FILOZOFIA
TAŃCA – PIĘĆ GŁOSÓW W DYSKUSJI
Redakcja zamieszcza
kilka wybranych głosów w dyskusji na temat związków filozofii i tańca. Ich
autorami są byli studenci (absolwenci) Pedagogiki Baletu w Akademii Muzycznej
im. Fryderyka Chopina w roku akademickim 2004/2005.Temat dotyczył relacji między
„ja” i tańcem. Prace powstały jako zaliczenia roczne na zajęciach z
filozofii prowadzonych przez prof. dr hab. Tadeusza Kobierzyckiego. Studenci
korzystali z wykładów, z książki pt. „Filozofia osobowości. Od antycznej
teorii duszy do współczesnej teorii osoby” T. Kobierzyckiego (Warszawa
2001), Historii filozofii” W. Tatarkiewicza (Warszawa 1965) oraz z tekstów źródłowych..
Teksty zamieszczono w
porządku alfabetycznym – Witold Biegański, Filozofia tańca – „Ja” –
wielość i transcendencja, Anna Krzyśków, Filozofia tańca – „Ja –
edukacja i indywiduacja, Karolina Kuliga, Filozofia tańca – „Ja” – ciało
i emocje, Jacek Nowosielski, Filozofia tańca – „Ja” – pragmatyzm i
artyzm, Elżbieta Wiśniewska, Filozofia tańca – „Ja” – sztuka i
osobowość.
Dział Varia,
kwartalnika Heksis 2010 nr 2 – zamyka tekst Witolda Bardzińskiego, studenta
Podyplomowych Studiów Teorii Tańca, w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka
Chopina rok akademicki 2009/2010, poświęcony relacjom – taniec i sytuacje
graniczne.
Redakcja zamierza
drukować podobne wypowiedzi w przyszłości zapraszając środowisko tancerzy
do publikacji swoich analiz i refleksji związanych z rozmaitymi znaczeniami tańca
w poznaniu, rozwoju kultury i w codziennym życiu człowieka.
WITOLD
BIEGAŃSKI
FILOZOFIA
TAŃCA – „JA” – „WIELOŚĆ” I TRANSCENDENCJA
1. Człowiek, mimo
wielkich zdobyczy nauki, pozostaje tajemnicą, fascynując filozofów od
najodleglejszych czasów. Studia nad tematem „ja” podejmowało wielu filozofów
tworzących coraz to nowe teorie. „Ja” traktowane jest jako znak, pojęcie
lub symbol ludzkiego podmiotu na równi z pojęciem duszy, charakteru, osobowości,
ciała, historii czy Boga.
„Ja” stanowi
biologiczne, psychologiczne, historyczne, a także religijne centrum jedności,
całości, tożsamości, trwałości, życia jednostki ludzkiej. „Ja” uważane
jest za kreatora, koordynatora funkcji pamięci, uczuć, wyobraźni, myślenia,
wrażeń i działania. Wyznacza ono granice przytomności (świadomości) i
nieprzytomności (nieświadomości), zdrowia, choroby, życia i śmierci.
„Ja” jako kreator może
oznaczać w balecie czy tańcu stworzenie choreograficznego układu – i bywa
– odtańczenie go przez autora pomysłu. Można kreować nowe dzieła
choreograficzne wymagające specyficznych umysłowych cech twórcy, czegoś całkowicie
nowego. Cechy twórców – kreatorów choreografii wydają się wykazywać artyści
w dziedzinie tańca współczesnego. I te balety, czy części konkursów, są
nowym powiewem i odbierane są nawet przez młodzież baletową entuzjastycznie.
„Ja”, jako
koordynator funkcji pamięci, uczuć, myślenia, wyobraźni – to właśnie to
„ja”, idealnie wprost potrzebne tancerzowi. Bywa, że tancerz skupia się na
technicznych trudnościach roli – lecz widz, czy krytyk określi efekt jako
kreację „bez wyrazu, płytką, czy całkowicie błędnie interpretowaną”.
Wyobraźnia, wrażliwość, uczuciowość, to cechy, które niewielu artystów
tancerzy potrafi przekonywująco, w sposób trudny do określenia, a nie do
wyuczenia – przedstawić.
2.
Bujny rozwój nauk przyrodniczych jak i matematycznych przyniósł w okresie
baroku (XVII w.) nowożytną teorię „ja”, która stała się trwałym składnikiem
filozofii człowieka w Europie. Réné Descartes, ojciec filozofii nowożytnej,
twierdził, że „ja” to rzecz myśląca. Istnienie utożsamiał z myśleniem:
„ja jestem – ja istnieję – „cogito ergo sum” – „myślę,
więc jestem” (ja) (”ja” tańczę, więc jestem).
Błażej Pascal, wielki
matematyk i filozof, określił „ja” jako sposób wyrażania własnej
pozycji w świecie ( „ja” w odróżnieniu od innego tancerza, czy od innego
środowiska). Søren Kierkegaard, prekursor egzystencjalizmu, podkreślał,
że „ja” jest rzeczywiste i idealne – jest wzorem do upodabniania się,
celem dążeń wewnętrznych, przybiera różne kształty: osobisty, społeczny
lub obywatelski (tancerz staje przed potrzebą wyboru własnej postawy i swego
miejsca w społeczeństwie).
