JACK ASKIND
UWAGI O ESTETYCE
ZAANGAŻOWANIA
(recenzja: Arnold Berleant, „Re-thinking
Aesthetics. Rogue Essays on Aesthetics and the Arts”, Ashgate Publishing
Limited 2007, wydanie polskie – Arnold Berleant, „Prze-myśleć estetykę. Niepokorne
eseje o estetyce i sztuce”, przekład Maria Korusiewicz, Tomasz Markiewka,
red. naukowa Krystyna Wilkoszewska, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac
Naukowych, Uniwersitas, Kraków 2007, 256 s.)
Arnold Berleant jest
emerytowanym profesorem filozofii z Long Island University (USA). Autor sześciu
książek, które były tłumaczone na kilka języków, redaguje od kilku lat
internetowe czasopismo (on-line) „Contemporary Aesthetics”, gdzie Krystyna
Wilkoszewska z Uniwersytetu Jagiellońskiego wchodzi w skład zespołu doradców
naukowych pisma (z błędnie napisanym nazwiskiem, Wilkowszewska, co należy do
pewnej tradycji przekształcania przez Amerykanów nazwisk polskich).
Autor jest kompozytorem
i pianistą. Książkę, którą recenzuje, cechuje ją spokojna narracja,
szeroka perspektywa analityczna skoncentrowana na osi
Kartezjusz-Kant-post-kantyzm. Pojęcie estetyki, definiowane jest na nowo za
pomocą głębszego rozumienia pojęcia „aisthesis”.
We wstępie dla Polaków
(do wydania polskiego) Autor wymienia kilka nazwisk ważnych dla niego i dla
polskiej estetyki XX wieku (W. Tatarkiewicz, R. Ingarden, S. Morawski, B.
Dziemidok, A. Kuczyńska, K. Wilkoszewska). To wyliczenie ma charakter
towarzysko-grzecznościowy, bo nigdzie w swoich tekstach Berleant się do ich
analiz nie odwołuje. Takie odwołania są tylko dwa. Jedno: „Kompozytorzy z różnych
okresów rozwijali medium dźwiękowe na swój własny charakterystyczny sposób
– transparentność Mozarta, ciężkie, czasem masywne akordy Beethovena,
poetycka czystość i głębia Chopina, perkusyjność Bartoka” (Berleant 2007, s. 237). To jest ogólna klasyfikacja. W tym ujęciu, „poetycka czystość
i głębia Chopina”, to wszystko, co Polacy mają z wkładu do światowej
sztuki.
Wkład do światowej
estetyki jest wybitnie jednostkowy, według amerykańskiej percepcji profesora
filozofii, tym razem negatywny. Chodzi o ruch postmodernistyczny, który otwiera
estetykę na pluralizm, odblokowuje represjonowane przez teorię sztuki i
politykę ukryte w niej treści. Jednak, mimo to, może być oceniany
negatywnie. Takiej interpretacji dokonuje Stefan Morawski. Berleant pisze:
„nie akceptuję też przesadnych deklaracji uczynionych w jego imieniu
(kierunku postmodernistycznego – J.A.), które doprowadziły Stefana
Morawskiego i innych krytyków do traktowania postmodernizmu, jako
beznadziejnej, destruktywnej pułapki” (Berleant 2007, s. 55).
Jest to uwaga ze wszech
miar słuszna, gdyż dystansuje się wobec elitarystycznej wizji sztuki, która
traktowana jest w sposób normatywny (mentalistyczny, a nie somatyczny, jak próbuje
ten ruch usprawiedliwić Arnold Berleant; por. s. 65) przez S. Morawskiego. Z
tego punktu widzenia dzieło amerykańskiego filozofa jest niezmiernie pouczające
i merytorycznie ważne. Nie etykietuje, ale analizuje nowe zjawiska w sztuce i w
refleksji estetycznej.
