TADEUSZ
KOBIERZYCKI
TRISTAN
– ARCHETYP DRAMATYCZNEJ MIŁOŚCI
(recenzja:
Richard Wagner / Henk de Vlieger, Tristan – Balet Krzysztofa Pastora w dwóch
aktach do muzyki „Tristana i Izoldy, pasji orkiestrowej” w aranżacji Henka
de Vliegera i „Wesendonk-Lieder” w orkiestracji Felixa Mottla. Libretto:
Corel Alphenaar i Krzysztof Pastor, według „Dziejów Tristana i Izoldy”
Josepha Bediera. Sala Moniuszki – 31 marca 2009, wtorek, godz. 19, jedna
przerwa, zakończenie ok. 21.15, Teatr Wielki – Opera Narodowa, Plac Teatralny
1, 00-950 Warszawa)
Świat sztuki ma swój
system, który pokazuje i analizuje wszystkie wydarzenia realnego świata jako
metarefleksje. Pochodzą one ze świata alternatywnego, równoległego,
ukrytego. Potem ujawniają się w dramatycznych wyrazach, wystąpieniach,
wypowiedziach, w obrazach, które materializują się jako psychiczne,
psychosomatyczne czy psychofizjologiczne objawy ludzkich „przeżyć”. Są
one odbiciem unikalnego poznania, jakie człowiek dostaje od „twórców”, którzy
przenoszą z innej planety to, co zobaczyli lub usłyszeli, dzięki swoim
nadzwyczajnym receptorom ciała i duszy.
Twórcy przynoszą swoje
obrazy i myśli na świat znajdujący się kilka stopni niżej, w przestrzeń
codziennego życia, które rozwijając się wciąż znika, a znikając wciąż
się rozwija. Natura tego rozwoju jest zawsze dramatyczna, oparta na rozłamach,
dezintegracjach, dysocjacjach, czasem podlega destrukcji, prowadzi do rozpadu spójnych,
ale pustych systemów orientacji, obiektów pozbawionych ducha. To wszystko
dzieje się stale i stale odnawiane są ludzkie możliwości poznania i
„tworzenia”.
Jedną z przestrzeni świata
sztuki jest opera, inną balet, teatr, rozmaite obiekty, miejsca, w których
pokazują się twórcy i artyści, ludzie z „innego świata” – przebrani,
zamaskowani, w przybranych pozach, wyrażający się w sposób nienaturalny, posługujący
się specjalnym kodem, który ujawnia ich byt. Objawia się on wtedy, gdy schodzą
do miejsc, które nazywa się sceną, stadionem, estradą, itd. To są miejsca
specjalnie skonstruowane, kontrolowane, celebrowane właśnie dlatego, że są
miejscami specjalnych zdarzeń, „stamtąd”.
Świat Sztuki jest połączony
ze Światem Natury, tak jak Ciało połączone jest z Duchem, jak Mężczyzna połączony
jest z Mężczyzną, czy Kobieta z Kobietą. Nie jest to połączenie wieczne,
podlega podziałom, indywiduacji, odgatunkowieniu, solipsyzacji, aby znowu poddać
się połączeniu, regresji, ugatunkowieniu i socjalizacji. To wszystko odbywa
się stale i wszędzie, przybiera postać archetypu, wzorca, który reguluje
zachowania człowieka, tracącego orientację i tożsamość, gdy błąka się
pomiędzy Światem Sztuki i Światem Natury.
Przykładem animacji
archetypalnej są „Obrazy i Postacie Literackie”, czy „Postacie
Sceniczne”, które znajdują swoje ucieleśnienie w ”Operze” i w innych
„Miejscach Sztuki”, w świecie snów, ożywiających to, co wzorcowe, ale
pozbawione ducha. Tak można odczytywać wszystkie „Szieła Sztuki”. W tym
także dzieła „Świata Opery”, „Dzieła Baletu”, czy „Dzieła
Literatury” itd. Mają one wartość archetypu danego ludziom jako przewodnik
po świecie ukrytych myśli, emocji i działań. Jako przewodnik po „Świecie
Nieświadomości”. Tak można też czytać operę Richarda Wagnera „Tristan
i Izolda”, jako skrypt, który trzeba stale czytać, aby nie stracić
orientacji w świecie tego, co „Męskie” i „Kobiece”.