Fryderyk Nietzsche,
ojciec witalizmu, znawca muzyki i tańca uważał, że „ja” jest funkcją
ciała, że bez ciała „ja” nie istnieje. Ciało jest najwyższym skarbem
– ciało nie mówi „ja”, „ono je czyni” (tancerz posługuje się językiem
ciała; widz oczekuje, aby ciało „opowiedziało” całą akcję libretta).
Nietzsche podkreślał znaczenie przyjemności cielesnych typu dionizyjskiego (w
charakterze niektórych tancerzy jest też ślad cechy wyższości ich zawodu,
ślad duchowości apollińskiej, elity wybrańców bogów).
Zygmunt Freud w swojej
teorii psychoanalitycznej „ja” chciał pogodzić konfliktowe żądania ze
strony instynktów, sumienia i środowiska zewnętrznego. W życiu emocjonalnym
„ja” przyjemnościowe oddziela się od „ja” rzeczywistego, które jest
oparte na doznawaniu przykrości. Wtedy powstaje możliwość wytworzenia się
„ja” narcystycznego (w środowisku tancerzy słyszy się czasem opinie, że
aby emanować na publiczność niezwykłością, trzeba, choćby na jakiś czas,
uwierzyć w swój narcyzm – tak jak wielki tancerz Wacław Niżyński).
Carl Gustaw Jung,
filozof kultury i psycholog głębi, opisywał „ja” jako centrum osobowości,
jako podmiot personalizacji i rozwoju świadomości. Od dzieciństwa jesteśmy
ograniczani regułami religii (u nas Dekalog), czy prawem państwowym. Jednocześnie
uczymy się czynić swoje działanie akceptowanym (w szkole baletowej ukazywane
są nam bardzo jasne i oczywiste oczekiwania i rygory nauki; potem w teatrze
wymagana jest świadomość opanowania sztuki, gotowość do ofiarnej pracy i ogólnych
zasad społeczno-organizacyjnych).
„Ja” według Junga
ma dwie podpory – świadomość i nieświadomość. ”Ja” rozwija się w
wyniku zderzeń ze środowiskiem i ze światem zewnętrznym – wzbogacając ilość
wrażeń – doświadczeń (jak tancerz, który wynurza się spod klosza opieki
szkolnej, czy wyrusza w poszukiwaniu nowych doświadczeń). „Ja” dotyczy
tylko osobowości świadomej, która może w procesie indywidualizacji asymilować
treści nieświadome (ból, cierpienie, tworzenie, miłość, choroba) jako część
całości.
„Ja” – w płaszczyźnie
świadomości kształtuje decyzje, które są przejawem wolności, tzn., że
jednostka może swobodnie decydować o swoim postępowaniu lub ma subiektywne
poczucie wolności. Decyzje te mogą wchodzić w kolizję z naciskami środowiska,
religii, zasad i stanowią granicę ich działania. (Z problemem wolności
„ja” w teatrze wiążą się naciski ograniczające swobodę artysty: wybór
programu, repertuaru dla teatru, zespołu, dobór personelu, tancerzy do zespołu,
obsada ról, trendy, mody, oczekiwania publiczności, oceny krytyków, czy oceny
zwierzchnich instytucji).
Granicą dla wolności
„ja” może być konflikt z jaźnią. Jaźń koryguje wolę człowieka –
uwalnia go lub zniewala (hamuje lub wzmacnia działanie). Okoliczności zewnętrzne
ograniczają zachowanie człowieka (tancerza w szkole, w zespole – wśród
innych, w teatrze – w stosunku do całego personelu).
William James, amerykański
twórca nowoczesnej psychologii, pojmował „ja” trojako: jako to, co
duchowe, materialne i społeczne. „Ja” jest nieprzerwanym ciągiem myśli
– a każda następna dziedziczy coś z poprzedniej – taka ciągłość jest
cechą treningu i doskonalenia tancerza, jakakolwiek luka odbija się w następnych
latach i jest często nie do odrobienia.
Edmund Husserl, w swojej fenomenologii wyróżnił trzy rodzaje ja: moje „ja” we mnie, „ja” transcendentalne oraz „ja” obserwacyjne (utrzymanie własnych przekonań i dążność do ich racjonalności, sięganie poza granice – oznacza nie ograniczanie się tancerza skorupą dotychczasowych form, a odważne szukanie nowych, kreowanie ich, a potem prezentowanie; w muzyce powstają i akceptowane są nie bez oporów, nowe style; dlaczego nie można zastanowić się, czy w sztuce tanecznej nie ma już nic do udoskonalenia?).
