbewusstes im dichterischen Schafien”, Lipsk.
Buschan G.
(1906), „Gehirn und Kultur”, Wiesbaden.
Freud S.
(1909), „Der Dichter und das Phantasieren. Sammlung kleiner Schriften sur
Neurosenlehre“, Wiedeń i Lipsk.
Jung C. G.
(1906), „Zur Psychologie der Dementia Praecox”.
Löwenfeld L.
(1903), „Über die geniale Geistestatigkeit. Mit besonderer Berücksichtigung
des Genies für bildende Kunst”, Wiesbaden.
Moebius M. A.
(1907), „Uber Scheffel’s Krankheit”.
Mühlmann, M.
(1900), „Über die Ursache des Alters: Grundzüge der Physiologie des
Wachsthums”, Wiesbaden.
Rank O.
(1907), „Der Künstler”, Wiedeń i Lipsk.
Sigaloff T.
(1907), „Die Krankheit Dostoievsky’s; eine ärztlich-psychologische
Studie”, Monachium.
Stekel W.
“Nervous Anxiety States and their Treatment”, Nowy Jork.
Strümpell
(1908), „Nervosität und Erziehung”, Lipsk.
[Obecny artykuł
Wilhelma Stekla był pierwotnie opublikowany pod tytułem “Poetry and
Neurosis: Contributions to the Psychology of the Artist and of Artistic Creative
Ability”, w autoryzowanym tłumaczeniu James S. Van Teslaar, w 1923 w piśmie
“The Psychoanalytic Review”, 10:73-96. http://www.npap.org/psychoanalytic/index.html
Redakcja HEKSIS dziękuje
The National Psychological Association for Psychoanalysis http://www.npap.org/
za zgodę na przetłumaczenie na język polski i publikację w dwóch
wersjach językowych artykułu Wilhelma Stekla w kwartalniku.