Istotą tej opery jest
dialog Mężczyzny i Kobiety, którzy są postaciami „świata Podzielonego”
przez „Miłość i Nienawiść”, przez „Życie i Śmierć”, przez „Ciało
i Płeć” itd. To, co podzielone dąży do połączenia, a to, co połączone
dąży do podziału, wędrując w kręgu potwierdzeń i zaprzeczeń. Takie są
na ogół przyczyny „tragedii”, ”dramatu” i „komedii” ludzkiego życia.
Sposób jej zrozumienia decyduje o tym, jakie środki zostaną użyte do tego,
aby połączyć to, co podzielone i rozłączyć to, co scalone. Istotny jest tu
język komunikacji, materia, która jest łączona lub dzielona, czy będą nią
Myśli, Uczucia, Ciało czy Dusza itd.
Archetypalny dramat
Tristana jest analizą podziału „Miłości i Nienawiści” między niego i
jego kobiecą reprezentację (Izolda) i ich system rodzinny. Archetypalny dramat
Tristana uzupełniony jest w kulturze europejskiej przez archetypalny dramat Don
Juana, którego reprezentacją są „Tysiąc Trzy Kobiety”. Jedna Kobieta (Izolda)
nie spełnia, nie zamyka dramatu egzystencjalnego Tristana, tak jak „Tysiąc
Trzy Kobiety” nie spełniają i nie zamykają dramatu egzystencjalnego Don
Juana. W jednym i w drugi przypadku brak jest równowagi, a o dramacie decydują
niedobory i nadmiary emocjonalne, które nie mają swoich właściwych odbiorców.
Dlaczego tak się dzieje – trudno odgadnąć.
Być może jest to tylko
brak równowagi między pierwiastkami kobiecymi i męskimi, być może jest to
brak równowagi w dystrybucji intelektualnej, cielesnej, erotycznej itd. Być może
błąd istnieje w kodzie nadawczym i odbiorczym, w sposobie wymiany elementów
miłosnych i nienawistnych między ludźmi. Być może brak jest tu po prostu
adekwatnej komunikacji między stronami. Brak takiej komunikacji między ludźmi
rodzi dramatyczne skutki, podczas, gdy w świecie przyrody dramat likwiduje się
przez zmianę partnera miłosnej komunikacji.
Być może błędy w
dystrybucji emocjonalnej są zaplanowane, celowe, istnieją po to, aby mocniej
żyć, aby walczyć ze snem i śmiercią. I że cierpienie jest włączone nie
tylko w estetykę, ale i w logikę ludzkiego podziału ciała i duszy. Te
problemy znajdujemy analizując dramat Tristana i dramat Don Juana, którzy
podejmują próbę asymilacji tego, co kobiece do systemu męskiego świata i
jest to skomplikowane nawet wtedy, gdy asymilacja taka ma charakter miłosny.
Asymilacji tej nie sprzyja komunikacja, której wzory oparte są na
nieadekwatnej procedurze porozumiewania się między ludźmi, ze względu na ich
ciało i płeć, które zastępują lub eliminują z komunikacji ich własne
dusze.