Roman Ingarden, polski
badacz estetyki fenomenologicznej, akcentował fakt, że „ja” jest centrum
osoby ludzkiej, że jest spełniaczem aktów świadomych (tancerz świadomie
traktujący sztukę; „ja”, jako cała istota ludzka pełniąca określone
funkcje w społeczeństwie, oznacza, że każdy tancerz, jako niepowtarzalna
osobowość, samotnie wytycza swą drogę aktów służebnych sztuce i społeczeństwu,
jako nałożonych – wymaganych regulaminowo przez instytucję lub własnych
inicjatyw; od pierwszego aktu wyboru tej niepewnej, trudnej, mało jasnej i
nieznanej drogi tancerz jest szczególnie samotny w codziennej pracy; nie tylko
intelektualne możliwości, nabywana wiedza indywidualna o tej sztuce, ale cała
sfera problemów związanych z budową ciała, tak indywidualną, z tak
nieprzewidywalnym efektem ćwiczeń – niby tych samych dla wszystkich, a tak różnych
w rezultatach, zagrożenie kontuzjami – odwracalnymi czy też stałymi –
czyni ten zawód szczególnie trudnym).
Karol Wojtyła,
personalista i neotomista, jako etyk analizował czyn ludzki jako fundament
poznania własnego „ja”. Osoba jest wpisana w czyn – który uwydatnia
konkretne „ja” jako świadomą sobie przyczynę działania ( tancerz wyrażać
się może w kreowaniu roli, w choreografii, w pedagogice; ma wiele szans i
wyborów dla ukazania swego „ja”. Musi zadecydować, jak realizować własne
„ja” w wytyczonym procesie swego rozwoju i doskonalenia; tancerz musi wybrać
między własnymi potrzebami i ideami, a naciskami i oczekiwaniami innych ludzi,
systemów kulturowych, religijnych).
3. Tancerz może wykształcić
w czasie swojej całej kariery tylko „ja” odtwórcy – pozostając wybitnym
solistą, czasem o niedoścignionym poziomie kunsztu, lecz sam określa siebie
tylko taki – to znaczy potrafi tylko kopiować ułożone przez innych układy
choreograficzne. Krytycy piszą w recenzjach, że „stworzył wspaniałą
kreację”. Odtwórcami wydaje się być większość tancerzy. I bywa tak, że
stale te same niezmiennie wariacje, czy pas de deux, są przez dziesiątki lat,
a nawet stulecia wymagane, jako typowe dla konkursów czy przedstawień
teatralnych.
Oczekuje się od nas
ujednoliconego pojęcia smaku, gustu, pragnień. Indywidua wnoszące wartości,
próbujące zaproponować rozwój pewnych form kultury tzw. wysokiej są wyraźnie
niepopularne. W naszym zawodzie tancerza w wielu przypadkach przegrywamy na
rzecz „performerów” – osób nie znających się na sztuce. Osoby te mają
jednak przebojowość występowania, a masowość i częstotliwość ich występów,
popieranych w niektórych miastach szczodrymi grantami, czyni niemożność
finansowania naszych występów. Nie ma pieniędzy dla studentów artystycznych
państwowych uczelni, o dobrym przygotowaniu do tworzenia kultury, procesu kształtowania,
wychowywania artystycznego młodzieży i dzieci.
Prasa ostatnio ubolewała
nad niskim poziomem wychowania młodzieży, a media informowały, że imprezy
kultury ulicznej, finansowane wysokimi kosztami uniemożliwiają zaprezentowanie
naszemu społeczeństwu, jak i turystom zagranicznym, atrakcyjności naszych
kulturalnych programów, istoty naszej kultury, co stwarza krzywdzący obraz
kraju, inny niż dowodzi dorobek wiekowy.
Życie daje nie tylko
drobne, zasmucające przykłady, ale ukazuje cały system działań
administracyjnych, które zdają się szerzyć w naszym kraju inżynierię
sterowania społeczeństwem, nazywając to „nową demokracją”. Wydaje się,
że obecnie filozofia powinna opracować nowe metody dostosowane do obecnych
warunków – pedagogiki osobowości uspołecznionej, dla kształtowania
obywatela świadomego nie tylko praw, ale i obowiązków, w stosunku do
dziedzictwa narodowego, które nie tylko jest nam dane, lecz także zadane.
Przebyte studia
filozofii, mimo wszystko utrwaliły we mnie przekonanie o tym, by czyn świadczył
o mnie, o moim posłannictwie dla społeczeństwa i wartościach
transcendentalnych mojej pracy artystycznej i wspaniałej sztuki tańca.
KAROLINA KULIGA
FILOZOFIA TAŃCA –
„JA” – CIAŁO I EMOCJE
„Ja” – jak wiele
innych pojęć, będących przedmiotem rozważań wielkich myślicieli, jest różnie
rozumiane i określane. Z jednej strony „ja” traktowane jest jako: znak,
symbol ludzkiego podmiotu, jako pojęcie duszy, osobowości, charakteru.
Jest także definiowane
zamiennie jako biologiczne, psychologiczne, socjologiczne, historyczne lub
religijne centrum jedności, całości, tożsamości życia jednostki ludzkiej;
a także jako podmiot działania, koordynator lub kreator funkcji pamięci, uczuć,
wyobraźni, myślenia, wrażeń i przeżyć. Za pomocą pojęcia „ja”
oznacza się także granice świadomości i nieświadomości, zdrowia i choroby,
życia i śmierci człowieka.