Według Berleanta
estetykę trzeba dziś rozumieć inaczej niż w przeszłości, powinna być
oparta na pojęciu doświadczenia, które ma swoją historię (mistycyzm, Roger
Bacon, brytyjski empiryzm, kantyzm, pragmatyzm Peirce’a, Jamesa i Deweya,
fenomenologia, analiza lingwistyczna itd.). Zasadnicza zmiana ma dotyczyć
odrzucenia kategorii „estetycznej bezinteresowności” na rzecz pojęcia
„estetycznego zaangażowania”. W tym celu autor poddaje krytyce stanowisko
Kanta, który uznał umysł za konstytutywne centrum wiedzy, za pomocą którego
budowany był przez ostatnie dwieście lat obowiązujący obraz świata.
Zasadniczą spuścizną
Kanta jest świat podzielony na królestwa wiedzy (teoretyczne), moralności
(praktyczne) sądzenia (estetyczne i teologiczne). W jego czasach ten podział
był produktywny. Dziś jest antyproduktywny. Zwłaszcza dlatego, że wyłączył
spod analizy problem ciała i zmysłów, intuicji i kontaktu, które odgrywają
dziś dużą role w analizie poznawczej we współczesnej filozofii i
psychologii sztuki. Po drugie dlatego, że w tym ujęciu, żaden gatunek sztuki
nie jest reprezentatywny dla całej sztuki. Nie jest możliwe budowanie struktur
nadrzędnych, konstrukcji „nad i pod” w świecie, które łączy jakaś
zasada jedności. Ta zasada to dla Berleanta – „doświadczenie zmysłowe”.
Jest ono opisane w greckim pojęciu – „aisthesis”, które oznacza wrażenie
zmysłowe.
To cofa nas do teorii,
która zakładała, że nie ma tego w umyśle, czego nie było w zmysłach.
Oderwanie poznania zmysłowego od teorii piękna i przypisanie go umysłowi i
jego strukturom, stworzyło klasyfikacje, które przekształciły sztukę w
teorię obiektów intelektualnych, w rodzaj „piękna” ukrytego w logice
spostrzeżeń umysłowych. W ten sposób teorie estetyczne stały się
„pustymi pajęczynami logiki”. Ukrywały jednak system wiedzy, któremu
odpowiadał system władzy, charakterystyczny dla danej epoki i środowiska, które
promowało, jako wzorzec grupy wzajemnie celebrujące te same obiekty, jako
wzorce politycznej obecności, za pomocą wyznawanego przez nich „estetycznego
obyczaju”.
Z pewnością estetyka
jako dziedzina wiedzy utraciła dziś siłę normatywności, a więc pewnego
rodzaju totalitarnych roszczeń, do oceniania obiektów artystycznych, która
zastąpiona została przez dopuszczenie do narracji i ekspresji sfer dotąd
wykluczanych (np. krytykę feministyczną, percepcje ludzi chorych psychicznie
lub niepełnosprawnych, orientację ekologiczną), wraz z rozszerzeniem społecznych
funkcji sztuki stała się ona mniej ekskluzywna, a bardziej inkluzyjna, włączająca
do świata sztuki światy wyklęte, zakazane, pomijane, marginalizowane,
niszczone lub zapomniane. Wszystkie sposoby uprawiania sztuki mają jakąś
wartość, może być ona pozytywna lub negatywna.
Współczesna estetyka
poszerza aksjologiczną oś interpretacji sztuki, demaskując jej pretensje do
kanonizowania jednostronnych upodobań, wybranych przez historię ekspertów i
znawców, budujących spekulatywne systemy dla czegoś, co jest doświadczalne,
naturalne i zmysłowe, a nie tylko intelektualne. Oznacza to koniec tradycyjnej
estetyki, opartej na przemocy symbolicznej, wobec widza czy audytora, którym
teraz przyznaje się współtwórczą rolę, bardziej niż dawniej. Odbiorca nie
jest już tylko adresatem luksusowego prezentu pod nazwą „dzieło sztuki”,
za które musi zapłacić wygórowaną cenę. Teraz uznaje się jego wkład w ożywianie
percepcyjne dzieła zawsze, kiedy tylko chce na nie spojrzeć lub je usłyszeć.