Miłość człowieka
jest siostrą snu i śmierci, one ją zastępują, wypierają, tłumią lub
niszczą. W takiej sytuacji Miłość i Nienawiść stają się przedmiotem
regulacji komunikacyjnej między ludźmi. Role te przejmują Choroba i Śmierć
lub „Choroba na Śmierć” (Søren Kierkegaard). Aby wyjść z niej,
nie wystarczy „zachorować na miłość”, bo wtedy symptomem tej choroby
staje się nienawiść i śmierć. Ich mowa zamienia się w milczenie,
profilaktyką staje się „choroba milczenia” (czyli autyzm). Wtedy miłość
istnieje tylko na poziomie oczu i uszu, na poziomie zmysłowej estetyki, nie
znajdując swojego etycznego i religijnego wyrazu. Być może w naszych czasach
estetyka zagarnęła wszystko, A więc wszystko, co żywe i co martwe realizuje
estetykę snu i śmierci. W tym duchu zrealizowany jest spektakl baletowy „Tristan”
Krzysztofa Pastora.
***
Balet „Tristan” –
K. Pastora składa się z dwu części, jest ciągiem kilkunastu scen, które
tworzą kontekst dramatu w części pierwszej, ale potem pojawiają się
ponownie w części drugiej jako ich odwrócenia, symetrie, dopełnienia,
zaprzeczenia itd. Przykładem tego założenia dramaturgicznego może być wstęp,
który ukazuje postacie rodziców i narodziny Tristana. Po ekspresowej
ekspozycji zbliżeń, dotyków, objęć, obrotów, podejść i skłonów, rodzi
się Tristan – obraz dość banalny. Potem ojciec znika, odchodzi, poza scenę.
Wkrótce znika matka. Bohater pozostaje sam.
Dramat zbyt szybko staje
się oczywisty, napięcie gaśnie. Swoja stratę Tristan rekompensuje w świecie
wyobrażonym, poprzez rozbudowany kontakt z duchami rodziców, których nie odróżnia
od żywych nawet kolor kostiumu. Teraz Tristanowi pomaga przetrwać w równowadze
psychicznej kontakt z dworem królewskim (król, opiekun osobisty, ludzie dworu
– rycerze, baronowie, itd.) Jego psychika została podzielone na dwie części,
na dwa rodzaje światów, gdzie duchy zmarłych działają tak, jak ludzie żywi,
muszą istnieć i działać razem. W tym spektaklu działa logika archetypu
opisana przez C.G. Junga, która jednakowo traktuje to, co świadome i nieświadome
oraz to, co materialne i duchowe.
Postacie żywych rodziców
i duchów rodzicielskich mają tylko nieznacznie zróżnicowane role, ubrania w
stylu uniseks, ojciec jest bardziej kobiecy niż matka, matka bardziej męska niż
ojciec. Stylistyka ta może jest uzasadniona w stosunku do duchów, które
pojawiają się „po śmierci”, gdzie płeć jest niezróżnicowana, ale w
sekwencji – „za życia” uzasadniona jest mniej. W spektaklu za mało jest
tego zróżnicowania, które staje się motorem konfliktu, dodaje erotycznej
energii opowiadanej historii. Eros i Thanatos zbyt się ze sobą utożsamiają.
Tancerze biorący udział
w przedstawieniu ustawieni są na ogół klasycznie w symetryczne grupy,
poruszają się w rytm muzyki, jak mimowie lub jak śpiewacy w greckim chórze.
Przejmują psychologiczną warstwę tańczonego dialogu Tristana i Izoldy. Usunięci
na bok lub w tył, tańczący lub stojący zapatrzeni lub zasłuchani nasycają
pięknymi obrazami melancholiczną muzykę Wagnera. Świetnie kontrastują lub
stapiają się estetycznie z przedmiotami, które budują dramaturgię tej
dziwnej miłości.
Jak chcą tego polscy
analitycy mitu o Tristanie i Izoldzie, przypowieść ta jest narracją o wzorach
miłości i śmierci. W programie do baletu zamieszczono teksty tym, że jest to
„poemat miłości”, opowieść o „nalewce z lubczyku”, który ożywia miłość,
o „napoju miłosnym, który jest mocny jak życie i mocniejszy niż śmierć’
(Tadeusz Boy-Żeleński), o wiecznej rozkoszy ciała, która rodzi wieczny
smutek duszy, o tym, że „ śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci”
(Jan Lechoń). Studium Bohdana Pocieja, erudycyjne i głębokie, jest jednak
zbyt ograniczone przez niemiecką filozofię ducha, redukującą znaczenie miłości
cielesnej (por. Suchodolski 1947).