W koncepcji Fryderyka
Nietzschego „ja” staje się funkcją ciała. A ciało jest największym
skarbem. To właśnie Nietzsche włożył w usta Zaratustry słowa: „ciałem
jestem na wskroś i niczem ponadto; zaś dusza jest tylko słowem na coś do ciała
należącego. Ciało jest wielkim rozumem, mnogością o jednej treści, jest
wojną i pokojem, jest trzodą i pasterzem” (F. Nietzsche, „Tako rzecze
Zaratustra”, tłum. W. Berent, Warszawa 1990).
Do tych, co ciałem
wzgardzają napisze, iż: „chełpią się słowem „ja”, a rzeczą większą
przecież w co wierzyć nie chcą jest właśnie ciało i jego wielki rozum, gdyż
ono nie mówi ‘ja’, ono ‘ja’ czyni”. Jest to dość materialistyczna
koncepcja „ja”. W tej teorii, życie cielesne, fakt biologiczny jest osnową
ludzkiej egzystencji, a życie duchowe tylko jego odroślą. Lecz gdyby właśnie
nie ta cielesność, czy moglibyśmy w ogóle rozważać o „ja”, cokolwiek
byśmy pod tym pojęciem rozumieli?
Gdyby nie funkcja ciała,
czy taniec mógłby lepiej przeglądnąć się i korespondować z jakimkolwiek
innym „ja” – nie nietzscheańskim? Ta relacja między tym właśnie
„ja” a sztuką taneczną wydaje mi się być najbliższą pośród
wszystkich innych. Tutaj „ja” i taniec posługują się wspólnym narzędziem,
którym jest ciało. „Ja” jest ciałem, taniec natomiast ruchem, który bez
ciała nie mógłby zaistnieć.
Taniec, jak i inne
sztuki jest również działaniem, wrażeniem, przeżyciem, zarówno dla tych,
co go tworzą, jak i tych, co odbierają. Dla wielu filozofów, takich jak: John
S. Mill, Hypolite Taine czy William James, „ja” jest tożsame z tymi określeniami.
Ale odnosząc się do sztuki w ogóle, w tym i tanecznej, te pojęcia ( wrażenie,
przeżycie) mają dla mnie raczej wymiar poddawania się iluzji, złudzeniu, po
to właśnie by doświadczyć emocji, wzruszeń, które są o tyle prawdziwe, że
odczuwane. Zachodzą jednak w świecie wyobrażonym – teatralnym, w świecie
przykrytym jakąś maską, nie zaś w świecie rzeczywistym.
Być może całe nasze
życie jest złudzeniem, jakimś fałszem, jakąś dziwną sztuką – farsą
czy tragedią, którą wcale nie należałoby oddzielać od tej teatralnej. Może
Fryderyk Nietzsche ma rację mówiąc, że nasz umysł nigdy nie ujmuje wiernie
rzeczywistości. W tym sensie wszystko, czego doświadczamy jest cząstką nas
samych, tworząc nasze „ja”.
Dla mnie taniec jest
przede wszystkim ruchem. I bez względu na to, czy jest transformacją ruchu
naturalnego, powstałego pod wpływem bodźców emocjonalnych, czy wyrażającego
w konwencjonalny sposób pewne emocje, czy znaczenia, czy też systemem dokładnie
skodyfikowanym, posługującym się harmonią i pięknem linii, czy po prostu
formą teatralną – nie może obyć się bez ciała. To ono tworzy i czyni
ruch. Z niego wydobywają się wszelkie treści. Jest aparatem, poprzez który
wyrażamy to, co w nas i poza nami.
Być może, dlatego właśnie
– traktując „ja” jako ciało, Fryderyk Nietzsche w swojej książce
„Tako rzecze Zaratustra”, nadaje sztuce tanecznej jakiś nadzwyczajny
wymiar. Ta książka jest wyrazem jego kultu życia i siły. Taniec, który posługuje
się ciałem też jest w pewnym sensie życiem i siłą, bez ciała, bowiem nie
ma tańca. Kiedy umiera ciało – wraz z nim umiera też taniec.
Czytając „Tako rzecze
Zaratustra” naiwne, może nawet śmieszne wydały mi się słowa bohatera:
„wierzyłbym tylko w Boga, który by tańczyć potrafił.” Ale to one właśnie
czynią tu taniec niezwykłym i świadczą o tym, jaką rolę Nietzsche
przypisywał tej sztuce. Jak ją rozumował i przeżywał. Wszystko, co piękne
i czyste wyraża się tutaj poprzez taniec. Sam Zaratustra, który „stąpa
jako tancerz”, stwierdzi, że: „w tańcu tylko wypowiadać potrafi najwyższych
rzeczy przenośnie” (F. Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra…”).