Teraz też musi za nie zapłacić, ale ma pewność, że tylko on je ożywia,
kiedy trzyma w ukryciu przed oczami i uszami innych możliwych perceptorów.
Berleant uważa, że
trzeba uchylić także inną hegemonię, poza dominacją intelektualistów i
grup ekskluzywnych koneserów sztuki, z którymi i dla których tamci pracują.
Zakłada bowiem, że kryteria oceny dzieł „powinny odpowiadać konkretnym
działaniom artystycznym, a nie historycznym, społecznym czy artystycznym
normom”. Kryje się za tym zniesienie hegemonii całej zachodniej kultury, gdyż
istnieją inne tradycje warte studiowania w sposób dla nich bardziej właściwy,
niż estetyczny eurocentryzm, itp.
Przykłady można mnożyć
w ramach samej eurokultury czy euroestetyki. Jednym z nich jest „dionizyjska
reakcja na rock” czy „apollińska reakcja na jazz” lub np. „kartezjańska
reakcja na barok” itp. Jest oczywiste, że inaczej reagujemy na prosty utwór
ludowy, a inaczej na złożoną konstrukcję fugi. Ta różnica nie jest tylko
poznawcza czy psychologiczna. Tu chodzi o różny zakres doświadczenia. I różny
zakres przesłania, które daje się kwalifikować nie tylko estetycznie, ale i
moralnie. Sztuka i aksjologia są ze sobą dość mocno związane, mogą one budować i niszczyć nasze przeżycia. Nie mniej, poza osobistym zachwytem i
odrazą, trzeba uwzględniać także społeczne konteksty sztuki, przejście od
ja do nie-ja, do jakiegoś ty i my, do całości, która ma swoje źródło w twórcy,
w dziele i w odbiorcy. I jest to zależność wewnętrznie lub zewnętrznie sprzężona.
Ciekawa jest uwaga
Berleanta o pochodzeniu słowa sztuka od łacińskiego - ar- sztukować, łączyć
rzeczy w całość. W tym wypadku w sztuce chodzi o to, aby łączyć ludzi i
rzeczy w całość. Ten postulat jest tak mocny, ze wszelka próba oddzielania
ludzi (twórcy czy odbiorcy) i rzeczy sztuki, nazwana jest fałszem. Wskazuje na
to samo słowo dzieło, które jest nośnikiem i zbiornikiem pracy ludzkiej,
niejako jej twardym dyskiem, pamięcią pracy jaka została wykonana, aby ukształtować
lub stworzyć owo dzieło. Tak więc wydaje się jasne, że reakcja na sztukę
jest jej ponownym tworzeniem, które ma swój początek w działaniu twórcy
wpisującym się w tworzywo, którego używa, aby wytworzyć swoisty rodzaj spójni
jego ducha i materii.
Aby to, co jest zamknięte
w obiektach sztuki mogło być zobaczone lub usłyszane potrzebny jest specjalny
akt percepcji, uwaga, która udzieli mu nowej energii. Modelem jest to, co
dzieje się w teatrze interaktywnym, kiedy oprócz wzroku czy słuchu udział
bierze intelekt i ruch, działanie, które ożywia wytworzone obiekty sztuki i
nadaje im za każdym razem inne istnienie. A bezosobowe i obiektywne zasady,
zdaniem Berleanta, nie wyjaśniają i nie tłumaczą nam nie tylko dzieł
naszych czasów, ale i dzieł okresów minionych.