Richard Wagner, wyjątkowo
popularny niemiecki kompozytor romantyczny, podejmuje problem miłości, którą
filozoficznie w Niemczech opisał Fryderyk Nietzsche, a w Polsce, Kazimierz Dąbrowski.
Dla obu kobieta i miłość męska to była kwestia mistyki lub rana która
pozostaje w emocjonalnej pamięci: „Trzeba pamiętać, jak żywy kwiat i żywą
ranę, osobę bliską i odeszłą, ale nie tylko. Trzeba tworzyć jej postać
transcendentalną. I jeżeli to się uda, już nigdy nie mieć tego rodzaju związków
najbliższych” (Dąbrowski 1980, s. 19).
Balet Tristan
zrealizowany w Teatrze Wielkim w Warszawie ukazuje miłość nie jako problem
biologiczny, witalny czy erotyczny, ale jako problem psychologiczny, ukryty w
urazach śmierci. Jest to baletowy traktat o miłości, której źródłem nie
jest seks i erotyka, ale fantazja, która ulokowana zostaje w drugim człowieku.
Taka miłość istnieje w sferze platońskich idei i wyraża się muzyce jako
rodzaj transgresji, jako wyjście na zewnątrz czegoś, co jest naznaczone pustką
lub nasycone psychotycznymi zjawami.
W spektaklu obserwujemy
rodzaj obsesyjnej (tu tańczonej nazbyt melancholijnie lub histerycznie)
sympatii chłopca i dziewczyny, która przybiera postać wyobrażeniową i
kinetyczną. Jej zadaniem jest ukazać fantazję miłosną łącząca bohaterów
nicią życia i śmierci. Ta nić nie jest w stanie utrzymać i umożliwić
realizację miłości fizycznej czy psychicznej. W dynamikę tej miłości
ingerują reguły biologiczne, kulturowe i religijne, dotyka jej także obłęd,
przypadek i los.
Najciekawsze fragmenty
baletu K. Pastora widz ogląda wtedy, kiedy na scenie pojawia się postać króla
Marka aż do końca pierwszej części spektaklu. Doskonale są te sceny
ustawione, zwłaszcza wszystkie duety. Postać króla odróżnia jest od reszty
bohaterów kostium, a także dobrze uschematyzowany ruch ciała. Czasami widać
zbytnią tendencję tancerza do „opuszczania ramion” i nadekspresję dłoni,
co może być manieryzmem lub wyrazem niefizjologicznego ruchu ciała.
Jan-Erik Wikstrom, jako
Tristan, zatańczył swoją rolę z umiarem i z chłopięcym,
gimnastyczno-sportowym wdziękiem, realizując zgrabnie i planowo należny mu
fragment partytury baletowej. Izabela Milewska z dziewczęcym, nieco
narcystycznym uporem zrealizowała swoje zadania taneczne. Jednak w tym balecie
Tristan to ktoś „Smutny”, poddany procedurom gry psychologicznej,
zaplanowanej przez choreografa. W realizacji tego pomysłu nawet bardzo sprawny
technicznie tancerz nie byłby w stanie wykrzesać w widzach estetycznej
sympatii. To, co Wikstrom przekazywał w tańcu, było realizowane tak, jakby było
to zaplanowane, jakby od dawna bohater przewidywał swoje przeznaczenie. Mało
kto emocjonalnie żywy poddaje się takiej logice i psychologicznej dydaktyce.
Techniki tańca
wykorzystane przez choreografa K. Pastora są mieszane – klasyczne i współczesne
(wzięte od Marty Graham i George’a Balanchine’a / Giorgi Balancziwadze).