Nie wiem czy słusznie
odczytuję relację między nietzscheańskim „ja” a sztuką taneczną. Wiem
jednak, że jak dotąd w żadnej innej lekturze filozoficznej, czy z pogranicza
filozofii, nie znalazłam takiego ujęcia i przedstawienia tańca, który jawi
się jako coś pięknego, lekkiego i boskiego – choć dobrze też wiem, że
nie zawsze takim jest.
ANNA
KRZYŚKÓW
FILOZOFIA
TAŃCA – „JA” – EDUKACJA I INDYWIDUACJA
Taniec – początkowo
spontaniczna forma ruchu – poprzez edukację, pracę i zdobywanie doświadczeń
osiągnął inny wymiar i rolę w moim życiu. Stało się tak nie tylko ze względu
na wykonywany zawód, ale powstała „pasja” o wielkiej sile i możliwościach
rozwoju oraz doskonalenia.
Fundamentalne znaczenie
miało spotkanie z „Wielką Matką” i „Starym Mędrcem” (C. G. Jung) –
oboje byli wybitnymi solistami baletu, później interesującymi twórcami
choreografii – kontakt z nimi, ich autorytet i wiedza otworzyły umysł i duszę
na relację, wagę i jakość materialnych i poza materialnych składników
sztuki tańca. Spotkania te umożliwiły mi odkrycie wartości o nieprzemijającym
znaczeniu, których wciąż poszukuję w każdym nowym doświadczeniu.
Trudna to droga –
odkrywanie tajemnic sztuki tańca. Jej integralną część stanowi twardy reżim
systematycznej pracy obowiązujący każdego aktywnego tancerza. Bardzo istotna
więc jest integracja z własnym „cieniem”. Poprawianie własnych wad i błędów
ku doskonaleniu swoich umiejętności – było i jest warunkiem dalszego
rozwoju.
Osiąganie integracji
związane jest z wysiłkiem i pracą, pozbywaniem się kompleksów na rzecz wyważonej
autokrytyki i samokontroli, która będzie impulsem do dalszego działania.
Integracja z własnym cieniem to objaw i świadectwo dojrzałości, która w
przypadku tancerzy, artystów baletu, wymagana jest już od okresu adolescencji.
U tancerza czy
choreografa powinna zaistnieć także integracja z „Animą” i „Animusem”.
Od kobiet wymagana jest siła psychiczna i fizyczna, odwaga i stanowczość w
pracy przypisywana na ogół mężczyznom, ci zaś wypracowują harmonię, lekkość
i płynność ruchu oraz delikatność linii niebędących domeną tej płci.
Wykonawca dąży do
tego, by na moment przedstawienia, cechy roli stały się jego własnymi
cechami. Często więc będzie poruszać się po obszarach ludzkich uczuć i
odczuć daleko odbiegających od jego własnych.
Taniec o randze
artystycznej, sięgający pułapu sztuki związany jest z transformacją i
transcendencją – brak tego przeobrażenia i przekroczenia pozostawia wykonawcę
na etapie odtwórcy limitowanego, bez pierwiastków indywidualnych, współtwórczych.
Możliwość wyrażenia
swojego „ Ja” w tańcu zaistnieje, gdy nastąpi jedność duszy i formy
(„monada” G. W. Leibniza), i gdy człowiek będzie przeżywać, i miał
gotowość przeżywania (J. S. Mill), i gdy znajdzie to swoje odbicie w możliwościach
interpretacji aktorskiej ruchowej, w działaniach artystycznych.
Taniec – sztuka ruchu,
to język ciała mogący wyrazić i opowiedzieć nieskończenie wiele. Aby tym językiem
operować wszechstronnie, aż do wyrażenia własnej indywidualności, która
wzbudzi zainteresowanie i będzie źródłem emocji u odbiorcy – potrzebne
jest wyjście poza obszar własnego życia, indywidualnego bytu.
Obserwacja, analiza,
przemyślenia, których źródłem jest świat zewnętrzny z całym bogactwem
ludzi i zjawisk, kształtuje, rozwija naszą świadomość. To scalenie
rozmaitych impresji, percepcji i idei (D. Hume), uczucia, wrażenia, wola –
czyli czynne życie psychiczne, wzbogaca wnętrze człowieka i buduje jego
„Ja”. Spektrum możliwości wyrazu i działania artystycznego powiększa się.
Kreacja artystyczna
(niezbędny składnik teatru) związana jest ze zdolnością rejestrowania wrażeń
umożliwiających przeżycia (J. S. Mill). Artysta nie tylko powinien być
zdolny do przeżywania świata, musi umieć przenieść bogactwo własnych
obserwacji i emocji na charakter kreowanej roli.
Gdy treść zostanie
przesłana do widza, nie powinien on pozostać obojętnym, lecz przeżywać
odbierane wrażenia. Pasywność odbiorcy, to porażka dla artysty. Bogactwo i
charakter ”Ja” będzie miało wpływ zarówno na jakość przekazu jak i na
jego odbiór. Wtedy percepcja wizualna, intelektualna i emocjonalna u odbiorcy i
autorytet artysty (np. tancerza) ujawni się w pełni. To „Ja” determinuje tę
relację.