Własny postulat
„estetyki zaangażowanej” Berleant opiera na tym, że sztukę tworzy się po
to, aby jej doświadczać i przeżywać. Nie chodzi tu o bierne percepcje, ale o
przeżywanie, które jest ponownym tworzeniem i odtwarzaniem na nowo „porządku
doświadczenia”, które ustanowił wcześniej twórca. Takie podejście
narzuca pewien rodzaj aktywności performatywnej, która przynależy do porządku
doświadczania sztuki i świata.
Aby to lepiej wyrazić
Berleant tworzy pojęcie „pola estetycznego”, podobne nieco do innych „pól
poznawczych ” np. pola znaczeniowego, itp. Definiuje je jako kontekst przeżycia
estetycznego, „w którym wzajemnie na siebie oddziałują cztery główne
czynniki tworzące jedność doświadczenia normatywnego: twórczy,
przedmiotowy, performatywny i wartościujący”. Pojęcie to opracował już w
1970 roku (por. A. Berleant (1970) „The Aesthetic Field: A Phenomenology of
Aesthetic Experience”, Springfield: C.C. Thomas).
Jak chce Berleant:
„Zaangażowanie łączy w sobie szeroką skalę wartościującego
uczestnictwa, od relatywnie stłumionej, lecz intensywnej uwagi, jaką obdarzamy
sztukę klasyczną, emocjonalną empatię tak kuszącą w wypadku sztuki o
cechach romantycznych, aż do aktywnego współdziałania wymaganego przez
niemal całą sztukę ludową i popularną. Stopień zaangażowania zależy od
gatunku sztuki, okresu historycznego, praktyki kulturowej, a przede wszystkim od
indywidualnego dzieła sztuki, indywidualnego odbiorcy i konkretnego momentu ich
spotkania. Mimo to estetyczne zaangażowanie odpowiada znacznie lepiej niż chłodny
obiektywizm percepcyjnemu, somatycznemu i kognitywnemu uczestnictwu, którego
wymaga od nas sztuka o wielkiej sile” (Berleant 2007).
Berleant dodaje, że
termin zaangażowanie lepiej odzwierciedla integrację sztuki, niż inne
terminy. Pozwala lepiej określić znaczenie „jej wartościującego odbioru w
postępującym procesie, który nazywamy ludzką kulturą”. To są najważniejsze
założenia „estetyki zaangażowanej” w ujęciu Berleanta. W całej książce
jest wiele cennych i nowatorskich sugestii, które warte są poznania i
dyskutowania, ale nie sposób pomieścić ich w krótkiej recenzji, która nie
może być tylko prostym streszczeniem idei autorskich, nawet najciekawszych –
bez stawiania pytań i wątpliwości. Zanim je postawię wymienię jeszcze
problemy, którymi zajmuje się autor w recenzowanej książce.
W rozdziale „Prze-mysleć
estetykę”, prowadzone są rozważania nad podstawami estetyki w dyskusji z
Kantem, omawiane jest stanowisko Terry Eagletona, a następnie Wolfganga Welscha.
Dalej omawiane są „Trudności w tradycyjnej estetyce”, wynikające z
kantowskiego rozumienia piękna, skrytykowanego przez F. Nietzschego.
„Nowy Kierunek
estetyki” objaśnia Breleant przez sześć postulatów: 1) rezygnacja z
kategorii rzeczownikowych na korzyść przymiotnikowych np. doznanie na
doznaniowe, percepcję na percepcyjne, itd. – aby zaznaczyć płynność doświadczenia
estetycznego; 2) zastąpić uniwersalizm analiz estetycznych pluralistycznym
opisem; 3) dać pierwszeństwo zróżnicowanym tradycjom kulturowym w estetyce;
4) odejść od esencjalistycznego myślenia o pojedynczych czynnikach i siłach,
partykularnego ujęcia takich kwestii, jak emocja, ekspresja, znaczenie i szukać
zjawisk złożonych, ich współzależności i zróżnicowanych kontekstów; 5)
patrzeć na wartości estetyczne w sposób ciągły a nie izolowany; 6) budować
opartą o estetyczność krytykę sztuki, kultury i wiedzy, bo one również mają
wymiar estetyczny. Konieczna jest krytyka samej teorii estetycznej. Zaangażowanie
estetyczne powinno być badane w ramach estetyki kontekstu i kontinuum.