Miałem kiedyś okazję być w Tbilisi i rozmawiać z Rezo Balancziwadze o
filozofii i sztuce. Moja kulturalna ignorancja sprawiła, że dopiero po pewnym
czasie zorientowałem się, że jestem w rodzinie wielkiego mistrza sztuki
baletowej. Dlatego z dużym zainteresowaniem oglądałem teraz spektakl
choreografa, który deklaruje jawnie swoje sympatie wobec tego wielkiego
mistrza.
Zatrzymywać wzrok na tańczącym
ciele tancerza czy tancerki, to coś więcej, niż patrzeć na nieruchomy obraz
czy rzeźbę, które przyciągają lub odbijają spojrzenie, działając na
psychikę przez wzrok. Taniec wciąga osoby patrzące w ruch ciał, nie dając
im spokoju, i zatrzymuje się dopiero tam, gdzie ono hamuje, załamuje się
lub znika z pola widzenia i czucia, kiedy ucieka z aktywnej strefy
energetycznej, spostrzeżeniowej i emocjonalnej.
Oprócz tańca
fizycznego realizującego się podczas spektaklu, odbywa się taniec wzrokowy,
emocjonalny, intelektualny, wyobrażeniowy widza. Wielką rolę odgrywa tu
estetyka oczu (taniec, scenografia, światła, przestrzeń) i estetyka uszu (dźwięk
muzyki, cisza, szmery i rytmiczny stukot tańczących stóp) Ta synestezja
decyduje o tym, że może realizować się platońskie „erotikon omma” (por.
dialog „Fajdros”). Warto podkreślić, że realizatorami światła byli
Tomasz Mierzwa i Stanisław Zięba, a realizatorami dźwięku – Iwona Saczuk i
Adam Ciesielski.
W każdym tańcu
dokonuje się pewien rodzaj somatyzacji percepcji, dla których ruch stanowi
kanwę projekcyjnej i estetycznej identyfikacji. Widzenie tańca zamienia się
dzięki projekcyjnej identyfikacji w wirtualny taniec widza – w ruch jego zmysłów
i jego umysłu. W tym spektaklu ta somatyzacja jest ograniczona, zbyt zależna
od koncepcji, a nie od percepcji. Realizatorami świetnych kostiumów byli:
Wanda Radwan-Richard i Aleksandra Dubińska.
Dawniej Grecy uważali,
że trans jaki umożliwia sztuka, daje kontakt z duchami (bogami), gdy tylko
dusza daje się ponieść szałowi. Tak sądził Platon.. Natomiast Arystoteles
uważał, że ważniejsza od teologicznego transu jest katharsis –
oczyszczenie z zalegających stłumień czy konfliktów. Balet „Tristan”
zrealizowany w Teatrze Wielkim w Warszawie jest bliższy ideom platońskim. Można
powiedzieć, że jest na wskroś idealistyczny, a może nawet psychotyczny.
Dowodem na idealistyczne założenia spektaklu K. Pastora jest choćby usunięcie
z tytułu drugiej osoby dramatu – Izoldy. To, co kobiece, jest tu oznaczone
brakiem, pustką, ma charakter idei, męskiej iluzji lub urojeń Tristana.
Wyobrażenia tego co kobiece mają charakter autystyczny, są z natury
pozbawione realności.
Postać Izoldy zdominowała
dramat Tristana, była bardziej realistyczna niż jej kochanek – zafascynowany
fantazjami miłości, ale nie czujący jej fizyczności. Tristan mógłby się w
tym dramacie objawić jako typ narcystyczny, psychopatyczny lub schizofreniczny,
histeryczny, melancholijny lub depresyjny, biseksualny, homoseksualny lub
transseksualny. Ale nie! On jest autystyczny, nekrofilny, żyje miłością bez
miłości, tęskni za duchami i tańczy z duchami, jako duchy traktuje nie tylko
zmarłych, ale i żywych.