Dotrzeć do świadomości,
uczuć i emocji widza, to dla artysty wielkie osiągnięcie (cel wszystkich wysiłków),
w każdej dziedzinie sztuki. Taniec to tylko jedna z jej form, jedna z muz
teatru.
JACEK
NOWOSIELSKI
FILOZOFIA
TAŃCA – „JA” – PRAGMATYZM I ARTYZM
,,W Bejrucie raz znalazłem
się przy barze podłym dość.
Patrzę a tu obok siedzi
sympatyczny, jakiś gość.
Więc zaczęliśmy pić
razem, no bo o to tylko szło.
Facet się okazał
Turkiem, lecz z nim piłem mimo to.
Myślę: trzeba z nim
pogadać, zajrzeć sobie w duszy głąb.
Lecz ja nie znam
tureckiego, on greckiego ani w ząb.
Dziwnym jednak trafem,
kiedy już wypiliśmy do dna,
Ruszyliśmy do tańca,
każdy sobie, on i ja.
Każdy myśli swe wyrażał
właśnie tańcem zamiast słów.
I tak jeden do drugiego
resztę nocy gadał zdrów.” (Joseph Stein)
1. W świecie
europejskiej kultury, taniec i filozofia zmierzały podobnymi drogami. Proste
pytania człowieka poszukującego prawdy o sobie i otaczającym go świecie, stały
się podstawą dla filozofów starożytnej Grecji, którzy dla przyszłych
kierunków filozoficznych staną się niczym nadopiekuńcza matka, krępująca
wolność swoich dzieci.
Taniec, jak każda
sztuka, urodzony z ciszy, powiązany z treściami kultowo-religijnymi, jako część
składowa ceremonii rytualnej staje się w czasach nowożytnych samodzielną
sztuką. Od czasów renesansu we Włoszech rozpoczął swój rozwój (kodyfikację),
stając się wyższą szkołą tańca klasycznego, od którego trudno się będzie
oderwać przyszłym twórcom nowych kierunków tańca.
Gdy w romantyzmie balet
klasyczny święci triumfy, filozofia rodzi następne nowe kierunki, które dają
początek filozofii współczesnej. W balecie dopiero początek XX w. przynosi
tendencję do przełamania dotychczasowego porządku, poddając się nowym prądom
w sztuce i dając początek tańca modern i tańca wyrazistego. Koniec XIX-go i
początek XX-go wieku w filozofii to koncepcja pragmatyczna, która rodzi
pokrewne kierunki: humanizm oraz instrumentalizm.
2. Filozofia
pragmatyczna zainteresowała mnie z kilku powodów. Już samo znaczenie terminu:
pragmatyka – czyli komunikowanie się za pomocą słownych znaków pomiędzy
nadawcą i odbiorcą, jest bardzo adekwatne do celowości i powołania sztuki tańca.
Po drugie pragmatyzm
powstał i rozpowszechnił się w czasie, gdy taniec klasyczny stał się
sojusznikiem w świeżym spojrzeniu na ówczesne poglądy w sztuce.
Po trzecie pragmatyzm
stara się w swoich poglądach, być rozjemcą w sporach filozoficznych o
granice świata widzialnego i niewidzialnego. W świecie tańca, gdzie owa
granica zaciera się, powstają spory pomiędzy tańcem a jego treścią, czy też
pomiędzy nadawcą i odbiorcą.
Pragmatyzm dąży do
tego, aby to, co teoretyczne znalazło zastosowanie w praktyce, niczym w tańcu,
gdzie wszelka teoria musi przełożyć się na język tańca, który jako
czynnik praktyczny powinien, w owej treści, przekonać odbiorcę o swojej
wiarygodności.
Koncepcja pragmatyczna
nie wgłębia się zbytnio we wnętrze człowieka, a raczej godząc się z jego
metafizyką, przyjmuje tylko to, co znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Stara
się wytłumaczyć zasady działania ,,ja” jako kreatora, koordynatora
funkcji: pamięci, uczuć, wyobrażeń, myśli, wrażeń, działania, czyli
tego, co w swej harmonii kształtuje duszę i ciało tancerza.
Powyższe założenia
pragmatyzmu rozumiem w ten sposób: filozof jako dusza i ciało, niczym
rozdwojona osobowość, starająca się żyć w symbiozie, odnajduje w świecie
widzialnym i niewidzialnym cząstki swojego jestestwa, dlatego nie jest w stanie
uniknąć wyimaginowanej wizji, jaźni.
Tylko trzeźwe myślenie
może go przed tym ustrzec. Podobnie jest w sztuce tańca. Nie ulega wątpliwości,
że nauczyciele poprzez: pokazywanie, naśladowanie, wczuwanie się, nieustanne
powtarzanie ćwiczeń starają się przygotować tancerza do połączenia go z
tańcem, by byli jednością. Aby świadomie doświadczali skomplikowanego
mechanizmu ciała, a zarazem mając do niego dystans, pozwolili prowadzić się
duchowi tańca, stając się zespoloną cząstka obrazu baletowego, którego treść
powinna być odczytywana przez odbiorcę.