W rozdziale drugim
omawiana jest historyczność estetyki – początki teorii estetycznej, w
Grecji klasycznej, a zwłaszcza teorie z XVIII wieku i pojęcie bezinteresowności,
które jest badane u wielu autorów tego okresu. Przeciwstawiane im są wyzwania
sztuki nowoczesnej i zapotrzebowanie na nową ogólną teorię estetyczną. W
rozdziale trzecim opisowi poddana jest idea bezinteresowności w sztuce i próba
zdystansowania estetyki, która powinna być budowana „poza bezinteresownością”.
W rozdziale czwartym następuje wykład o tym, czym jest lub powinna być
estetyka jako teoria adekwatnie opisująca zjawiska sztuki współczesnej.
W części drugiej
zatytułowanej „Implikacje ikonoklastyczne”, w rozdziale piątym Berleant w
sposób odświeżający opisuje to, co sensualne i zmysłowe w estetyce w
zakresie percepcji, doświadczenia, moralności. W rozdziale szóstym badane
jest zjawisko ucieleśnienia estetycznego, najbardziej interesujący fragment
rozważań na temat sztuki somatycznej i somatyzacji sztuki, somatyczny wymiar
estetyki. Tu ucieleśnione wartościowanie i różne sposoby ucieleśnienia –
estetyczne, kulturowe ciało estetyczne.
W rozdziale siódmym
znajdujemy znakomity esej o intuicji w sztuce (Pigmalion na nowo odkryty), dalej
mowa jest o pojęciu mimesis, jako formie ucieleśnienia, i opisane różne
aspekty intuicji – sensoryczna, formalna, twórcza, wartościująca,
ontologiczna, metafizyczna i realna (intuicja i rzeczywistość). W rozdziale ósmym
pisze się o sztuce bez przedmiotu, o malarstwie jako sztuce reprezentacji, w
dyskursie Richarda Wollheima. W rozdziale dziewiątym refleksja rozszerza się
na problem sztuki tego, co niewidoczne, tu też pojawia się problem
konceptualizmu i sztuki konceptualnej (Jasper Johns).
W części trzeciej –
„Prze-myśleć sztukę” w rozdziale dziesiątym mowa jest o śmierci w
obrazie, słowie i idei, o śmierci w sztukach wizualnych, w poezji. W rozdziale
jedenastym o fenomenologii
przestrzeni rzeźbiarskiej Brancusiego (bryła, ruch, otoczenie). W rozdziale
dwunastym omawiana jest estetyka aktu wypowiedzi literackiej jako rodzaju
werbalnej obecności człowieka ( w języku i literaturze, akcie wypowiadania),
z perspektywy fenomenologii słowa mówionego.
W rozdziale trzynastym
rozwijana jest analiza aktu wypowiedzi literackiej w kontekście intuicyjnego
impulsu wykonania (w sztuce i w literaturze), poszerzona o określenie roli mowy
w literaturze i problem oddechu i ruchu w akcie wypowiedzi literackiej. Rozdział
czternasty poświecony jest fenomenologii wykonania muzycznego, w aspekcie
rozumienia jego wykonania. Potem poznajemy problem wykonania pianisty, z punktu
widzenia obserwatora oraz doświadczenie i fenomenologię wykonania. Całość
zamyka nota biograficzna sporządzona przez K. Wilkoszewską, indeks nazwisk i
spis treści.