Świat Tristana jest w
tym spektaklu oparty jest na obsesyjnym poszukiwaniu duchów, tak jak w
literaturze niemieckiej, jak w muzyce Wagnera. Ta kultura – jak to zauważył
Erich Fromm – jest bardziej nekrofilna niż biofilna. Eksploatacja
autystycznych wzorców miłości, to także tajemnica powodzenia muzyki Wagnera
w krajach anglosaskich. Potwierdza ona archetypy germańskie, z którymi
sympatyzują także holenderskie elity.
Kultura kręgu
niemieckiego celebruje i wytwarza dzieła sztuki, w których więcej jest tego,
co martwe, niż tego, co żywe, więcej jest mistyki, w której śmierć jest
identyfikowana z życiem i z przykrością, niż erotyki, w której Zycie jest
identyfikowane z doznającym przyjemności ciałem. Balet K. Pastora pokazuje
kobiecość jako fantazję ducha męskiego, miłość wyalienowaną ze świata
żywych, która jest przyczyną smutku mężczyzn.
Ten idealizm ma swoje
korzenie w małej akceptacji tożsamości męskiej. Jest rodzajem kompensacji
tego, o czym się śni, ale czego się nie realizuje. Opowieść o śmierci
Izoldy ma swoje psychologiczne korzenie:, najpierw musi zostać uśmiercona we
wzorach kultury (w archetypie), potem w wyobraźni pisarza i kompozytora, a następnie
w głowie scenarzysty i choreografa.
Romantyzm niemiecki
produkował tego typu obrazy kobiet i mężczyzn w sposób nagminny. Szczytowym
osiągnięciem tego rodzaju ideologii i kultury „miłosnej śmierci” jest „pasja orkiestrowa” „Tristan i Izolda” Wagnera, którego dzieła wyniósł
na piedestał kultury niemieckiej i światowej sam Fryderyk Nietzsche, aby potem
go z tego piedestału strącać – ale już bezskutecznie. Spektakl baletowy
Tristan daje nam wgląd w przyczyny specyficznego kultu Wagnera, twórcy światów
duchowych Germanii, opartych na jego własnych negroidalnych projekcjach.
Jak to widać w
spektaklu, duchy kobiet wytwarzane przez autystycznych mężczyzn uwodzą ich,
zabijają tak samo skutecznie jak dawniej. W polskiej literaturze obrazy
autystycznych mężczyzn są na szczęście nieliczne, niemal nie ma ich wcale,
dlatego interpretacja K. Pastora może być dla nas interesująca. Dla odbiorcy
polskiego wychowanego na kulcie kobiet, ta wizja jest mało pociągająca. Cały
spektakl jest estetycznie wysmakowany, ale psychologicznie zaprzeczony, tak jak
zaprzeczona jest dusza autystycznego mężczyzny. Kult kobiety wyobrażonej i
idealnej jest kultem romantycznym, opartym na zaprzeczonej męskości. Jego współczesną
wersję możemy znaleźć w wierszu polskiego filozofa Henryka Elzenberga:
W kształtów płynną
wiekuistość wcielona,
Ziemskość,
kruchość, nicość, boskość kobiety.
»Ona« woła nas, tęczą w
burzy rozpięta.
Hymny, szczyty, dzieła
męstwo, to Ona
I my wszyscy, twory wątłe
w rozkwicie.
Przez nią trwamy w
upojeniu – i bycie.
My pięknością
urzeczeni, zwieńczeni,
Na tym świecie, w tej
umarłej przestrzeni. (Elzenberg 2003, s. 20)
Filozoficzną strategię
myślenia autystycznego opisał perfekcyjnie Immanuel Kant i Johann Fichte, ale
perwersje źródła tego opisu odsłonił dopiero Zygmunt Freud, cała późniejsza
psychoanaliza oraz oparta na niej psychopatologia. Krzysztof Pastor poszedł po
linii estetyzacji autystycznej miłości, duchowości nekrofilnej, w której miłość
umiera najpierw w wyobraźni – jako duch pozbawiony ciała i duszy, a potem
pojawia się jako duch zamaskowany przez ciało i kostium, które zwodzą zmysły.