Filozof i tancerz zawsze
będą się ocierać o świat fikcji, w który będą przenosić swoich odbiorców,
lecz tylko ta prawda, którą odbiorca odczyta będzie prawdziwa. Uważam, iż
stawia to przed filozofią i sztuką tańca bardzo trudny, lecz najważniejszym
cel – aby filozofia nie była tylko dla filozofów, a taniec tylko dla
tancerzy.
William James, jako główna
postać filozofii pragmatycznej formułuje trójdzielną teorię ,,ja”, jako
tego, co duchowe, materialne i społeczne. Powyższa teoria jest kwintesencją
rozwoju drogi tancerza i jego artystycznego powołania.
To, co duchowe – to,
co natchnęło tancerza, to, co dało motywację, wskazało cel –
materializuje się poprzez świadome poddanie ciała karkołomnym ćwiczeniom.
Chodzi o to, aby w jak najlepszym stopniu stać się narzędziem pozwalającym
wytworzyć to, co społeczne, czyli wszystkie doznania duszy i ciała płynące
z tańca, powinny być czytelne zarówno dla widza, jak i samego tancerza.
William James określając
dynamikę ,,ja” jako: scalanie, uduchowianie, materializowanie, uspołecznianie
myśli, trafnie oddaje sposób tworzenia baletu przez wszystkich związanych z
nim ludzi. Pokazuje drogę, którą muszą przejść realizatorzy spektaklu oraz
cel, który powinni osiągnąć.
Dynamikę ,,ja” wyjaśnia
pragmatyczna teoria prawdy. ,,Prawda będąc zmienną, zmienia się w zależności
od tego jak się spełnia w praktyce, dlatego należy ją rozumieć dynamicznie,
jako nie cel, lecz środek do celów życiowych, wytwarzany przez człowieka.
Pojęcia i teorie są tylko wtedy prawdziwe, gdy jako narzędzia, instrumenty
pozwalają człowiekowi skutecznie operować przedmiotami.” Dynamiczne
rozumienie prawdy nie jest obce sztuce tańca.
Tancerz, wielokrotnie powtarzając te same frazy taneczne na próbach, z jednej strony dąży do
usatysfakcjonowania koncepcji choreografa, który językiem tańca, poprzez tłumaczy
– tancerzy, stara się przekazać treść spektaklu, a z drugiej musi uważać,
aby jego poszczególne idee, środki wyrazu, frazy taneczne nie stały się
celem dla samych siebie. Powinny one, jako środki do celu, ukazywać pełny
obraz i docelowe przesłanie prawdy zawartej w treści spektaklu.
Gdyby się głębiej
zastanowić, pragmatyczna teoria prawdy stawia na równi wizje choreografa z
tancerzem. Co więcej, tancerz jako narzędzie w ręku choreografa, ożywiając
jego idee jednocześnie staje się prawdą, ukazując prawdziwość jego przesłania.
Podstawę pragmatycznej
teorii prawdy, można by porównać do wstępnej fazy realizowanego obrazu,
czyli wizji choreografa, możliwości tancerzy, a fazą końcową, gdy wyobraźnia
realizatorów zamieniają się w stan rzeczywisty, ukazując ich prawdziwe możliwości.
Za pomocą
psychologicznej koncepcji ,,strumienia świadomości”, W. James w prosty i
trafny sposób wyjaśnia dotychczasowy dorobek filozofii i baletu. Ich przyczynę
uzależnienia od swoich „źródeł”, a mojemu ciału i duszy, pozwala
zjednoczyć się ze wszystkimi przeszłymi i teraźniejszymi twórcami historii
baletu.
„Wyobrażenia łączą
się jedno z drugim. Jedne przechodzą nieustannie w drugie, tak jak świadomość,
która ma charakter ciągły, tworząc złożone zespoły. Są dziedzictwem
poprzednich pokoleń.” Trochę to brzmi socjalistycznie, lecz gdyby zastosować
małą korektę, mogłoby brzmieć: „Cząstki każdego »ja« jako: dusza,
osobowość, ciało, charakter, intelekt, historia, łączą się z podobnymi
sobie »ja«, tworząc strumień świadomości, np. baletowy lub
filozoficzny.”.
Można by do tego dodać:
„strumień świadomości świadomych tancerzy”. Powyższa teoria mogłaby się
odnosić do powstawania spektaklu baletowego, gdzie „strumień świadomości
choreografa łączy się ze strumieniem świadomości tancerzy, tworząc strumień
świadomego spektaklu”.
Koncepcja pragmatyczna,
choć wyrosła w Ameryce, stała się inspiracją dla wielu kierunków
filozoficznych współczesnej Europy. Niczym filozofia profilaktyczna, swym trzeźwym
i praktycznym myśleniem stara się przeciwstawić chorym wnioskom przesadnej
metafizyki.
Pragmatyzm określa możliwości
człowieka w poszukiwaniu prawdy, chcąc ustalić granice fikcji i rzeczywistości.