Po
tej prezentacji wracam do dyskusji samego pojęcia „zaangażowane”, które
jest zgodne z tytułem pracy Berleanta – „Art and Engagement”(1991), w której
przedstawił swój główny pomysł, zmiany uprawiania estetyki. Warto by może
zwrócić uwagę, że dla Polaków pojecie zaangażowania ma charakter przede
wszystkim polityczny, a sztuka zaangażowana wiąże się ze sztuką agitacji.
Toteż lektura, która używa tego pojęcia może być przy powierzchownym podejściu
do tego pojęcia, niewłaściwa. W istocie Berleantowi chodzi o rozróżnienie
między percepcją i partycypacją, którą w Europie opisywał Lucien Lévy-Bruhl
i należy żałować, że jego pojęcia „participation” (participation
mystique) amerykański badacz estetyki nie zna. W każdym razie nie znajdujemy
tego nazwiska ani w obszernym indeksie nazwisk, ani w tekście, który by na to
wskazywał.
Warto
prześledzić tę opozycję (percepcja), którą opracował Merleau-Ponty z pojęciem
partycypacji (participation), które opracował Lévy-Bruhl, aby się przekonać
jak wiele jest podobnych intuicji w tekście Lucien Lévy-Bruhla i Arnolda
Berleanta. W języku polskim trzeba by mówić np. o „estetycznym
uczestnictwie” lub o „estetyce uczestniczącej”. Mówi o tym dzieło
„Partycypacja bytu” (Z. Zdybicka ), które bada kwestię uczestnictwa ze
strony klasycznej metafizyki. Można je wykorzystać do rozwijania idei estetyki
opartej na zagażowaniu lub uczestnictwie, gdyż odpowiada ono opisywanej
perspektywie poznawczej.
Myślę, że bardziej zróżnicowane
mogłyby być inne kategorie Berleanta odnoszone do „zaangażowania
estetycznego”, gdyby wykorzystał on zróżnicowanie jakiego dokonał Max
Scheler w swoich fenomenologicznych badaniach. Nie wystarczy tu samo pojęcie
empatii, która wymaga zdolności do wczucia w obiekty estetyczne, czy też
estetycznego wczucia, czemu poświęcona jest spora liczba analiz fenomenologów
niemieckich.
Znajdujemy je w teorii
dezintegracji pozytywnej K. Dąbrowskiego różnicujące wyodrębnienie –
syntonii, sympatii i empatii, które, dotyczy stopni percepcji i partycypacji
egzystencjalnej. Tym bardziej różnice te występują na gruncie partycypacji
estetycznej, którą pod pojęciem zaangażowania, postuluje Berleant w swoich
projektach intelektualnych. Inspirujących miejsc jest w tych esejach znacznie
więcej. Pobudzają one do dyskusji nad statusem estetyki współczesnej.
Tłumaczenie Berleanta
to także zasługa polskich tłumaczy książki oraz tych, którzy są tylko
wzmiankowani w przypisach polskiej edycji. (B. Baran jako tłumacz tekstów
Heideggera i Gadamera (s. 42 i 187), S. Barańczak – Szekspira (s. 224), J. Gałecki
– Kanta (s. 31 i 55), M. Godyń - tekstu o estetyce w świecie, redagowanego
przez M. Gołaszewską (s. 73), M. Korusiewicz, jako tłumaczka W. Wordswortha
(s. 60), M. Kowalska i J. Migasiński – J.-F.
Lyotarda (s. 65), A. Potockiego – Deweya (s. 89), P. Siemion – W. B. Yeatsa
(s. 240), W. Witwicki – Platona (s.105 i 189) oraz B. Zieliński – H.
Mellville’a (s. 227).
Istnieje estetyka tłumaczeń,
która zakłada uczestnictwo tłumacza w kilku językach naraz, nie tylko w jego
pojęciach, ale i w jego emocjach, energii, znakach, które można by opisać
jako szczególny przypadek „estetyki zaangażowania” i zaangażowania
estetycznego propagowanego przez Arnolda Berleanta.