To przeestetyzowane
przedstawienie, oparte na technice powtórzeń zbyt schematycznych ruchów, ożywiały
kostiumy, lśniący zbliżający się do ciepłych odcieni bieli lub czerni układ
kolorów i świateł, dekoracje, projekcje internetowe, wirtualne ściany i zasłony,
usuwające się lub wysuwające przestrzenie akcji. W lepszej percepcji
przedstawienia pomagały piękne kostiumy, których autorem był projektant
mody, Maciej Zień. Przebijające się blaski kryształów pobudzały słabnąca
percepcję widza. Ten efekt pozaakustyczny odegrał ważną rolę nie tylko w
planie percepcyjnym ale także merytorycznym. Artystyczny odbiór spektaklu
wzmocniła także świetna ascetyczna scenografia Katarzyny Nesteruk.
Jak wiadomo taniec jest
sterowany nie tylko przez choreografie, ale przede wszystkim przez wyobraźnię
i muzykę. Od muzyki zależy w połowie sukces tancerza i choreografa. Dyrygent,
Tadeusz Kozłowski, dość płynnie prowadził orkiestrę, akompaniując
tancerzom i wokalistce Annie Lubańskiej, która wykonywała liryczne pieśni
Wesendonk-Lieder. Paradoksalnie, ten kobiecy śpiew bardziej ożywiał dramat,
niż tańczona kobieca rola Izoldy. Wprowadzenie dwu niezależnych podmiotów
kobiecych – śpiewaczki (solistki) obok tancerki (solistki) nie zawsze tworzyło
artystyczną jedność.
Krzysztof Pastor nie
wykorzystał energetycznych możliwości tańca, zawierzył bardziej energii śpiewu.
To ciekawe rozdwojenie na poziomie pomysłu artystycznego jeszcze mocniej ukazało
kobiecość w sposób schizoidalny, jako projekcję autystycznego mężczyzny,
który zamiast przeżyć miłość realnie, produkuje jej kolejne psychologiczne
wizje. Pomysł podwojenia miłosnych kobiecych ról (taniec i głos) nadaje
dramatowi nowy wymiar i skłania do postawienia pytania nie tylko o
psychopatologię reżyserską opisywanego dramatu, ale też o funkcję
informacyjną i kulturową scenicznego tańca, zwłaszcza baletowego,
wkomponowanego w jakąś historię.
Jak dotychczas, nie
znalazłem analizy konkretnego dzieła baletowego, która traktowałyby taniec
jako formę autystycznej komunikacji, czy formę komunikacji mistycznej.
Inscenizacja K. Pastora do takiej refleksji inspiruje i w tym upatruję wielką
artystyczną i pozaartystyczną wartość opisywanego tu przedstawienia.
BIBLIOGRAFIA
Brzezicki E. (1946),
„O potrzebie rozszerzenia typologii Kretschmera”, „Życie Naukowe” nr 5.
Brzezicki E. (1970),
„Histeria i skirtotymia”, „Przegląd lekarski”, nr 4.
Dąbrowski K. (1980),
„Aforyzmy egzystencjalne”, Warszawa-Zagórze
Elzenberg H. (2003),
„Piękność kobiet” (w:) „…I rzekł płomień”, Warszawa
Program
„Tristan”
Krzysztofa Pastora (2009), opr. Paweł Chynowski, Wyd. Teatr Wielki – Opera
Narodowa, Warszawa
Suchodolski B. (1947),
„Dusza niemiecka w świetle filozofii”, Poznań
[Recenzja (z nowym wstępem) oparta na drukowanej wersji „Tristan - miłość jako strata i marzenie”, „Humanistyka i przyrodoznawstwo” Nr 15/2009, ss. 351-356]