Podobnie sztuka taneczna zmaga się z wieloma jej twórcami, którzy jakby nieświadomi
owych ograniczeń człowieka, szukając coraz to nowszych środków wyrazu,
technik tańca, zamieniają dialog tancerza z widzem na wewnętrzny monolog do
samego siebie.
Ktoś kiedyś powiedział,
że człowiek jest tylko odkrywcą tego, co już dawno zostało stworzone przez
Stwórcę. Oby wszystkie odkrycia w sztuce tańca, które są przed nami, stały
się pożyteczne w dialogu duszy i ciała tancerza z duszą i ciałem widza, byśmy
mogli rozmawiać tak, jak to uczynił główny bohater musicalu J. Kandera ,,Zorba”
– Grek Zorba, oczywiście przestrzegając przepisy BHP w pracy (por. Stein J.,
„Libretto” wg. „Greka Zorby” Nikosa Kazantzakisa, przeł. A. Marianowicz;
por. też B. Wosien, ,,Droga tancerza”, Białystok 2003).
ELŻBIETA WIŚNIEWSKA
FILOZOFIA TAŃCA –
„JA” – SZTUKA I OSOBOWOŚĆ
Jedną z idei opisanej w
teorii „Ja” Carla G. Junga jest zintegrowanie duszy z maską. Według niego,
aby „Ja” mogło się rozwijać, musi być zharmonizowane z maską, czyli
personą. Jeśli takiej więzi nie ma, następuje przepaść między jednostką
i jej otoczeniem, i pojawiają się problemy.
Podejmując naukę w
szkole baletowej, dzieci uczą się dyscypliny ciała i ducha. Na początku swej
edukacji nie wiedzą, do czego jest ona potrzebna i jak ją należy wykorzystywać,
ale w miarę upływu lat nabierają świadomości, że sztuka tańca, to nie
tylko zwykłe suche ćwiczenia, do niczego nieprowadzące, lecz że są one powiązane
z doskonaleniem swojej sprawności fizycznej.
Taka świadomość jest
w dużej mierze pomocna do zagłębiania tajników odtwarzania danej roli. Sposób
wykonywania i zaangażowanie emocjonalne tancerza wprowadza ciało w inny wymiar
świadomości. Taniec o randze artystycznej jest dostrzegany wówczas, gdy związany
jest z transformacją, możliwością przeistaczania się w inny wymiar, wyjście
poza samego siebie. Jeśli nie posiada się zbyt silnych hamulców, następuje
duża łatwość i swoboda wniknięcia w innego człowieka. Należy wyjść poza
wszelkie granice wyobraźni. Jest się wówczas wielkim kreatorem, a nie tylko
zwykłym odtwórcą.
Najpierw trzeba się zagłębić
w rolę i poznać jej charakter. Należy zacząć myśleć jak bohater, którego
jesteśmy kreatorem, ale o tym możemy przekonać się dopiero podejmując pracę
w teatrze. Szkoła daje nam tylko mały początek poprzez ćwiczenia oraz
repertuar, w skład którego wchodzą wariacje z baletów klasycznych. Głównie
chodzi bardziej o wirtuozerię, aniżeli o głębię przeżywania danej roli.
Sztuka taneczna musi
zawierać treść, aby móc zagłębiać jej tajniki od początku. Harmonia
duszy i ciała wyraża dany moment i sytuacje rozgrywające się na scenie
poprzez ciało, ale również ucieczką w inny świat pozbawiony stresów,
moralności kłopotów dnia codziennego.
Zamykając się w obrębie
sali baletowej życie skupia się wyłącznie wokół sztuki tańca. Na to ma wpływ
edukacja oraz wzorce, pewne osobowości, których chciałoby się być naśladowcą
i odtwórcą. Te wzorce to archetypy starej kobiety lub mędrca.
W moim przypadku była
to znana artystka baletu, z którą miałam możliwość spotkania się na sali
baletowej. Obserwowanie jej codziennej pracy artystycznej, zmagania się ze
swoim ciałem i pokonywanie wszelkich trudności związanych z jego
niedoskonałością dawało mi tym większą
siłę psychiczną do walki z własnym ciałem.
Zawsze imponował mi jej
artyzm i zaangażowanie, jakie wkładała w każdy szczegół wykonywania ćwiczeń
i ról odtwarzanych przez siebie na scenie. To był taniec opowiedziany każdą
cząstką ciała. Imponowała mi nie tylko jako artystka, ale również jako człowiek.
Obcowanie z nią było
motorem dającym większą determinację w pracy, samodoskonalenie siebie i
najbardziej fundamentalną część zawodu jakim jest wysiłek fizyczny do
momentu przedstawienia, w których ten wzorzec okazał się niedoścignionym i
poprzez wyjątkowość wartym naśladowania.
Do dziś na moją pracę
i działalność artystyczną ma wpływ tamto spotkanie i pamięć o niej. Kształtuje
moją skalę wartości, działając i oceniając moją i innych aktywność w
sztuce tańca. Niestety takich autorytetów jest coraz mniej, albo są zbyt
daleko od nas. Ich brak jest odczuwalny.